You are here
Przeczytane 2015 Vlog 

Szancer wielkim ilustratorem był !

szancerSzancera kocham miłością wielką i z tego co wiem nieodwzajemnioną, ale cóż zrobić, jakoś trzeba sobie z tym poradzić. Uważam, że to jeden z najlepszych polskich, jeśli nawet nie światowych, ilustratorów, a to w jaki sposób zilustrował swoją autobiografię tylko mnie w tym utwierdziło.

Jakiś czes temu Oficyna Wydawnicza G&P wznowiła autobiografię Jana Marcina Szancera Curriculum Vitae i powiem z pełną odpowiedzialnością, że choć nie czytuję biografii to ta sprawiła mi sporo przyjemności. A rysunek rodziny autora powalił na kolana. Zwróćcie uwagę na filmie jak subtelnie sportretował żonę.  Co do wstawionych zdjęć kłaniam się uprzejmie Agnes, wszystkich przepraszam, ze jeszcze nie do końca wyszło, ale już wiem co i jak. Zapraszam serdecznie na film.

Informacja tramwajowa
Można spokojnie zabrać ze sobą, bo lektura ciekawa, wciągająca, ale nie wymaga jakiegoś bardzo mocnego skupienia. Warto jednak poza środkami komunikacji pooglądać w domowym zaciszu rysunki autora

Podsumowanie:
Tytuł: Curriculum Vitae
Autor: Jan Marcin Szancer
Wydawca: Oficyna Wydawnicza G&P
Do tramwaju: można, ale warto tez zerknąć w domu
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 3/6
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej bookmaster.com.pl

Related posts

6 thoughts on “Szancer wielkim ilustratorem był !

  1. Podpisuję się pod tytułem wszystkimi kończynami – zwłaszcza mając w pamięci ilustracje do historii pana Kleksa!

    1. Janek

      Zerknij na filmik, rysunek żony czaruje :)

      1. Zerknęłam, jasne, jestem fanką pani Twardowskie, ale Szancerowa rodzina też czaruje ;)

  2. Miałam książeczkę, którą pokazywałeś z rzepką, a baśnie mam do tej pory XD

    1. Janek

      Baśnie miał, albo ma każdy :)

  3. I właśnie o to mi chodziło. O takie wstawianie obrazków, dzięki!
    Co do książki – nie miałam pojęcia, że taka autobiografia Szancera istnieje. Szancera oczywiście znam i kocham (rany, no kto nie zna Szancera!). Baśni nie mam, ale Brzechwę mam.
    Artysta uwiódł mnie jednak nie Brzechwą i rysunkami do niego, tylko „Dziadkiem do orzechów” Hoffmanna. Cóż za piękne rysunki, panienki o ostrych podbródkach i maleńkich stopkach, smukłe kibicie i gracja.

Dodaj komentarz