Lucky LukeKomiks 

Lucky Luke, czyli duchy i miasto na prerii

Egmont kontynuuje wydawanie serii o przygodach Lucky Luke, chwała mu za to. Zejdzie mu pewnie jeszcze chwilę, bo lista albumów to liczy w tym momencie 80 pozycji. Tym razem trafiły do mnie kolejne dwa, Daisy Town i Polowanie na duchy

Daisy Town

Z pierwszym albumem wiąże się pewna zagadka. Autorem jego scenariusza jest René Goscinny, nic nadzwyczajnego, w końcu on wymyślił Lucky Luke. No dobrze, ale album ten powstał w 1983, a ojciec naszego kowboja zmarł w 1977 roku! Najpierw myślałem, że mamy tu do czynienia z jakimś odnalezionym scenariuszem, podobnie jak z historiami o Mikołajku. Okazało się jednak, że mamy w tym przypadku nieco inną sytuację. Daisy Town to bowiem adaptacja komiksowa filmu z 1971 roku. Ot , taka ciekawostka. Album przeczytałem z przyjemnością, scenariusz w znakomity sposób wykorzystuje westernowe archetypy. Miasteczko na prerii, samotny szeryf, banda rabusiów i zagrażający ludziom Indianie. To wszystko i jeszcze ciut więcej udało się Gościnnemu umieścić w tej historii. A sceny z szybkimi powrotami bohaterów i króciutkim „yep” kowboja to prawdziwe perełki.
W albumie nieco słabiej prezentują się niestety rysunki, są chyba najsłabsze jakie dane mi było oglądać w tej serii. Mam wrażenie, że związane jest to z dwiema rzeczami. Po pierwsze mamy wiele kadrów dość pustych, wypełnionych właściwie tylko niewielkimi postaciami i kolorem. I to drugie co mnie nieco rozczarowało, to właśnie ów kolor, jest taki jakiś dziwny, niepasujący mi do Lucky Luke, zbyt przekontrastowany.
Ale w połączeniu z fabułą album broni się bez problemu.

Polowanie na duchy

W drugim z ostatnio wydanych albumów Lucky Luke trafia chyba pierwszy raz na przeciwnika, z którym jeszcze nie miał okazji się zmierzyć. To duchy, a właściwie jeden duch i to w dodatku płci żeńskiej. A jest to nie kto inny jak poznana przez czytelników kilka albumów wcześniej Calamity Jane. To prawdziwa kobieta legenda, jedna z tych, bez których Dziki Zachód nie byłby taki jakim go znamy. Zjawa kogoś takiego z pewnością nie będzie zbyt łatwa do pokonania. Dobrze, choć, że Luke może liczyć na pomoc Calamity Jane. Tak brzmi to nieco dziwnie, ale uwierzcie, warto sprawdzić co tak naprawdę się wydarzyło.
Polowanie na duchy to drugi album jaki przeczytałem, do którego autorem scenariusza jest Lo Hartog Van Banda. Tym razem spisał się on lepiej niż poprzednio, historia jest zabawniejsza, Calamity świetnie uzupełnia Luka, a para bohaterów interesująco radzi sobie z wszelkimi przeszkodami jakie spotkają na tej drodze. Przeczytałem z dużą przyjemnością.
Morris tym razem spisał się zdecydowanie lepiej, widać, że lata które upłynęły między tymi dwoma albumami nie poszły na marne

Podsumowanie:

Tytuł: Lucky Luke – Daisy Town
Scenariusz: René Goscinny
Rysunki: Morris
Tłumaczenie: Marta Mosiewicz
Wydawca: Egmont
Do tramwaju: komiksów nie czytamy w tramwaju :)
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena rysunkowa: 4/6

Tytuł: Lucky Luke – Polowanie na duchy
Scenariusz: Lo Hartog Van Banda
Rysunki: Morris
Tłumaczenie: Marta Mosiewicz
Wydawca: Egmont
Do tramwaju: komiksów nie czytamy w tramwaju :)
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena rysunkowa: 5/6

Powiązane posty

4 Thoughts to “Lucky Luke, czyli duchy i miasto na prerii”

  1. Hej, a ja czytam komiksy w tramwajach ;)

    1. Janek

      Ja nie, szkoda mi ich. Ty pewnie czytasz pożyczone ;)

  2. O, to moja ulubiona postać z lat dziecinnych obok Kaczora Donalda !

    1. Janek

      A Asterix i Kajko z Kokoszem?

Dodaj komentarz