You are here
Czytanie za granicą 

Czytanie za granicą – Hiszpania

Libreria_San_Gines

Hiszpania, słońce, ocean, najlepsze kluby piłkarskie świata i cała masa pysznego jedzenia. A jak tam u nich panie z czytaniem? Sprawdźcie :)

SPAIN IS DIFFRENT

Agnieszka

Po budzących zdrową zazdrość wizytach na północy Europy zapraszam na południe, do słonecznej i nie tak rozmiłowanej w lekturze Hiszpanii.

Zacznijmy od statystyk: według najnowszego (z grudnia 2014) badania poziomu czytelnictwa, w ojczyźnie Cervantesa nie czyta nigdy lub prawie nigdy 35% respondentów. Natomiast wśród czytających, w ciągu ostatnich 12 miesięcy, 7,5% miało kontakt z tylko jedną książką , 42,1% przeczytało 2-4 książki, a tylko 14,1% (a więc 9,16% ogółu) – ponad 13, czyli więcej niż jedną miesięcznie. Z moich skromnych i anegdotycznych doświadczeń w temacie mogę dodać, że, tak jak w Polsce, bibliofile są w Hiszpanii na wymarciu i łatwiej znaleźć ich w blogosferze niż w realu…

Od 1975 obowiązuje ustawa o stałej cenie książek. Nowości kosztują średnio od 18 do 23 Euro, w zależności od autora i wydania (np. za najnowszą powieść Camilli Lackberg trzeba zapłacić 22,90 w większości księgarń). Oczywiście zdarzają się publikacje o wiele droższe – kilka lat temu wydano tu po raz pierwszy Szwejka w zaporowej niemal cenie 35 Euro. Zazwyczaj po roku pojawia się wersja kieszonkowa danego tytułu za około 10 Euro. Dlatego też nie powinien dziwić fakt, iż w kraju z 25-cio procentowym bezrobociem, połowa ankietowanych nie kupiła ani jednej książki w ciągu ostatniego roku, zaś kolejne 25% kupiło ich co najwyżej 3. Moim zdaniem książki w Hiszpanii są drogie, a lektura notki Agnieszki Hofmann o czytelnictwie w Niemczech, gdzie, jak się okazuje, ceny są takie same jak tu na południu, utwierdziła mnie w tym przekonaniu.

79,7% czytających preferuje książki papierowe, a 11,1% czyta tylko ebooki (22,7 % posiada tablety bądź czytniki). Popularnych w Polsce audiobooków w Hiszpanii zwyczajnie nie ma. Książki elektroniczne są średnio o połowę tańsze niż papierowe- wspomniana wyżej powieść C. Lackberg to wydatek rzędu 9,5 Euro na Amazon.es, w tym 21% VAT. Pytanie nasuwa się samo: dlaczego ceny ebooków w Polsce są w zasadzie takie same jak okładkowe?

Przykład Hiszpanii pokazuje, ze stała cena książki nie broni księgarni przed zamknięciem. Co raz więcej z nich znika z miejskiego krajobrazu, a te jeszcze funkcjonujące sprzedają przede wszystkim artykuły papiernicze i zabawki. Nie sądzę, by taki stan rzeczy dało się wytłumaczyć istnieniem księgarni internetowych, czy nawet wejściem na rynek Amazon, które to zapowiadane było jako początek apokalipsy handlu detalicznego. Ustawowo dopuszczalne 5% zniżki od ceny okładkowej rzadko kiedy kompensuje koszty wysyłki pobierane przez amerykańskiego giganta, no chyba że kupuje się wystarczająco dużo i często, by warto było zapłacić ok. 15 Euro rocznie za tzw. Amazon Premium dające prawo do darmowej przesyłki. Mniejsze księgarnie same pokrywają ten koszt, gdy przekroczy się pewną kwotę zakupów. Jako stała klientka on-line zarówno w Polsce jak i w Hiszpanii uroczyście oświadczam, ze jakość usług oferowanych przez księgarnie internetowe w naszym kraju jest o niebo wyższa niż tu na południu. Strony internetowe są zdecydowanie bardziej przyjazne użytkownikom, podobnie jak formy płatności -przelew elektroniczny jest w Hiszpanii nieznany, a PayPal stosuje się tylko do płacenia za ebooki, więc aby operować w internecie jest się zmuszonym do używania karty kredytowej, co oczywiście nie jest gratis. No i nie zobaczymy uśmiechniętej twarzy kuriera bądź listonosza dzień czy dwa po dokonaniu zakupów, ale może dopiero dwa tygodnie później.

