You are here
Adrian (Secrus) Książka 

„Dallas ‘63” – Tanecznym krokiem przez czas…

Ba-da-da… ba-da-da-di-dum… Jestem w Ameryce lat 60., w Jodie, w stanie Texas, tańczę lindy hopa z piękną blond dziewczyną w spódnicy w grochy. Tłum wokół tonie w tańcu, ja tonę w jej oczach. Stawiamy kroki w pełnej symbiozie, jakby były nam zapisane w gwiazdach i właśnie wznowiły swój ruch z nieba, spadając nam pod nogi. Co tam zamach, co tam prezydent. Tańczę, bo taniec to życie.

Takimi słowami można ująć fenomen i esencję Dallas ‘63 Stephena Kinga. John Epping, nauczyciel angielskiego w szkole średniej, zostaje poproszony o przysługę. Jego znajomy, niezbyt zażyły, odbywa podróże w czasie przez ukryty w piwnicy swojej hamburgerowej knajpy monolit. Zawsze przenosi się do Lisbon Falls 9 września 1958 roku, na osłonecznione ostatnimi letnimi promieniami zadupie obok zakładów tkackich Worumbo, które stały kiedyś w miejscu baru. Zawsze tak jest. Zostaje tam, ile chce, starzeje się, a po powrocie mijają zaledwie dwie minuty. On jest starszy, świat inny w zależności od tego, ile zmienił, ale każdy kolejny powrót to reset – istna zabawa w boga, wszystko wraca do poprzedniego stanu. Problem w tym, że kumpel Eppinga umiera i nie ma pięciu lat w zanadrzu, żeby poczekać do 22 listopada 1963 roku, kiedy rzekomo Lee Harvey Oswald zamordował Johna Franklina Kennedy’ego. Nie ma czasu, by poczekać i zapobiec zamachowi.

Wszystko, czym King poddaje się schematom i w kontekście czego pozwala przypuszczać, że historia z Dallas ‘63 będzie sztampowa i nieciekawa, wszystko to blednie w chwili uświadomienia sobie akcentów narracji, jakim wierny jest pisarz. Dallas ‘63 to nie groza, to nawet nie historia alternatywna o zamachu i nie fantastycznonaukowa próba przepisania mitu podróży w czasie, ale proza obyczajowa (jakkolwiek to określenie wydaje się tu zdecydowanie zbyt wąskie) o relacjach międzyludzkich, rozmowie, osiąganiu celów na drodze dialogu. Wszystko się na tym opiera. Kiedy się cofasz, musisz poznać miejsce i ludzi, rozmawiać, wtopić się. Sam pomysł na fabułę jest trywialny i dlatego wszystko tkwi w postaciach i wyborach, które są niejednoznaczne, trudne. Kennedy, śledzenie Oswalda i poznanie każdego drobnego szczegółu jego życia, pojedynczego pierdnięcia, to jedno, ale korzystanie z praw czasu, życie w jego alternatywie nie może podlegać wegetacji – cytując więc klasyka, Epping może ocalić więcej niż jedno istnienie. Na przykład swoje, dlatego zakocha się w pięknej bibliotekarce z przeszłością, aby chcieć tańczyć z nią lindy hoopa do końca świata, albo Harry’ego Dunninga, swojego ucznia z klasy dla dorosłych, którego ojciec lata temu, gdy ten był jeszcze dzieckiem, wymordował mu młotem matkę i rodzeństwo. To można ocalić i takie niby-dygresje, a w istocie wyjątkowe iskierki Kingowej wyobraźni, są najsugestywniejsze w całej powieści, pozwalają odczuć ją wszystkimi zmysłami i pozostawać pod jej wpływem przez długi czas.

Wspominam o szczegółach, bo właśnie nimi stoi Dallas ‘63. W panoramicznym spojrzeniu to historia dość rozwlekła, wręcz ciągnąca się, gdy już atmosfera lat 60. nam spowszednieje (a chyba nigdy dotąd nie uważałem rozbudowania świata u Kinga jako uchybienie), natomiast są postaci i sceny, do których autor wraca, które na nowo przywracają książce magię – i rzadko będą to zdarzenia przynależne do głównego wątku fabuły, czyli planowanego zamachu na prezydenta. Owszem, pierwsze sto stron to rozmowy o podróżach w czasie, oswajanie się z tym tematem, ale przecież zawsze nas to kręciło, co? Wehikuły czasu, zakrzywienia czasoprzestrzeni, nawet pieprzony Dzień świstaka! A tutaj widać, że ten atrakcyjny motyw nie został potraktowany jak zabawa, w każdej jego powłoce możemy odkryć coś istotnego, czego dowodem jest owa powolność opowiadania sytuująca właściwy rozwój fabuły dopiero w połowie książki. Tak naprawę jednak, wyłączając podróże w czasie, to zwyczajna, obyczajowa, w wielu miejscach wręcz sielankowa opowieść. Tylko King, z typowym dla siebie wyczuciem, muska ją blaskiem lub cieniem niesamowitości, jakby mówiąc, że to tylko kolejny odprysk rzeczywistości Strefy Mroku. Pamiętacie ten serial?

