You are here
Książka Przeczytane 2016 

Żniwiarz, wersja bez Timothy’ego Daltona

zniwiarz

O Gai Grzegorzewskiej słyszałem wiele dobrego, ale jej książki wydane przez Wydawnictwo EMG przez długi czas były praktycznie niedostępne. W końcu jednak za wydawanie tytułów jej autorstwa zabrał się taki gigant rynkowy jak Literackie i dane mi było przeczytać Betonowy pałac, a potem Kamienną noc.

Po sukcesie rynkowym, jakim z całą pewnością okazały się oba te tytuły, okazało się, że nadeszła ta wiekopomna chwila i na rynku objawiły się wznowienia wcześniejszych książek pani Gai. Żniwiarz to pierwsza z cyklu o detektyw Julii Dobrowolskiej, a tytuł wpisu traktującego o niej wziął się z tego, że pierwsze wydanie okraszone zostało ilustracją przystojniaka do złudzenia podobnego do jednego z odtwórców roli Jamesa Bonda. Zgaduję, że ów pan to jeden z bohaterów książki, policjant imieniem Daniel.

Upalne dni, niewielkie miasteczko i dziewczyna bez głowy, to serwuje nam autorka na początek. Julia Dobrowolska dopiero zaczyna swoją karierę, jak na razie ma za sobą sporo sukcesów jako detektyw w małych, bardzo prozaicznych i typowych sprawach rodzinnych. Aż nadchodzi taki dzień, kiedy matka zamordowanej bestialsko kobiety decymuje się ją wynająć, zależy jej aby jak najszybciej zakończyć tę przykrą historię córki. W sezonie ogórkowym takie zbrodnie zostają bardzo nagłośnione, a kiedy zabierze się za nie telewizyjna detektywistyczna gwiazda, czyli Wiktor Bergen, to już w ogóle koszmar. Dla Julii to szansa na zarobienie naprawdę dużych pieniędzy i okazja do gigantycznego rozwoju jej kariery, więc nie zastanawia się długo.

Czyta się to dobrze, zagadka jest interesująco, są kolejne trupy, a bohaterowie jakich autorka stawia na drodze młodej pani detektyw nietuzinkowe. Mała społeczność, w której wszyscy wszystko wiedzą ale nikt nie chce nic powiedzieć udała się Grzegorzewskiej znakomicie, mamy klasyczne rozgrywki określane mianem tych pomiędzy wójtem a plebanem. Tak jest ksiądz, a miejsce wójta przypada burmistrzowi. Wszystko jest naprawdę na miejscu, a książka idealnie spisze się podczas letnich wyjazdów, zwłaszcza, kiedy miejscem w które jedziecie są małe, leniwe miasteczka.

ALE…

Ale ja czytałem już kolejne książki, które wyszły spod klawiatury tej krakowskiej autorki i wiem, ze choć Żniwiarz to przyzwoity kryminał, to jednak późniejsze jej książki są o niebo lepsze. Owszem byłą frajda podczas czytania związana z tym, że wiedziałem, jak te postacie później wyewoluowały, jak zmieniła się relacja Juli z Bergenem, skąd blizna na twarzy. Fajnie było zobaczyć jak rozwija się bohaterka w swojej pracy, ale niestety był też niedosyt. Ja już wiem, ze Grzegorzewska potrafi lepiej, wiem, jak cudownie rozwinęła swój warsztat, jak przez te 10 lat zmieniło się jej pisarstwo. Dobrze było mieć świadomość, że to co dobre z czasem zmienia się w znakomite, że niektóre niewielkie niedociągnięcia nie wynikają z tego, ze autorka olewa czytelników, a z tego, że to dopiero początek jej drogi.

Ale trochę niedosytu jest, ci którzy nie czytali pozostałych to szczęściarze. :)

Informacja tramwajowa
Jak najbardziej nadaje się do czytania w komunikacji miejskiej, dobrze napisany, lekki kryminał. Ale chyba jeszcze lepszy będzie w drodze do skąpanego w słońcu niewielkiego, otoczonego łanami zbóż miasteczka. A nuż spotkacie tam swojego żniwiarza ;)

Podsumowanie:
Tytuł: Żniwiarz
Autor: Gaja Grzegorzewska
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Do tramwaju:
owszem
Ocena czytadłowa: 4+/6
Ocena bezludnowyspowa: 3/6 (jak dacie resztę :))

Related posts

3 thoughts on “Żniwiarz, wersja bez Timothy’ego Daltona

  1. cytrynka

    Czytałam, a jakże. I „Noc z czwartku na niedzielę też”. I BARDZO mi się podobało, chcę jeszcze. Przede mną „Pałac” i „Kamienna noc”, ale… staram się czytać chronologicznie. „Topielica” i „Grób” to białe kruki, niedostępne w bibliotekach, a na allegro mają ceny nieosiągalne zwykłemu śmiertelnikowi. Nie wiesz może (jako osoba lepiej wtajemniczona ;) ) czy Literackie planuje kolejne wznowienia? Bo tak naprawdę to i „Żniwiarz” i „Noc…” są jeszcze osiągalne z poprzedniego wydania. Wydawnictwo chyba by zarobiło więcej na wznowieniu pozostałych części historii detektyw Julii…

  2. cytrynka

    Dzięki wielkie za info, już czekam :)

Dodaj komentarz