You are here
Adrian (Secrus) Z zakurzonej półki 

[Z zakurzonej półki] „Robak się lęgnie i w bujnym kwiecie…”

mariaWiecie, kto napisał w 1825 roku pierwszą polską powieść poetycką? Kto wyłamał się spod uschematyzowanych zasad i obok romantyzmu Mickiewiczowskiego ugruntował po śmierci swój własny? Kto zmarł bez zrozumienia, a w XIX wieku liczbą blisko stu wydań swojego jedynego dzieła pobił nawet wieszcza narodowego? Kto był pierwszym Polakiem na Mont Blanc? Kto wiernie reprezentował Ukraińską Szkołę Poetycką, a swoim opus magnum na stałe wpisał się do kanonu czarnego romantyzmu? Ja do niedawna bym nie wiedział. Teraz jednak mam świadomość, że tym kimś był Antoni Malczewski, a dzieło powszechnie szanowane nosi tytuł „Maria”.

Kozak na koniu brnie przez step. Jest posłańcem i niesie dobre wieści dla Marii, córki Miecznika, które nadał Wojewoda, chcąc pogodzić się z synową po odrzuceniu jej przez wzgląd na mezalians, jakiego dopuścił się Wacław – jego potomek. Jednakże sam siedzi w murach swego gotyckiego zamku rodem z powieści Horace’a Walpole’a i rozmyśla, poddając się emanacji czarnych, nocnych sił, przesiedziawszy w komnacie cały wieczór, gdy w sali balowej toczy się zamkowa uczta. Tymczasem Wacław wyrusza na wojnę, by dowieść swego męstwa, a Maria, jego luba, wciąż kirem opleciona po śmierci matki, dziwnie marnieje w chorobie, nie znając jeszcze treści wiezionego przez Kozaka listu. Ta czwórka: Miecznik, Maria, Wacław i Wojewoda odegrają splot zdarzeń, który w depresyjnej atmosferze mroku i niepowodzeń, żałoby i straty, smutku i ponurej ciszy, zanurzy się w nieubłaganym pędzie zdradliwych mar. Opowieść kojarzyć się będzie z XVIII-wiecznym incydentem zbrodni na Gertrudzie Komorowskiej – pierwszej żonie Szczęsnego Potockiego – dokonanej przez jej teścia. Można tę genezę przyjąć, można ją negować, „Maria” zaś swym posępnym liryzmem samodzielnie zawiedzie Was w świat niepokojów ukraińskiego stepu.

Powieść poetycka Malczewskiego czerpie z najlepszych zagranicznych wzorców gatunkowych: walterscottowskiego i bajronicznego. Od pierwszego zapożyczyła idee patriotyczne, tradycję epopeiczną, także ze stylizacją na 13-zgłoskowiec, oraz liczne sceny batalistyczne. Byron zaś stał się wzorem dla autora „Marii” w konstrukcji bohaterów i podziale akcji na dwie pieśni. Dodając do tego fragmentaryczność narracji, ukraińską ludowość i jedną z pierwszych prób mowy pozornie zależnej, otrzymujemy klasyczne dzieło, które tym wyróżnia się spośród niektórych skamielin, że liryzmem i głębią treści faktycznie zaskakuje. Może nie po pierwszym przeczytaniu – wtedy klaruje się zaledwie podstawa fabuły wobec chaosu treści. Może nie za drugim – wtedy coś dopiero zaczyna wychodzić z poetyckich ciemności. Niewykluczone, że za trzecim, czwartym, piątym, lecz zawsze przy dużej pracy interpretacyjnej. Ja doceniłem „Marię” na ostatnich zajęciach z tej lektury, podczas analitycznej pracy pisemnej dotyczącej krótkiego fragmentu 1467-wersowej całości. Zrozumiałem, ile odczytań można od Malczewskiego wyłuskać, a naukowy tekst Mariana Maciejewskiego o „Marii” tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Ale ja starałem się do czarnego romantyzmu w polskim wydaniu dotrzeć, a starania bywają wynagradzane.

Poezji na [Z zakurzonej półki] jeszcze nie było, więc 16 grudnia może być kolejnym małym świętem mojej obecności w Tramwaju nr 4. Lektura, nie ma co ukrywać, jest trudna, a przyjemności z poznawania jej raczej nie doświadczycie z marszu. Niemniej warto, bo symbolika rozpaczy, nocnej strony ludzkiej duszy i po prostu niepokojący klimat zarysowano w niej z dużym oddaniem. To taki fragment polskiego romantyzmu, którego w podstawowym toku filologicznej edukacji nie uświadczycie, a bez szkolnego przymusu do rąk też raczej nie weźmiecie. Nie warto, sądzę, zgrywać inteligenta, który rozpływa się nad słowem poetyckim i czerpie z niego, oprócz umysłowej uciechy, także dziką rozrywkę, ale „Marię” można polubić, jeśli klasyczna groza należy do tego rodzaju literatury, o którego zgłębianiu myślicie z szelmowskim uśmieszkiem pod nosem. A jeśli czujecie romantyzm, to się bez dwóch zdań zakochacie! W przeciwnym wypadku wiedzcie po prostu, że takie coś istnieje, i zapiszcie „Marię” choćby na szary koniec listy planowanych lektur, o! ;)

Podsumowanie:
Tytuł:
Maria
Autor: Antoni Malczewski
Wydawca: Wydział Filologiczny Uniwersytetu w Białymstoku 2002 (premiera: 1825)
Moja ocena: Powiedzmy, że nie podlega już sprawiedliwej ocenie