Oczywiście książki można pożyczyć z bibliotek, dobrze zaopatrzonych w dużych miejscowościach i zdecydowanie gorzej w mniejszych. Korzystanie z nich zadeklarowalo 28,6% ankietowanych. W mojej miejscowości – ok. 6 tys. mieszkańców pod Madrytem, a więc w typowej sypialni stolicy – do biblioteki należy ok. 200 osób, a ostatnie nowości to kilka powieści wydanych jeszcze w 2013 roku. Mnie to nie przeszkadza, wprost przeciwnie – dzięki temu, niejako zobligowana do szperania po bibliotecznych półkach, znalazłam wiele bardzo ciekawych pozycji. Muszę przy tym zaznaczyć, ze znakomita większość zbiorów tej biblioteki została wydana w ciagu ostatnich 25 lat, choć są też i starsze publikacje. I tylko największe bestsellery typu Ken Follet czy María Dueñas noszą ślady wypożyczenia… Co dwa tygodnie odwiedza nas też bibliobus finansowany nie przez ratusz, ale administrację regionalną. To tu można znaleźć niektóre nowości kilka tygodni po ich ukazaniu się w księgarniach. Bibliobus dysponuje też dostępnym w internecie katalogiem, co umożliwia zamawianie wcześniej wydanych tytułów.

Wiele do życzenia pozostawiają natomiast biblioteki szkolne, wyposażone głównie w kolekcje książek, które nie sprzedały się jako dodatki do gazet. Nauczyciel, który upiera się przy korzystaniu z tych bardzo czasem dziwnych pozycji, może skutecznie zniechęcić do czytania. W programach szkolnych – 17-tu, bo tyle jest wspólnot autonomicznych, na które podzielone jest terytorium kraju- nie istnieje pojęcie listy lektur obowiązkowych. To nauczyciel, zarówno w szkole podstawowej jak i w gimnazjum, decyduje czy i co mają czytać jego uczniowie. O historii literatury zaczyna się mówić dopiero w liceum, które jest oczywiście nieobowiązkowe.

Od września 2014 roku istnieje finansowany przez Ministerstwo Edukacji i Kultury program e-biblio, dzięki któremu można wypożyczać książki w formacie elektronicznym. Katalog liczy ok. 1600 pozycji i co miesiąc pojawia się w nim kilkanaście nowych ebooków. Aby móc korzystać z tego systemu, należy zainstalować na czytniku darmowy program Adobe Digital Editions. Jest on niestety niekompatybilny z Kindle, najbardziej rozpowszechnionym na rynku urządzeniem do czytania książek elektronicznych, co na pewno odstrasza wielu potencjalnych użytkowników e-biblio.

A co czytają Hiszpanie? Najpopularniejszym gatunkiem literackim jest powieść historyczna (ulubiony gatunek 23,6% ankietowanych) oraz powieść obyczajowa (17,9%). Czyta się przede wszystkim autorów rodzimych oraz anglojęzycznych; kolejne miejsca na liście ilości tłumaczeń na hiszpański zajmują Francuzi i Włosi. Skandynawowie znani są głównie jako autorzy kryminałów. Reszta Europy to zupełna niszówka, Rosja to wielcy klasycy XIX wieku, a Polska po prostu nie istnieje. Nawet o Kapuścińskim, laureacie bardzo tu prestiżowej Nagrody Księcia Asturii – Premio Príncipe de Asturias- słyszeli tylko, parafrazując klasyka, hipsterzy. Jest więc Hiszpania idealnym polem do popisu dla Instytutu Adama Mickiewicza, nota bene przez owego klasyka zarządzanego. Może by tak pomóc w sfinansowaniu kilku tłumaczeń naszej na prawdę dobrej literatury współczesnej na hiszpański? Serdecznie zapraszam!

Ad rem: wejście Amazon do Hiszpanii otworzyło wrota do tzw. autopublikacji, dobrze znanej na rynku amerykańskim czy brytyjskim. Pojawiły sie setki autorów, którzy z większym lub mniejszym powodzeniem oferują napisane przez siebie powieści w formie elektronicznej, do ściągnięcia za darmo lub za symboliczne 1 Euro z Amazon.es. Popularność tego procederu zmusiła głównego rywala Amerykanów, Casa del Libro, do wprowadzenia podobnego systemu. Niektóre tytuły odnoszą tak wielki sukces (mierzony ilością ściągnięć), ze wydawnictwa zgłaszają sie do ich autorów z propozycją publikacji na papierze.

