Sherlock FrankensteinNajnowsze wpisy 

Sherlock Frankenstein i legion zła

Czarny młot, o którym pisałem prawie równo rok temu okazał się sporym powiem świeżości w nie czarujmy się, dość skostniałym świece superbohaterów. Ok, na pewno znajdą się przeciwnicy tej tezy, że co, że przecież tyle się dzieje. Jak najbardziej, z całą pewnością dzieje się dużo, ale trudno znaleźć coś, co wychodzi poza ramy gatunku.

Sherlock Frankenstein

Komiks ten okazała się na tyle popularny, że nie dość, że doczekał się kontynuacji, to jeszcze pojawiła się opowieść, która uzupełnia historię z serii głównej. Chodzi mi o album pod tytułem Sherlock Frankenstein, który jest chyba jeszcze bardziej zaskakujący od tego, co dostaliśmy w Czarnym młocie. Córka jednego z zaginionych bohaterów Spiral City, Lucy Weber, postanawia spróbować go odnaleźć. A kto lepiej od superwroga może wiedzieć gdzie szukać superbohatera? No przecież nikt.

Najgorszy z najgorszych

Oczywiście nie jest łatwo odnaleźć tego najgorszego. Co począć? Rozpoczęcie poszukiwań od tych nieco mniej potężnych okazuje się być dla Lucy dobrym początkiem. To właśnie o tym jest ta historia. Jeff Lemire napisał znakomity komiks, w którym fabuła zdaje się być nieco pretekstowa. Tak naprawdę chodzi bowiem o zabawę popkulturą. O wymieszanie wszelkich archetypów, potężnych bestii, wampirów, czy postaci z mitologii Cthulhu. Przede wszystkim zaś o połączenie dwóch jakże mocno osadzonych w otaczającym nas świecie postaci, jakimi są Frankenstein i Sherlock Holmes.

Inaczej

Oczywiście Lemiere nie byłby sobą gdyby to mieszanie zrobił w jakiś zwykły sposób. Choćby Cthulhu, który okazuje się być zmęczonym życiem facetem w średnim wieku, którego głównym utrapieniem, jest nieprzyjemna, jazgotliwa żona i niechęć do życia. A to naprawdę dopiero początek. Ja czuję się nieźle w takich popkulturalnych światach, dość dobrze odgaduję ukryte smaczki, ale podejrzewam, że tym razem coś przeoczyłem, tyle tego jest tutaj upchnięte.

Grafika

Także od strony graficznej ten album mnie zaskoczył. David Rubin, który odpowiadał za rysunki również zrobił przedziwny miks i poza klasycznymi superbohaterskimi kadrami są też strony, które przywołują natychmiast skojarzenia z Mikem Mignolą i jego Hellboyem. Parę stron dalej spotykamy natomiast postacie przeniesione wręcz wprost z Ligi Niezwykłych Dżentelmenów, którą rysował Kevina O’Neilla. Frajda przeogromna.

Informacja już nie tramwajowa

Owszem zdaję sobie sprawę, że Sherlock Frankenstein i legion zła to przede wszystkim skok na kasę. Jednak to skok tak udany, że bez zastanowienia sięgnę po kolejne odsłony, jeśli tylko powstaną. Lemire to chyba jeden z najciekawszych twórców na jakich ostatnio zdarza mi się trafiać w komiksowych światach.

Podsumowanie:

Tytuł: Sherlock Frankenstein i legion zła
Scenariusz:  Jeff Lemiere
Rysunki: David Rubin
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Do tramwaju: komiksów nie czytamy w tramwaju :)
Ocena czytadłowa: 6/6
Ocena rysunkowa: 5/6

Powiązane posty

One Thought to “Sherlock Frankenstein i legion zła”

  1. Brzmi ciekawie, a że zarówno komiksy jak i Sherlocka lubię, więc chętnie sięgnę :)

Dodaj komentarz