You are here
Adrian (Secrus) Książka 

„Laur” – rosyjska przypowieść o… wszystkim?

LLLRukiniec, Medyk, Arsenij, Ustin, Ambroży, Laur… Uzdrowiciel, asceta, pustelnik, jurodiwy, mnich i święty… Wiele miał imion i mnóstwo ról odgrywał.

Średniowiecze. Gdy chłopiec mieszkający w rosyjskiej Rukinej słobodce ma 7 lat, dżuma zabiera mu rodziców. Pozostaje na świecie u boku mądrego i rozważnego dziadka – Christofora – który żyje w pustej chacie obok cmentarnego ogrodzenia, leczy odwiedzających go ludzi i prowadzi skrupulatne notatki o życiu. One posłużą Arsenijowi za wzór do naśladowania, trzymane w strzępach papieru, przy sercu, odczytywane w chwilach słabości. Ale dziadek także umiera, przekazawszy wnukowi całą swoją wiedzę. Rukiniec po pewnym czasie zakochuje się w kobiecie swojego życia, Ustinie, i poczyna z nią dziecko. Co jednak, gdy oboje umrą z jego winy? O tym informuje czytelników opis na tylnej okładce polskiego wydania Laura Jewgienija Wodołazkina, utytułowanego w 2013 roku nagrodą literacką „Wielka Księga”. Kim staje się człowiek o niebywałym darze, który traci jedyną namacalną radość żywota? Dokąd poprowadzi go podróż zakorzeniona w religijności i mistyce wieków średnich w Europie?

Gdy Arsenij jest mały, opowieść opiera się na krótkich wyimkach z życia, zwieńczonych morałami. Z nastawaniem kolejnych części pierwszej księgi klaruje się charakter narracji Wodołazkina – konstrukcja zdań przypomina Biblię, a następujące po sobie wydarzenia obierają formę przypowieści. W lecznictwie ważną rolę odgrywa zielarstwo, które spaja nici fabularne zarówno osiadłych etapów życia Medyka, jak i misji pielgrzyma walczącego z dżumą w średniowiecznej Rosji, odwiedzającego wsie i pomagającego ludziom, chcącego poprzez swoją tułaczkę poświęcić życie zmarłym z jego winy bliskim i zadośćuczynić swoje błędy. Jeśli gdzieś czuje się na tyle dobrze, że zapomina o Ustinie, podświadomie wie, że musi stamtąd uciekać. Motyw umartwiania się i osiągania kolejnych barier wtajemniczenia w życiu duchowym autor zarysował z niebywałym wyczuciem i inteligencją – Laur to historia wyjątkowo mądra, a jednocześnie niestawiająca przed czytelnikiem żadnych formalnych granic. Przemiana bohatera jest tutaj bardzo ważna; niby etapowa, ale płynna. Arsenij to pustelnik, który daje świadectwo swojej wiary i samozaparcia.

Arsenij przypominał sobie tragiczne wydarzenia swojej młodości, ale teraz wspomnienia te były ciepłe. To już były wspomnienia o kimś innym. Od dawna podejrzewał, że czas się zrywa i poszczególne jego części nie są ze sobą powiązane, tak jak nie było żadnego, może oprócz imienia, związku pomiędzy jasnowłosym chłopcem z Rukinej słobodki i posiwiałym mężczyzną, niemal starcem. Tak właściwie, w trakcie jego życia zmieniało się również imię.

Dlaczego przywołuję ten cytat? Na tle całej powieści to wręcz słowa klucze. Próbując nakreślić kontekst Laura, odruchowo wspominamy o najważniejszym – że bohater Wodołazkina to tak naprawdę kilku bohaterów, że nadawanie następnych imion pełni tu rolę przeistaczania, przechodzenia z jednego żywota do drugiego. To wszystko prawda, kolejne przemiany Arsenija, kolejne wędrówki – linearne i w głąb siebie – definiują tę złożoną postać, pozwalając usytuować ją tak w pewnym kręgu kulturowym, jak i w naszej osobistej puli skojarzeń. Na kartach powieści mamy okazję np. przebyć drogę do Jerozolimy, odwiedzając m.in. Orszę, Kijów, Krzemieniec, Królestwo Polskie, Wiedeń, trafiając przez Alpy do Wenecji, potem porty w Darenzo, Zadarze, na Krecie, Cyprze i w Jappie. W tym wszystkim bohaterowi towarzyszą średniowieczne realia, a więc brud, zabobon, ale tez skrawki pierwotności, topografia miast, rosyjska hagiografia i obraz mentalności, który z pewnością wyrósł z wieloletnich studiów Jewgienija Wodołazkina. Rzecz dzieje się w XV i XVI wieku, przez dłuższą część powieści kres czasu stanowi widmo końca świata, który miał przypaść na rok 7000, a więc 1500 od narodzin Chrystusa. Apokaliptyczne nastroje zwieszają się gęstą chmurą przygnębienia nad narracją, podbijane przez powracającą wciąż morową zarazę. Mimo że tło historyczne nie stanowi głównej osi fabuły, autor czerpie z niego, czyniąc swą powieść rzetelnym znakiem i echem epoki.