Ważne miejsce w promocji książek zajmują nagrody literackie. Jest ich w Hiszpanii bez liku: Premio Cervantes, Premio Nadal, Premio Algaida etc etc. Ale tylko Premio Planeta nagradza zwycięzcę czekiem opiewającym na 601 tys. Euro, co stanowi drugą po Noblu najwyższą na świecie kwotę nagrody literackiej. Oczywiście i niestety, nie jest to żadnym gwarantem jakości.rambla_sant_jordi1

Jest taki jeden dzień w roku, gdy w Hiszpanii sprzedaje się mnóstwo książek- 23 kwietnia, Dzień Świętego Jerzego, patrona Katalonii. Ponoć już w XV w. przyjął się tam z tej okazji zwyczaj obdarowywania kobiet różami. Tak więc kiedy w 1995 r. UNESCO ogłosiło 23 kwietnia Światowym Dniem Książki, w Katalonii połączono oba święta i powstała nowa świecka tradycja, według której zakochani podarowują sobie nawzajem róże i książki. Ulice katalońskich miast zamieniają się w wielkie kiermasze książek, jak ten na Rambla w Barcelonie:

 Sant Jordi jest początkiem sezonu kiermaszy książkowych, które w maju organizowane są w całym kraju. Największy z nich, Feria del Libro w Madrycie, trwa 2 tygodnie. Stoiska z książkami zajmują alejki parku Retiro, a po autograf ulubionego pisarza trzeba stać w długiej kolejce.

W pobliżu Retiro znajduje się jedno z najbardziej malowniczych miejsc sprzedaży książek, jakie znam – Cuesta de Moyano. Na tej stromej uliczce ciągnącej się wzdłuż ogrodzenia ogrodu botanicznego, od 1925 stoi rząd zabytkowych budek z książkami, głownie używanymi.cuesta

 Jednak w dobie kryzysu dużo ciekawsza wydaje się Tuu Librería, jedyna księgarnia w Madrycie w której za książki płaci się … co łaska. Są to oczywiście książki używane, przekazane przez osoby gotowe do oddania swych zbiorów na zbożne cele, jak np. finansowanie organizacji pozarządowych. Kupujący płacą przy wyjściu tyle, ile uważają za stosowne, a zebrane środki przeznaczane są na finansowanie projektów edukacyjnych w Ameryce Środkowej. Jak to mówią sami Hiszpanie: Spain is different.

O mnie:

Iberystka z wykształcenia, anglofilka z potrzeby ducha, od 9 lat na stałe w Hiszpanii. Jeśli nie czytam, wpadam w rozpacz. Piszę o moich potyczkach z literaturą na blogu sinoleodesespero.blogspot.com

Zdjęcie nagłówkowe pochodzi z Wikipedii

Related posts

4 thoughts on “Czytanie za granicą – Hiszpania

  1. Olaboga, myślę sobie, że w Hiszpanii tak kiepsko może dlatego, że tam słońce, wino, flamenco, etc. i Hiszpanie mają inne rzeczy do roboty, niż czytanie… ostatnio chyba natknęłam się na jakąś informację o likwidacji małych księgarń w Hiszpanii – kolejny przykład, że ustawa o stałej cenie książki nie działa! Szkoda, że Aga ten blog tylko po hiszpańsku…

    1. Janek

      Wkrótce zobaczymy jak wygląda to we Włoszech, czy to rzeczywiście kwestia klimatu :)

    2. Agnieszka

      Przede wszystkim football i programy o celebrytach…
      Blog jest po hiszpansku, bo chcialam znalezc jednak jakis czytajacych Hiszpanów, co czesciowo mi sie udalo. Na te kilkadziesiat znajomych blogów, kilka jest na prawde bardzo interesujacych. Co prawda brakuje mi non-fiction – Czarne by tu raczej nie odnioslo sukcesu. Ksiegarnie znikaja, niestety, tak wiec przyklad Hiszpanii moze byc kontrargumentem dla lobby promujacego stala cene ksiazki w Polsce.

  2. Agnes

    I dobrze rozumiem, że nie masz sobie z kim pogadać o książkach inaczej niż w internecie, Agnieszko?

Dodaj komentarz