Poznacie, czy książka zrobiła na mnie wrażenie i przekroczyła cienką granicę między zwykłym zachwytem literaturą a niezwykłym przeżyciem, po tym, jak bardzo chaotyczną recenzję oddałem w wasze ręce. Tu mam wrażenie pisania skrajnie dygresyjnego i potrzebę ujęcia tego w karby choćby prowizorycznej oceny. Dallas ‘63 zachwyca zatem trzema rzeczami: klimatem i realiami, narracją obfitą w najdrobniejsze, czarujące szczegóły oraz wielowątkową, a jednak niebywale harmonijną opowieścią, która idealnie korzysta z potencjału podróży w czasie. Niektórzy zarzucają książce, że w jej ogromie pomysły naprawdę świetne da się zliczyć na palcach jednej ręki – może to racja, ale poza świetnymi są jeszcze dziesiątki dobrych i niezłych! Ja natomiast wytknąłbym na pewno nudę w rozdziałach poświęconych Oswaldowi i próbom żmudnego rozpracowania jego motywacji, a także nadgorliwość Kinga w podkreślaniu pewnych faktów, co sprawia wrażenie, jakby miał czytelników za głupków (przeszłość harmonizuje, przeszłość harmonizuje… doskonale już o tym wiem, więc po co to jeszcze raz powt.. PRZESZŁOŚĆ HARMONIZUJE!). Dobrych pomysłów jest wiele – jak przeszłość usilnie i na różne sposoby przeciwstawiająca się zmianom – wątki melodramatyczne pobudzają serce do szybszego bicia, zakończenie wzrusza, a aspekty polityczne i historyczne nie są takie straszne. I te dźwięki, zapachy, smaki Ameryki lat 60., wielopłaszczyznowe umiłowanie młodości przez Kinga, inna mentalność i taniec, który uwalnia najpiękniejsze doznania. To wszystko zagrało jak trzeba. A nawet bardziej. W rytm lindy hopa do „Ba-da-da… ba-da-da-di-dum…”.

Podsumowanie:
Tytuł:
Dallas ’63
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawca: Prószyński i S-ka 2011
Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej bookmaster.com.pl

bookmaster-logo2

Adrian Kyć

Related posts

19 thoughts on “„Dallas ‘63” – Tanecznym krokiem przez czas…

  1. Bardzo mnie cieszy Twoja entuzjastyczna ocena. Dawno już nic Kinga nie czytałem i powoli nabieram ochoty na kolejną jego książkę a tych troszkę mam w domu :) Chyba najbliższą będzie właśnie Dallas 63 a później do obejrzenia serial :)

    1. Adrian

      Ja planowałem przeczytać „Dallas ’63” już jakiś czas temu i wakacje wreszcie pozwoliły mi ten plan zrealizować :) Nie zawiedziesz się. Natomiast jeśli chodzi o serial… jeśli opowieść bardzo Ci się spodoba, adaptacja może odrzucić – zmian w fabule jest zbyt wiele, by w pewnych momentach zwyczajnie nie irytowały wybory scenarzystów.

      1. To w takim razie nie mam nawet co brać się za serial. Mnie bardzo irytują zmiany w fabule, nie te drobne, ale te istotne i w takim razie poprzestanę na książce :)

  2. Ciacho

    No stary! W końcu. :) Jednak dałeś się przekonać. Mówiłem, że ten Kennedy i podróż w czasie to tylko punkt wyjściowy, a w dalszym momencie zaledwie tło, mniej istotne dla całości. Klimat lat 60. (jakbym to widział na oczy), obyczajowość, narracja, dramat, te piękne zakończenie – to mnie ujęło i postawiło książkę na najwyższej półce kingowej twórczości. Osobiście moja ulubiona książka i cieszy mnie, że Tobie też się spodobała. Ocena 8 na 10 bardzo wysoka jak na Ciebie. :)