PS ja przepraszam, że tak Was męczę ostatnio trudniejsza klasyką – Camus, Orzeszkowa, Wolter –  że nie ma kryminału albo dobrej, klasycznej fantastyki, albo dramatu lub czegoś przygodowego, ale opisuję to, co obecnie czytam. W okresie świątecznym zeskoczymy z tych przyciężkich klimatów, obiecuję! Trzymajcie się ciepło :D

Related posts

16 thoughts on “[Z zakurzonej półki] „Robak się lęgnie i w bujnym kwiecie…”

  1. Świetnie! Kolejna pozycja z Wolnych Lektur wrzucona do kolejki na Kundla ;)

    1. Secrus

      Polecam zaopatrzyć się też w wydanie Uniwersytetu Białostockiego, przy zamieszczonych w nim dwóch opracowaniach lektura wiele zyskuje (mogę też podać ich nazwy tutaj – niewykluczone, że są do znalezienia w Internecie). I przypisów też nie sposób przecenić, a nie wiem, jak to jest z wolnolekturową wersją :)

  2. Camus, Wolter i Orzeszkowa – trudniejsza klasyka?! Że nudna, to bym jeszcze zrozumiał, bo wiadomo klasyka może być tylko nudna, ale trudna?! Piękne masz wyobrażenie o swoich czytelnikach! :-)

    1. Secrus

      Nudną nie chciałem nazywać, bo dla mnie taka nie jest, mimo ogólnego poglądu, ale słówko „trudny” dla leciutkich powiastek Woltera i dość prostej, ale już wrzuconej do wora z nazwą „nieciekawa klasyka” Orzeszkowej faktycznie jest ciut niefortunne ;) Camus na dobrą sprawę też trudny nie był, raczej… nieśpieszny, o! Przyjmijmy, że czasem trudno się do nich zebrać i powiedzmy, że powiązałem to od razu z pisaniem recenzji, bo też trudno naskrobać coś odkrywczego o takich tytułach.

      No, ale „Maria” już jest trudna, bez gadania! ;)

      1. Dla pewnej kategorii czytelników, z pewnością :-) Powiedziałbym nawet, że dla niektórych mogłyby być nie do przebrnięcia :-) Do pary z „Marią” został Ci jeszcze „Zamek kaniowski”, na którym też tak jak na „Marii” ciąży autorstwo drugoligowego romantyka. Pewnie gdyby obie rzeczy popełnił Słowacki albo Mickiewicz miałyby po parę stron w podręcznikach a tak plączą się na marginesach.

        1. Secrus

          Dokładnie. Goszczyńskiego co prawda czytać obowiązkowo nie muszę, ale egzemplarz z Wolnych Lektur już spoczywa na czytniku :) Zapewne byłoby tak, jak mówisz, ale może to lepiej, że niektóre perełki zostawia się dla tych, którzy z własnej woli dotrą do nich w toku filologicznej edukacji… Grunt, że przez historyków literatury te powieści poetyckie nie zostały zapomniane i zamiast kilku stron w podręcznikach mamy kilkaset w pracach naukowych Maciejewskiego, Zgorzelskiego i im podobnych ;)

  3. Zupełnie zapomniałam o tej książce. Była moją lekturą na studiach, jedną z tych, które mnie przekonały, po nieprzyjemnych doświadczeniach z liceum, że romantyzm nie jest taki zły. Szczerze mówiąc, od tego czasu zupełnie wyleciała mi z pamięci, a szkoda. Chyba czas do niej wrócić. :)

    1. Secrus

      Jeśli są chęci i pozytywne nastawienie, to nic, tylko wracać ;) Może po latach odczytanie będzie pełniejsze, głębsze…

  4. Wcześniejsze lektury, opisywane przez Ciebie, z chęcią nadrobię, ale po ten tytuł chyba nie sięgnę, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Nigdy nie byłam przekonana do „Cierpień młodego Wertera”, ten rodzaj literatury nie dla mnie, a jeszcze kiedy za oknem pogoda jak widać poczucie melancholii nie jest dobrym wyjściem.

    1. Secrus

      Z drugiej strony melancholia w piękne słoneczne dni jest nawet bardziej nieodpowiednia ;) Ale wiem, o czym mówisz – w taki czas lepiej czytać coś lekkiego, pogodnego i radosnego, aby oderwać się od tej wszechobecnej ponurości :) Do „Cierpień…” to właściwie tylko czasowo jest blisko, bo z jednej strony powieść poetycka (wierszem!), z drugiej epistolarna; tu miłość, a tu melancholia, śmierć, ciemność i miłość jako jeden z wielu motywów. Choć sam romantyzm oczywiście nie każdemu w duszy gra :)

  5. Może nie do końca ‚Maria’ porwała mnie tak jakbym tego chciała, ale uważam te dzieło za lekturę obowiązkową! :)

    1. Secrus

      Co najmniej trzy razy trzeba było przeczytać ;p Prawdopodobieństwo „porwania” wzrosłoby dwukrotnie!

  6. Nie czytałam nigdy, ale coś w tym wszystkim wydało mi się znajome… i rzeczywiście, jak pogrzebałam w pamięci, to o tym utworze pisała kiedyś Chmielewska, chyba w „Autobiografii”. Na wolnych lekturach jest, powiadacie… hm.

    1. Secrus

      Hm, hm… może się skusisz? ;) Pisać mogła, bo to bardzo ważny utwór w naszej kulturze literackiej, niestety pozostający gdzieś na drugim planie.

      1. Zacznę od wrzucenia na czytnik. Dobry początek, prawda?

        1. Secrus

          Nawet więcej – wskazany!

Dodaj komentarz