You are here
Adrian (Secrus) Książka 

Sen sów – „Więcej rzeczy wydarza się w życiu na niby niż naprawdę”

Kiedy byłem młodszy, już nie jako dziecko, ale jeszcze przed tym magicznym momentem, gdy pierwszy raz ktoś dał mi szansę zareagowania na słowa „proszę pana”, lubiłem w zupełnie losowych momentach codzienności zamykać oczy, a po chwili je otwierać, udając, że budzę się w tym ciele, tym miejscu i tym czasie po raz pierwszy. I odkrywam, tym samym nadając swojemu położeniu sens. To dziecinne, może głupie, ale stanowiło abstrakcyjny, intrygujący impuls, na jaki chciałem sobie pozwolić. Jerzy Sosnowski przełożył to dziwactwo na literaturę, napisał Sen sów z potrzeby nieustannego budzenia się na nowo, wracania, wspominania, lawirowania między kołobrzeskim letnim zdziecinnieniem, naiwnym i czystym, a kołobrzeskim letnim dojrzewaniem, ubranym w pierwszą powagę i ostatnią niewinność.  I choć jest teraz dojrzałym facetem, pisarzem i publicystą, i choć w zgodzie z regułami tego świata zostawił lata siedemdziesiąte daleko za sobą, lektura Snu sów udowadnia, że Sosnowski dalej jest w Kołobrzegu. Miejscu, gdzie ciągle trwają wakacje.

Najnowsza powieść twórcy Apokryfu Agłai jest wspomnieniowym zapisem wydarzeń, jakie złożyły się na wakacje w Kołobrzegu lat 1970–1978, gdzie Jarko Wolski, główny bohater, od ósmego do osiemnastego roku życia corocznie przyjeżdżał z rodziną. Część lata spędzał tylko z tatą, część także z mamą i siostrą Krysią. Wynajmowali mieszkanie u pani Strzeleckiej, której młodsza córka, Pola, stała się pierwszą miłością i obiektem westchnień małego Jarka, potem też Jarka starszego. Ta nostalgiczna, słoneczna opowieść, przypominająca kartki wyrwane z letniego dzienniczka, byłaby więc po prostu cennym zapisem jednostkowej pamięci, w której rozczytywaliby się albo ci sentymentalni dorośli, albo młodzi, których ktoś z niewiadomych przyczyn zbyt szybko przyoblekł w zmężniałe ciała. Ale Sen sów to coś innego – kiedy bowiem przychodzi nam wspominać, uświadamiamy sobie obecność pokładów magii, które utrudniają racjonalizację przeszłości. Nie da się kropka w kropkę odtworzyć tego, co było. Świat ze wspomnień nie jest tym samym „kiedyś”, które minęło. Musi być uzupełniany, doprawiany wyobraźnią. „Czy na pewno dobrze pamiętacie, co się kiedyś wydarzyło? – pisze autor. – Co do mnie, przestałem być tego taki pewien…”.

Z tego powodu czas u Sosnowskiego ulega dekonstrukcji totalnej, jak w awangardowych powieściach, w których zaczytuje się nastoletni Jarko. Raz bohater ma lat osiem, innym razem jedenaście, by za chwilę przechodzić mutację, po raz pierwszy się golić, odkrywać swoją seksualność czy rozstawać się z pluszakiem z dzieciństwa. W ciągu tych przemian przeniesieniu nie ulega tylko miejsce – Kołobrzeg, a w nim ojciec zakochany w lotnictwie, siostra pochłaniająca dziesiątki książek, przyjaciel Antek i wiecznie niedostępna Pola. Wspomnienia się mieszają, wprowadzając celowy chaos, a raczej jedną z linii życia, podporządkowaną miejscu i umykającą czasowi. Narratorem targają wątpliwości, czy to już było, czy się dokonało – czuje, że wszystko w Kołobrzegu już kiedyś przeżył. Co najlepsze, owe przeskoki czasowe nie pozostają tylko w fazie narracji; bohater też je odczuwa, otwiera nagle oczy, jak ja kiedyś, i znajduje się w tej samej skórze, ale trochę już zmienionej, w otoczeniu, które zna, ale nie wie, kiedy zna. (Oglądaliście Efekt motyla? Głowiliście się nad chronologią scen z Dawno temu w Ameryce? Nad wersją rzeczywistości z Mr. Nobody? Tutaj poczujecie to samo). Tuż obok autor prowadzi inteligentną grę z czytelnikiem – przenosi się do piszącego przy biurku w Warszawie Jerzego Sosnowskiego, który wspomina, ale właściwie to nie wspomina, bo, jak sam mówi, po prostu jest. I tam, w Kołobrzegu lat siedemdziesiątych, i tu, pisząc. To sprawia (i to, że Jarko chce być pisarzem i pokazuje na kartach powieści swoje teksty, nawet strumienie świadomości i realizacje pisma automatycznego, że wypowiada się o literaturze, tworząc oryginalną perspektywę teoretycznych rozważań autora…), że Sen sów wyróżnia się na tle innych mityzacji przeszłości w nowej prozie polskiej in plus, ponieważ zgrabnie zachowuje środek między wymagającą formą i chwytliwym tematem, poruszając się w poetyce umowności. Aż chciałoby się à propos tej onirycznej, czasowej umowności zacytować Poego i Piknik pod Wiszącą Skałą: „Czyż życie nie jest snem, który się śni we śnie?”.