Laur jest lekturą poważną, istotność przekazu uderza, gdy wsiąkniemy w sam środek opowieści, ale Wodołazkin bawi się też konstrukcją książki, czyniąc rozbudowane analogie. Jedna z nich rozpięta jest symbolicznym pomostem nad blisko dwustoma stronicami i spaja dwa osobliwe obrazy z gatunku tych, które mogą wywoływać u czytelnika antyczne katharsis (podczas lektury na pewno zorientujecie się, o który moment chodzi). Smaczki wiążą się chociażby z postacią profety Ambrogia – z biegiem historii, jaką przewiduje. Gdy pewien Niemiec na statku mówi, że Troja nie istniała i to na pewno mit, ten odpowiada, że być może kiedyś to właśnie jego rodak odkryje ją na nowo i udowodni mu błąd w rozumowaniu. W Laurze zdolności nieprawdopodobne, cuda i ingerencja sił wyższych swobodnie wplatają się w fabułę, a często odwołania historyczne, biblijne bądź mitologiczne pozwalają autorowi żonglować np. sylwetkami Aleksandra Wielkiego czy Kitowrasa, który nosi swą żonę w uchu (Wodołazkin wyjaśnia dlaczego, korzystając pewnie z rosyjskiej hagiografii). Stonowana fantastyka to jednak zaledwie fragment złożonej całości. W pewnych momentach Laur bombardował mnie sugestywnymi, naturalistycznymi opisami, które stawały jakby po drugiej stronie barykady, oddzielając je od treści unurzanych w symbolice. Dosłowność i niedopowiedzenie zderzają się ze sobą, tocząc spór, podobnie jak kategorie dobra i zła czy świętości i grzechu, między którymi często istnieje nikła granica. Jeśli jesteście wrażliwi na ból i ludzki dramat, na pewno trafi do was dojmujący obraz rozpaczy, który każe przerywać lekturę z nadmiaru beznadziejności, zagryzać wargi ze złości i kląć po cichu. Końcowe strony pierwszej księgi to pokaz kunsztu słowa, ale też ogromnej dojrzałości twórczej Rosjanina.

Laur jest opowieścią kontekstową, mocno wtopioną w kulturę religijną i państwową Wodołazkina. Ścieżki znaczeń rozrastają się na oczach czytelnika, tworząc sieć pokaźnych nawiązań i odczytań. Powieść ta uczy niewiedzących i nawiązuje dialog z tymi, którzy odpowiednią wiedzę już posiedli. To książka głęboka i niełatwa, ale dająca sporo satysfakcji, ponieważ przekazuje treści uniwersalne w odzieniu pięknym i oryginalnym. Laur dużo zyskuje bądź podczas rozczytywania się w krótkich fragmentach, bądź w całościowym oglądzie treści; czytany na bieżąco – płynie, miewając momenty nieziemsko intrygujące i te mniej porywające – może stąd asekuracyjna ocena dzieła. W mojej głowie zakorzeniła się jednak deklaracja, że do autora wrócę nie raz, że twarz starca za jaskrawym płomieniem z okładki nie okryje się kurzem. Zaznaczone cytaty na pewno zachowają swoje życie, a Jewgienij Wodołazkin – cóż, niech już się zwie „rosyjskim Umberto Eco”, skoro tak chcą krytycy. Osobistego veto nie wzniosę :)

Z notatek Christofora:

Nieobecnych przyjaciół wspominaj przy obecnych, żeby ci, słysząc to, wiedzieli, że i o nich nie zapomnisz.

Gdy Diogenesowi urągał pewien łysy, Diogenes rzekł: Nie odpowiem urąganiem na urąganie, lecz pochwalę włosy twoje, które zbiegły na widok szaleństwa.

Wasilij Wielki mówił: Cnota na starość nie jest cnotą, lecz niemocą ciała.

Podsumowanie:
Tytuł:
Laur
Autor: Jewgienij Wodołazkin
Tłumaczenie: Ewa Skórska
Wydawca: Zysk i S-ka 2015
Moja ocena: 7+/10

Related posts

2 thoughts on “„Laur” – rosyjska przypowieść o… wszystkim?

  1. Wygląda na mocno skomplikowaną powieść.

    1. Secrus

      Jest złożona – to na pewno. Przy czym te wszystkie etapy następują po sobie harmonijnie i nie wprowadzają chaosu, a o wysokim standardzie „Laura” świadczy kultura języka i przekazu. Symbole i nawiązania też nie determinują tego, że książkę czyta się ciężko – ja pochłonąłem dość szybko i to był naprawdę dobrze spożytkowany czas.

Dodaj komentarz