You are here
Przeczytane 2017 

Jasne oblicze śmierci, czyli caryca Marinina

Królów, królowych, tych najlepszych i tych co zdobyli nagrody w świecie kryminałów jest aktualnie na pęczki. Na własnym, polskim podwórku, mamy księcia Chmielarza, księcia milicyjnych historii Ćwirleja, młodego króla Mroza. Mamy zmarłą królową Chmielewską, miłościwie nam panująca Bondę, choć ja tam jestem raczej poddanym księżnej Grzegorzewskiej. Można by pewnie jeszcze wspomnieć o jakimś królu skandynawskich kryminałów, królowej Norwegii i tak dalej.
Ale z tego co wiem, jest tylko jedna władczyni ze wschodu. To caryca Marinina!

Trochę przesady

No dobra może nie jest jedna, ale aktualnie w Polsce, po pewnym boomie kilka lat temu, liczba wydawanych kryminałów ze wschodu spadła bardzo, albo nawet bardzo bardzo.
Nie pozostaje zatem nic innego niż cieszyć się tym co jest, czyli kolejnymi książkami Marininy, które poza W.A.B.em  wydaje aktualnie też Czwarta Strona.

Jak to się zaczęło

Kryminały Marininy nigdy nie były bardzo mroczne i dynamiczne, u niej zawsze bardziej liczyła się zagadka i tło społeczne. Autorka bacznym okiem śledczej obserwowała otaczającą rzeczywistość, zmiany w Rosji, pisząc o kryminalnych perypetiach Nastii Kamieńskiej. Mam wrażenie, że w Jasnym obliczu śmierci poszła jednak o krok dalej i wykorzystując opowieść o trzech trupach tak naprawdę napisała książkę obyczajową.
Cała historia zaczyna się od wyjazdu do Turcji, gdzie dwie koleżanki, Miła i Luba, zwabione obietnicą pracy trafiają do salonu masażu w jednym z hoteli. To taki masaż, o którym często mówimy znacząco przeciągając słowa, więc nie było im łatwo. A może tylko Luba miała problem z tym „masowaniem”?
Dziewczyny wracają z tego zarobkowego wypadu osobno, najpierw jedna, druga dopiero po paru miesiącach i okazuje się, że pierwsza z nich wykorzystała ten czas, aby odbić chwilowo wolnego narzeczonego Lubej. Kiedy więc Miła ginie w nie do końca jasnych okolicznościach podejrzana nasuwa się od razu.

Tym razem obyczaj

Jak wspomniałem wyżej to raczej książka obyczajowa, bo mimo aż trzech trupów, to na pierwszy plan wysuwają się raczej wątki związane z relacjami międzyludzkimi. To opowieść o tym, jak przeszłość wraca do nas po latach, jak nienawiść potrafi zniszczyć życie i że choć zemsta ponoć najlepiej smakuje na zimno, to może nie zawsze warto pozwolić sobie na jej realizację. Wszystko to z Rosją w tle, z Moskwą w której ciągle ktoś się rozwodzi, zmienia męża, ma nową żonę, a męska przyjaźń to najdziwniejsze chyba co może istnieć. Mnie się podobało, mimo tego, ze to niekoniecznie czysta gatunkowo opowieść.

Informacja tramwajowa

Nie tym razem, ilość nazwisk, zdrobnień i otczestw powoduje, że trzeba naprawdę mocno się skupić przy czytaniu. Naprawdę szkoda, zęby przez pomylenie Luby i Ludmiły coś się wam umknęło. Czytajcie w domu, zdecydowanie !

Podsumowanie:

Tytuł:
Autor: Aleksandra Marinina
Tytuł: Jasne oblicze śmierci
Tłumaczenie: Aleksandra Stronka
Wydawca: W.A.B.
Do tramwaju:
nie
Ocena czytadłowa: 4/6
Ocena bezludnowyspowa: 3/6

Related posts

3 thoughts on “Jasne oblicze śmierci, czyli caryca Marinina

  1. Agnes

    Ha, a ja już się tak otrzaskałam w tych otczestwach, że hej!

    1. Janek

      I Nastia, Sasza, Luba, Miła, Jura ani razu Ci się nie pomyliły ? ;)

      1. Agnes

        Na początku Luba i Ludmiła, ale szybko przyswoiłam sobie, że Miła to zdrobnienie od Ludmiły. Pikuś. :)

Dodaj komentarz