Właśnie dlatego, i nie jestem w tym poglądzie odosobniony, mam kłopot z określeniem, komu Jerzy Sosnowski zaadresował Sen sów. Chyba najwłaściwszą odpowiedzią będzie stwierdzenie, że sobie – choć autor szpikuje powieść odniesieniami i błyskotliwymi zabiegami formalnymi, a narrator chwilami wchodzi nawet w niecodzienną interakcję z czytelnikiem (proponując mu piosenkę w trakcie oczekiwania na kolejny rozdział, włączenie telewizora bądź posurfowanie w Internecie), to kołobrzeskie wspomnienia są literaturą skierowaną do wewnątrz, opartą na bardzo osobistych śladach odbitych w świecie.

Sosnowski nie poruszył we mnie tej sentymentalnej struny, ale skoro tak, to pewnie nie chciał. Na pewno zaś chciał pokazać mądrą, dopieszczoną językowo prozę, która nie ograniczałaby się tylko do wspomnień z wakacji, ale korespondowała też z czytelnikiem dzięki siatce wartości dodanych. I to udało się wyśmienicie. Poza tym, wracając jeszcze do odczytania podstawowego, może trywialnego, autorowi udało się uchwycić coś rozczulającego – atmosferę dzieciństwa w apogeum zaciekawienia światem, w najbardziej chłonących rzeczywistość stadiach – i okrasić to szczegółami, do jakich serce samo się uśmiecha. Stworzył iluzję książki młodzieżowej, którą ta wcale nie jest, ale po cichu podkrada jej potencjał oferowania czytelniczych wrażeń i sprzedaje ścichapęk jak na czarnym rynku wspomnień. Och, to ostatnie określenie było egzaltowane do bólu. Bądźcie spokojni, u Sosnowskiego czegoś takiego nie ma. I to już ostatnia cicha zachęta, by zabrać Sen sów na wakacje albo czytać w codziennej scenerii. Koniecznie w słońcu.

PS Idealne lekturowe rozpoczęcie lata!
PPS Jarko czyta z wypiekami na twarzy kryminały Patricka Quentina. Czyli ktoś to jeszcze pamięta i lubi ;) (A także Góry nad czarnym morzem i Liście Croatoan – to Jerzy Sosnowski powinien prowadzić [Z zakurzonej półki]).
PPPS Ostatnimi dniami co jakiś czas pojawiają się w Internecie przeróżne rankingi książek na lato/wakacje – blogowe, portalowe, autorskie. Czemu na żadnej z nich nie widziałem Snu sów? Przecież obecnie to najsłoneczniejsza propozycja na rynku, która nawet przełamana „kryminałami na lato” czy czymś zupełnie niewakacyjnym, ale po prostu lubianym przez autora listy i z tego powodu na niej uwzględnionym, powinna się w owych rankingach znaleźć. Czy to z lenistwa? Czy to efekt poszukiwania blisko, w zasięgu ręki i wokół znanych nazwisk i tytułów, nie zaś otwarcie na każdy obieg?