    1. Adrian

      Nie trzeba mnie było nadmiernie przekonywać, ta książka od pewnego czasu czekała jako pierwsza Kinga do przeczytania :D Było mi na rękę to, że rzekomo główny wątek z zamachem był tak naprawdę pobocznym, bo też najbardziej fascynowało mnie czytanie wszystkiego poza tym motywem (no, może z wyjątkiem rozdziałów bliskich 22 listopada). Zakończenie fantastyczne; nie wiem, czy słyszałeś, ale nie było pomysłem Kinga – Stephen miał swoje, a to zaproponował mu syn, ojcu się spodobało i włączył je do finalnej wersji powieści.
      A ulubioną nie jest „Wielki marsz”? :P Jak widzisz, mimo zachwytu miałem parę zastrzeżeń do „Dallas ’63” i ostateczna ocena też stała pod znakiem zapytania (czego by nie mówić, książka jest chwilami nierówna), ale wiesz, „In the Mood”, Beevie-co-mieszka-na-drzewie, Richie-z-dziczy, Charlie Chaplin, który do Francji wyskoczył… i atmosfera tamtych lat budowana przez muzykę, plakaty, ubiór, maniery nie mogły nie podwyższyć końcowej noty ;) (I nie wiem, co to znaczy „jak na mnie” – mam wrażenie, że non stop rzucam ósemkami i powoli aż tracą wartość w mojej skali!).

      1. Ciacho

        Wiem, wiem. Owen King mu odpowiedział. I Zrobił to bardzo dobrze. :) To jest jedno z najlepszych zakończeń Kinga, o ile nie najlepsze.
        „Wielki marsz” też. Kto powiedział, że musi być jedna? :P Ty nie czytasz na co dzień książek Kinga, więc nie wychwycisz drobnych odniesień Kinga do innych jego książek, m. in do opus magnum „Mroczna Wieża” (pojawiająca się liczba 19) czy „To” (Richie to jedna z postaci, a Derry to miejsce wydarzeń). :)

        1. Adrian

          Na co dzień może nie, ale to, czego (jeszcze!) nie doczytałem, to dosłyszałem od znajomych, którzy Kinga czytają nałogowo, albo z tekstów o Kingu i jego twórczości, które znam. „Mroczną Wieżę” kiedyś przeczytam (brat właśnie kończy ostatni tom) i o liczbie 19 wiem (a nawet zwracam na nią czasem uwagę), wieść o Derry jako głównym miejscu wydarzeń w „To” mnie jakiś czas temu zelektryzowała (bo wcześniej, czytając „Ciało” czy „Serca Atlantydów”, nie zwróciłem na to miasto uwagi, a pojawiało się też w opowieściach bohaterów), natomiast przyznam, że informacją o Richie’em ucieszyłeś mnie przeogromnie :D No i już przed lekturą „Dallas ’63” wiedziałem, że następne w kolejce będzie „To”, ale liczyłem, że uda mi się przeczytać w okresie wakacyjnym… a to może być jednak trudne.

          1. Ciacho

            Łap się za tą MW w tym roku, bo ekranizacja się kręci i ma być w styczniu 2017. :)
            U Kinga tych powiązań Wieża-Reszta i między sobą poza wątkiem MW jest mnóstwo. Samo Derry występuje w:
            To –
            Stukostrachy
            Tajemnicze okno, tajemniczy ogród (nowela w 4 po północy)
            Gra Geralda
            Dolores Claiborne
            Bezsenność
            Worek kości
            Sztorm stulecia
            Mali ludzie w żółtych płaszczach (nowela w Serca Atlantydów)
            Łowca snów
            Historia Lisey
            Dallas ’63

            Nie wszędzie akcja się tam dzieje. Czasem bohaterowie tylko przejeżdżają przez Derry albo wspominają o jakiejś sytuacji, np o klaunie. ;)

            Ogólnie powiązania masz tutaj:
            http://stephenking.pl/ciekawostki/miejsca-powracajace-w-ksiazkach-stephena-kinga/ – miasta
            http://stephenking.pl/ciekawostki/bohaterowie-powracajacy-w-ksiazkach-stephena-kinga/ – bohaterowie
            http://stephenking.pl/ciekawostki/powiazania/ – inne powiązania między książkami
            A do samego MW to nawet nie załączam. :P

            Jest tego mnóstwo! Dlatego King to mistrz. :)

            1. Adrian

              Eche, musiałbym nie czytać niczego innego do końca roku; tak się nie da :D Z ekranizacją sobie poczekam, z serią też, choć przyznam, że jak już przysiądę, to uzbieram nowe wydania i będę czytał jedno po drugim.

