You are here
Adrian (Secrus) 

„Wschód” – Podróż za pamięć

Nostalgia, pamięć, tęsknota, wspomnienie, podróż w głąb siebie, samotność, sentyment, przeszłość, prowincja, Wschód – jeśli w szeregu tych wyrazów odnajdujecie siebie, to znak, że poczujecie się też dobrze we Wschodzie Andrzeja Stasiuka.

Ostatnio coraz częściej mówi się, że założyciel Czarnego od lat pisze tę samą książkę. Mało kto jednak uznaje to za wadę, skoro ta jedna, przerabiana na wiele sposobów opowieść jest po prostu dobra. We Wschodzie Stasiuk znów ogniskuje swoje spojrzenie na podróży. Ta rzeczywista, w której za tytułowym określeniem kryje się zarówno Lublin, jak i azjatyckie stepy, rodzi podróż myślową, ważniejszą, bo pozwalającą odtworzyć kolejną cząstkę swojej wiejskiej młodości. Stasiuk – wyjątkowo bezpośrednio autobiograficzny – wyjeżdża i wędruje dla dzieciństwa, szczeniackości, dla pamięci tych wspomnień, która potrafi na nowo ożywiać i pobudzać. Narrator zdaje się przekazywać, że pamięć to nie tylko największy dar dla własnej intymności, ale też ziarno, które należy rozsiewać ku uciesze wszystkich wokół. Dlatego więc we Wschodzie relacje z podróży i dawność się przenikają, ponieważ poprzez te pierwsze silniej uobecnia się ta druga. Stasiuk wędruje zatem nie dokądś, ale po coś, a raczej po żywsze pojęcie braku czegoś – po to, aby o tym braku opowiedzieć. Czego jest to brak? Sami osądzicie. Ale Wschód jest właśnie Wschodem, bo jest samotnią, a brak nigdy nie dociera do myśli bardziej niż w samotności.

Trzeba powiedzieć, że książka Stasiuka jest formą bardzo nieułożoną. Wspomnieniowość i reportażowość podróży mijają się tutaj w pełnym rozgardiaszu i obie ciągną za sobą piękny literacko osobisty komentarz. Na pozór brakuje tu głównej myśli, brakuje choćby szczątkowego prowadzenia czytelnika po Stasiukowych intencjach, a całość napisana jest w stylu powolnej, sączącej się leniwie gawędy bez ładu i składu. Dla tych zatem, którzy do uchwycenia sensu lektury potrzebują wyraźnego szkieletu opowieści, Wschód okaże się niestrawny. Pozostali na szczęście – w tym ja – będą mogli ustąpić i dać się tęsknemu biegowi myśli omamić. Ta urywkowość przypomina mi budowanie wieży z kart – każda karta ma jakieś znaczenie osobno, ale to razem tworzą coś więcej, choć jest kruche i łatwe do zburzenia. Jedna karta to jeden obraz, jedno wspomnienie. I tak się je układa przez całe życie; czasem tasuje, gdy spadną na ziemię.

Stasiuk wędruje na Wschód, aby zaznać pierwotnego spokoju, aby ożywiać wspomnienia, ale również budować własną tożsamość mężczyzny, Polaka i Europejczyka. Poddaje komentarzowi nie tylko przeszłość, ale też przyszłość, której jest niepewny – do głosu dochodzą świat i kultura, wiele twarzy cywilizacji, obrazy Mongolii i Chin obok abstrakcyjnej sensualności PRL-u zapamiętanego. Co jednak wydaje się mnie, a co potwierdza zbadanie akcentów, jakie padają w recenzjach książki, to że we Wschodzie nie są najważniejsze Wschód, podróż i step, wreszcie nie polityczność narracji, ale szczerość i nastrój, przez który tę szczerość się wypowiada. Stasiuk mówi, co go boli, dręczy, zachwyca i uspokaja. Mówi, owszem, obrazami ze swoich podróży, ale nie o nich samych.

A o tym, że robi to w pełni po swojemu, świadczy nie tylko wspomniana fragmentaryczność, ale też brak jasno określonego gatunku. Wschód jest po trochu esejem, dziennikiem i reportażem, jakimś tworem z zakresu prozy podróżniczej, być może jej eseistycznym bratem, bo nie unika nonszalancji porzucania na całe akapity ram dziennika podróży albo składowiska pamiątek świadomości. Jeśli Stasiuk pisze o stepie, robi to po reportersku, lepiąc siebie w tamtym miejscu i o tamtym czasie od wewnątrz, odtwarzając każdy szept wiatru. Jeśli wraca daleko w lata młodości, to po domowemu, otulająco, kiedy z miłością kreśli postać matki, która pojawia się w jedynych we Wschodzie dialogach.

Trzeba przywyknąć, że to literacki chaos. Że się może zgubić sens – pewnie, mnie też umykał. Ale wracałem przede wszystkim dla pięknej prozy. Z rytmizującymi tekst powtórzeniami, ze szczegółowością godną stylu Stefana Chwina i zdaniami, które aż śpiewają w uszach. Po to sięga się po Wschód – po mądrość człowieka, który wie, jak pięknie opowiadać. A co już opowie głośno, a co na ucho, to nasza tajemnica.

Podsumowanie:
Tytuł:
Wschód
Autor: Andrzej Stasiuk
Wydawca: Czarne 2014
Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej bookmaster.com.pl

bookmaster-logo2

Adrian Kyć

Related posts

4 thoughts on “„Wschód” – Podróż za pamięć

  1. Jest taki esej czeskiego autora, Josefa Kroutvora, o tym, że im dalej przesuwamy się na wschód, tym bardziej rozpadają się nasze ułożone strategie narracyjne, zanika historia, wszystko staje się anegdotą, aż w końcu poruszamy się w takiej magmie wątków, które gdzieś się może kończą, ale wcale niekoniecznie. Przypomniało mi się to a propos Twojego tekstu, bo jakoś chyba współgra z tym, o czym piszesz a propos „Wschodu” Stasiuka :-).

    1. Adrian

      Bardzo trafnie ujęte. Żałuję, że nie znałem tych słów przed napisaniem tekstu, a najlepiej przed lekturą „Wschodu” – idealnie korespondują z przemyśleniami, do których skłonił mnie Stasiuk.

      Pamiętasz, jaki tytuł nosił ten esej?

      1. Jasne, nawet mogę podpowiedzieć, gdzie go znaleźć :-). W tomie „Hrabal, Kundera, Havel. Antologia czeskiego eseju”, a Kroutvor ma tam tekst „Europa Środkowa: anegdota i historia” (bo ten wschód się tam pojawia właśnie w kontekście Europy Środkowej).

        1. Adrian

          Świetnie, dziękuję ;) Nie wiem, czy Stasiuk Kroutvora czytał (pewnie tak), ale na pewno myślał podobnie.

Dodaj komentarz