Podsumowanie:
Tytuł:
Sen sów
Autor: Jerzy Sosnowski
Wydawca: Wielka Litera 2016
Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej Tania Książka

taniaksiążka

Adrian Kyć

Related posts

4 thoughts on “Sen sów – „Więcej rzeczy wydarza się w życiu na niby niż naprawdę”

  1. Przede wszystkim za ten początek rzadko przeze mnie używane: <3. Cudowny. Bo ten moment, kiedy ktoś po raz pierwszy powie do Ciebie "proszę pana"/"proszę pani" to faktycznie jest taka granica, o której człowiek nie myśli, nie spodziewa się, a ona jest — jakby pójść do lasu na grzyby i nagle wylądować przez przypadek w drugim kraju ;).

    Ano właśnie, czytałam ostatnio taki test o tym, że pamięć to nie jest coś statycznego, ale dynamiczny ciąg zdarzeń, że ona się "dzieje" nam w głowach, cągle pracuje, wspomnienia mogą się zmieniać, przeobrażać, układać w nowe konfiguracje z różnych powodów. A odkąd zauważyłam w księgarni "Sen sów" to cały czas myślę, żeby sobie tę książkę sprawić — bo z tego, co piszesz, to coś w tym rodzaju.

    I czy nie było też tak, że autor chciał zrekonstruować dziennik lat nastoletnich, ale uznał, że to nie w tym sęk? Zdaje mi się, że słyszałam taką historię, ale możliwe, że coś plątam :).

    1. Adrian

      Prawda, że to wyjątkowa chwila? Choć faktycznie się jej nie spodziewamy i nie czekamy na nią, to gdy nadejdzie, coś drobnego w rzeczywistości ulega zmianie. A potem sobie to uświadamiamy i stwierdzamy, że właściwie nie było konieczne i potrzebne, ale już się stało i tak zostanie ;) Właśnie tak jak z tym lasem, to świetne skojarzenie (swoją drogą do podobnego motywu uciekł się Sosnowski; gdy będziesz czytała, od razu zauważysz, o czym mówię).

      W „Śnie sów” jest właśnie coś takiego, niby-alternatywne światy konstruowane przez zwodniczą pamięć w mocno sennej atmosferze. Może autor odnosił się do tych samych badań, o których wspominasz. Na pewno zaś nie chciał szczegółowo odzwierciedlać miejsca i czasów, a raczej skupić się na wrażeniach i wspomnieniach. Takich, które lubią się właśnie plątać ;) Mówiąc zupełnie szczerze, chyba nie ma teraz w księgarniach polskich nowości, które bardziej nadają się na wakacyjną lekturę. Może więc warto zdecydować się na zakup.

      Trzeba by zapytać o to autora :) Sosnowski pisał, żeby nie uznawać tej powieści za autobiograficzną. Chciał zarysować lata 70. i niektóre pamiętane sytuacje, ale przy tym zmyślać i fantazjować. Być może masz rację, ale tak głęboko do pierwotnych planów autora nie dotarłem.

      1. To też taki moment, że za pierwszym razem się dziwimy i wszystkim opowiadamy, a potem niepostrzeżenie staje się to częścią codzienności. Podejrzewam, że kolejnym etapem jest to, że ktoś nam ustąpi miejsca w komunikacji miejskiej :).

        Wydaje mi się, że była audycja o tym w radiowej Dwójce, ale możliwe, że skontaminowałam sobie jakieś motywy ze sobą :). No cóż, czuję się zachęcona i będę na „Sen sów” polować! :)

        1. Adrian

          Właśnie, i bardzo szybko do tej codzienności przechodzi ;) Brr, ale z tym ustępowaniem miejsc będziemy już, niestety, w pełni świadomi, z czym to się wiąże; zero naiwnej radości. Ale fakt, to przełom zapewne porównywalny do „proszę pana / proszę pani”. Na razie więc będę się starał pozostawać jak najdłużej po drugiej stronie barykady i ustępować, ustępować…

          Bardzo możliwe. Nie słuchałem chyba niczego o tej książce w radiu, więc mogę nie wiedzieć (i nie mieć z czym ewentualnie skontaminować ;p). Poluj, będę czekał na Twoje wrażenia.

Dodaj komentarz