              Stronę znam i trochę ją kiedyś przeglądałem, ale najlepiej robiłoby się to, znając całą twórczość pisarza. Jest tego od cholery i też często mówię o mistrzostwie Kinga ; )

              1. Ciacho

                Albo, albo, wiesz jak jest. Jak się jarasz danym autorem to nie problem, jeśli niekoniecznie to nawet Ci te drobnostki nie są potrzebne – ot takie smaczki dla lekkiego urozmaicenia lektury. Mi się to akurat podoba bardzo :)

  3. No i możliwe, że się w wciągnę to na listę. Nigdy mnie do Kinga nie ciągnęło, ale w „Dallas” chyba mało jest typowego fantastycznego Kinga. Poz tym czytam akurat opowiadanie „Cało” (pod wpływem pięknego filmu „Stand By Me”) no i muszę przyznać, że pióro ma znakomite.

    Z książek krążących wokół zamachu polecam „Librę” De Lillo i „Amerykański spisek” Ellroya.

    1. Adrian

      Powiem Ci, że do tej pory czytałem Kinga przede wszystkim obyczajowego i takiego go uwielbiam. Z filmem „Stand by me” i nowelką „Ciało” mam wiele wspomnień, obie wersje tej opowieści są znakomite (a film utrzymuje się w mojej ścisłej czołówce w ogóle). King w takich opowieściach czuje się znakomicie, a jak je pisze – sam powiedziałeś :) I jeśli taki nurt jego twórczości Ci odpowiada, w następnej kolejności koniecznie sięgnij po minipowieść „Mali ludzie w żółtych płaszczach” ze zbioru „Serca Atlantydów” (a że książka stanowi w miarę spójną całość, może zdecydujesz się przeczytać resztę). Na jej podstawie nakręcono film „Kraina wiecznego szczęścia” z Hopkinsem. Może zachęcę Cię swoją recenzją „Serc…”: http://www.tramwajnr4.pl/2015/09/serca-atlantydow-a-ja-znow-zaczarowany.html

      O obu tylko słyszałem. Chwilowo jestem trochę przesiąknięty tematem po książce i serialu, ale pewnie kiedyś do niego wrócę.

      1. Sięgnę, zachęciłeś mnie bardzo. Dzięki.

  4. Wiele w tej książce znalazłeś tego, czego ja dostrzec nie potrafiłam. Może i masz rację, ale mnie jakoś ta książka nie zachwyciła tak, jak Ciebie. Dziwi mnie trochę aż tak wysoka (jak na Twoje standardy) ocena. Ale przecież nie zawsze musimy się zgadzać ;)

    1. Adrian

      Zachwyciła w pewnych fragmentach, ale było ich całkiem sporo i wiem, że wszystkie dobrze zapamiętam ;) Powiem Ci szczerze, że myślałem nad oceną 7+, ale „Dallas ’63” przeczytałem jakieś 2 tygodnie temu i miałem czas, żeby sobie wszystko przemyśleć i stwierdzić, że to jednak była fantastyczna przygoda na 8. A po obejrzeniu serialu nabrałem jeszcze większego szacunku do ukrytych smaczków i rozwiązań fabularnych Kinga. Ważne, że jak się już zgadzamy, to w pełni i bez wątpliwości :D

      1. Wiesz co, ja to chyba jeszcze raz przeczytam. Bo fakt jest taki, że czytałam to bardzo dawno temu :) Może nie byłam gotowa – nie znałam jeszcze Kinga na tyle i była to jedna z pierwszych pozycji. Może dlatego nie potrafiłam w pełni jej docenić :)

        1. Adrian

          Być może… ale nie znam też dokładniejszych powodów, dla których za nią nie przepadasz, a może bym się z nimi zgodził i tylko inaczej rozłożył akcenty ;) Choć fakt, jeśli czytałaś „Dallas ’63”, powiedzmy, 5 lat temu, to mogło Cię parę doznań ominąć. A powtarzać Kinga przecież zawsze warto ;)

  5. Książka mojego życia. Może nie przewartościowała mi świata, ale sprawiła, że zapomniałam o aktualnych troskach, czytałam, czytałam i czytałam. Cudowna!

    1. Adrian

      Oj tak, King zrobi tutaj wszystko, żeby uatrakcyjnić opowieść do tego stopnia, by chciało się ją czytać, czytać i dłuugo nie przerywać ;)

Dodaj komentarz