You are here

Indiana Jones spotyka Tomka Wilmowskiego

Za czasów mojego dzieciństwa najbardziej „wyczytaną” serią w domu były przygody Tomka Wilmowskiego. Książki zostały przeczytane tyle razy, że aż się rozleciały i tylko babcia introligatorka uratowała je od pewnej śmierci. Ostatnio kilkanaście razy zastanawiałem się, czy nie sięgnąć po nie ponownie, za każdym razem jednak rezygnowałem. Boję się, że wspomnienie o nich, które mam w głowie, zostanie brutalnie zniszczone przez rzeczywistość, że pryśnie magia opowieści z dzieciństwa i zniknie entuzjazm z jakim je wspominam. 
Ostatnio  pewna dobra dusza zareklamowała mi Kroniki Archeo jako połączenie przygód Tomka Wilmowskiego z Panem Samochodzikiem, lepszej rekomendacji nie potrzebowałem i jak tylko się udało to sięgnąłem. Pierwszy tom historii piątki młodych przyjaciół nosi tytuł Tajemnica klejnotu Nefertiti i powiem szczerze, że po kolejne sięgnę ze sporą przyjemnością. W tomie tym nasza ekipa poszukiwaczy tajemnic archeologicznych trafia do Egiptu, gdzie wraz z rodzicami bierze udział w wyprawie do tajemniczego grobowca X. Swego rodzaju zadaniem dodatkowym, o którym rodzice nie wiedzą, są prowadzone przez nich poszukiwania tajemniczego klejnotu Neferetiti. Do tego autorka dołożyła pewną angielską lady, jej kota, brutalnych poszukiwaczy skarbów i zamieszawszy zaserwowała młodemu czytelnikowi.
Mimo mojego wieku i pewnego już stażu w czytaniu książek propozycja pani Agnieszki przypadła mi do gustu. Może nie bezkrytycznie, bo znaleźć w niej można trochę naiwnych rozwiązań fabularnych, ale nie jestem przecież czytelnikiem dla którego Kroniki Archeo powstały. Dzieje się dużo, informacji na temat starożytnego Egiptu autorka wplotła w fabułę całkiem sporo, a do tego zrobiła to bardzo elegancko i ciekawie. Postacie są sympatyczne, oponenci wiarygodni, a tajemniczy Midas z pewnością powróci w kolejnych częściach. Tak jak Pan Samochodzik miał Waldemara Baturę, tak Ania, Bartek, Mary Jane i bliźniacy będą mieli swojego tajemniczego wroga, stawiam na to honor czytelnika :). Nawiązując zaś do tytułu recenzji to wydaje mi się, że Kronikom Archeo bliżej do Indiany Jonesa niż do Pana Samochodzika, dzieje się w nich jakby więcej, niż w przygodach polskiego muzealnika.
Troszkę mi tylko szkoda, że autorka zdecydowała się wprowadzić odrobinę magii, czy też jakiejś tajemniczej siły sprawczej, związanej z tytułowym klejnotem. Szczegółów nie zdradzę, aby nie psuć frajdy z czytania, ale z drugiej strony Tomek Wilmowski spotkał w jednej z książek prawdziwego Yeti ;)
Polecam, jeśli ktoś będzie pytał o polską literaturę dla młodzieży, to w fantastyce proponuję Rafała Kosika, a co do przygodowych historii Panią Agnieszkę Stelmaszyk.
Podsumowanie:
Tytuł: Kroniki Archeo. Tajemnica Klejnotu Nefertiti
Autor:  Agnieszka Stelmaszyk

Wydawca: Zielona Sowa
Do tramwaju: i nie tylko :)
Ocena czytadłowa: 5/6 – dla dzieciaków z grupy docelowej
Ocena bezludnowyspowa:  4+/6 – dla dzieciaków z grupy docelowej

Related posts

11 thoughts on “Indiana Jones spotyka Tomka Wilmowskiego

  1. Zgadzam się co do oceny – mamy cały komplet w szkolnej bibliotece i ma duże wzięcie u młodocianych czytelników:)

    Tomka Wilmowskiego w czasach szkolnych nie czytałam (ale Pana Samochodzika jak najbardziej), w ramach nadrabiania różnych zaległości sięgnęłam po pierwszy tom i taki trochę nudnawy… Tzn. dobrze napisany, sporo ciekawostek przyrodniczych, ale bohaterowie (poza bosmanem Nowickim) papierowi są. Widać to jedna z tych książek, które trzeba czytać w określonym wieku. No chyba, że tylko ten pierwszy tom słabszy jest.

    1. Najlepsza fabularnie była chyba „Tajemnicza wyprawa Tomka”, pierwszy tom był jedną z najsłabszych, rozleciał się dość późno ;)

  2. „Boję się, że wspomnienie o nich, które mam w głowie, zostanie brutalnie zniszczone przez rzeczywistość, że pryśnie magia opowieści z dzieciństwa i zniknie entuzjazm z jakim je wspominam.”
    Nie wracaj: ja wróciłam i trochę czar prysł. Na szczęście i tak wspominam z uśmiechem :)
    O „Kronikach Archeo” pomyślę jak Lusia trochę podrośnie: obecnie przerabiamy Tappiego i jest super :) Chyba po raz pierwszy skuszę się na recenzję książki dla dzieci: bo o Tappim czyta się świetnie i aż żal kończyć rozdział. A rozdziały trzeba dawkować, by za szybko się nie skończyły :))

    1. A który Tappi? Kolorowy czy czarno-biały :)

  3. U mnie na szczęście Starszy się wciągnął i kolejne tomy wsysa sam, bo mnie w okolicach drugiego albo trzeciego tomu zaczęła wkurzać prostota rozwiązań fabularnych i czytanie na głos przestało sprawiać przyjemność. Ale jak słusznie zaznaczyłeś, to nie jest lektura dla starych ludzi :) Doceniam walor edukacyjny, mam alergię na ilustracje – to tak w teleexpresowym skrócie :D

    1. Fajnie że wspomniałeś o rysunkach, nie pisałem o nich, bo się wystraszyłem, że ostatnio za dużo dobrych komiksów czytałem i coś mi się poprzestawiało. Miło wiedzieć, że nie tylko mnie nie przekonują :)

    2. O ile jeszcze materiał ilustrujący omawiane zabytki, ciekawostki czy postacie jestem w stanie znieść, o tyle ten dotyczący fabuły – już nie :)

  4. Przypominają mi się zaczytywane w młodości ksiązki Kamila Giżyckiego : ) Też kusiło, by do nich wrócić, ale również nie potrafiłem tego zrobić z identycznych jak Twoje powodów : )

    1. Nie wiem czemu, ale ciśnie mi się na usta takie coś :)
      He’s alive, ALIVE !

      Zapraszam na dłużej :)

    2. Coś mnie bierze znowu na pisanie, to i zaglądać będę : )

  5. Nie wiem czemu, ale ciśnie mi się na usta takie coś :)
    He’s alive, ALIVE !

    Zapraszam na dłużej :)

Dodaj komentarz