You are here
Bramy Światłości Przeczytane 2017 

Bramy Światłości, czyli Daimon Frey nie dał rady

Maja Lidia Kossakowska to świetna autorka. Znakomita seria anielska, bardzo dobre Zakon Krańca Świata i Ruda Sfora to tylko niektóre z jej książek wartych uwagi. Niestety za kontynuację, którą nam właśnie zaserwowano, to ja jednak podziękuję, nawet Daimon Frey nie dał rady.

Do Nieba wróciła pewna Świelista, anielica podróżniczka, badaczka światów, wieloletnia eksploratorka Stref Poza czasem. To, że przy okazji jest też dawna miłością Rajzela tylko uwiarygadnia jej opowieść. Stała się bowiem rzecz przedziwna, gdzieś na krańcach poznanego wszechświata, w miejscu, które można określić mianem za górami, za lasami i jeszcze ciut dalej, objawiła się Jasność. Ta, której  zniknięcie jest najpilniej strzeżoną przez archanioła Gabriela tajemnicą. Taką sprawę trzeba jak najszybciej zbadać, jednocześnie pozbywając się jak najszybciej anielicy, która przybyła z tą wieścią. To z jednej strony szansa na odnalezienie długo nieobecnego szefa, a z drugiej zagrożenie dla istniejącego status quo.

Daimon Frey

Ta misja jest wręcz samobójcza, któż zatem stanie na jej czele? To może być tylko on, Anioł Zniszczenia Abaddon, ten który nosi mieczach zdolny niszczyć światy i pokonać Antykreatora, Daimon Frey. Zmęczony, oszukany przez przyjaciół, pełen niechęci do szefów nieba. Jeśli jednak chodzi o Jasność, to jego decyzja mgła być tylko jedna. Jednak nawet on nie wie, że do wyprawy w głąb Sfer przyłączy się pewien Głębianin, nikomu nieznany koleś o ksywce Lucek, któremu bardzo zależy na rozmowie z Panem.

Zaczęło się znakomicie

Ta książka zaczyna się świetnie, są starzy znajomi, jest świetnie utkane uniwersum Głębi, Nieba i Limbo. Jest Asmodeusz i jego widmokot, jest Gabriel, wiecznie zdenerwowany regent Nieba i Daimon ze swoim jakże charakterystycznym sarkazmem. Jest obietnica świetnej przygody, bo przecież wyprawa, w którą udają się nasi bohaterowie, to nie spacerek przez wiosenny park. Ba! Jest nawet pewna szpiegowska intryga, godna rywalka tych jakie, serwował nam J-23.

A potem zdechło

I tak mniej więcej było przez jedną trzecią książki, aż nadszedł moment, kiedy nasi bohaterowie dotarli do krainy Meru. To co zaserwowała nam wówczas autorka, to tak naprawdę popis jej znajomości mitologii hinduskiej, tylko i wyłącznie. Okraszany nieco barokowymi opisami, porównaniami i metaforami, tak to niestety odebrałem. Gdyby nie chęć pokazania jak bardzo dobrze zna ten temat, to książka byłaby spokojnie krótsza o połowę. Na początku sprawia to jeszcze pewną frajdę, ale od pewnego momentu można odnieść wrażenie, ze drepczemy w kółko. Daimon kłóci się ze Świetlistą, obstawa Świetlistej kłóci się z Daimonem, Daimon, a przede wszystkim jego Boska Bestia pokazują jacy są zajefajni. Tyle, dziękuje do widzenia. Przy trzecim takim kółeczku wysiadam. A znudzenie tym wywołane spowodowało, że emocjonująca końcówka, z ogromnym cliffhangerem, wywołała u mnie zamiast zafrapowania tylko westchnienie ulgi, radość, że to już koniec.

Coś innego

Sięgnijcie po inne książki Pani Kossakowskiej, także te anielskie, bo zdecydowanie warto,. Natomiast tę opowieść o wyprawie w Strefy warto sobie podarować.

Informacja tramwajowa

Czytałem ją właściwie wszędzie próbując chwycić ducha wcześniejszych historii. W tramwaju, w poczekalni u lekarza, na fotelu przy oknie i na ławce w parku w pewien słoneczny dzień. Nie dało rady :(

Podsumowanie:

Tytuł: Bramy Światłości, tom 1
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: owszem, tylko po co?
Ocena czytadłowa: 3/6
Ocena bezludnowyspowa: 1/6

Related posts

4 thoughts on “Bramy Światłości, czyli Daimon Frey nie dał rady

  1. Ja tam jestem zdania, że Daimon Frey nie dał rady już w poprzedniej odsłonie, tak że nie dziwi mnie, że w tej nic się nie zmieniło.

    1. Janek

      Tym razem jest gorzej, zdecydowanie !

    2. O, to ja podzielam zdanie Moreni. Poprzednie odsłony podobały mi się tylko z samego początku, nie porwały mnie jednak specjalnie.

      1. Janek

        Ja podziękuję po tym.

Dodaj komentarz