You are here
Komiks 

A ty słyszałeś „Skargę Utraconych Ziem”?

skargDziś będzie o komiksie, a właściwie o epopei komiksowej, bo to określenie najlepiej pasuje do tych 8 albumów. Egmont w grudniu zakończył wydawanie drugiej serii Skargi Utraconych Ziem. Czy będzie trzecia trudno powiedzieć, bo choć scenarzysta Jean Dufaux jasno deklarował, że planuje jeszcze jedną, to pytanie kto ją narysuje pozostaje otwarte ponieważ Philippe Delaby, rysownik, zmarł w trakcie tworzenia ostatniego albumu. Przy okazji czytania ostatniego tomu odświeżyłem sobie całość i przyznam szczerze, że była to prawdziwa przyjemność.

Pierwszą serię, Cykl Sioban, rysował Grzegorz Rosiński, powstawała ona w latach 1993-do 1998 i można zobaczyć jak styl tego rysownika wyglądał w czasie, kiedy jeszcze nie odszedł od rysowania w kierunku malowania swoich komiksów. Jest to jednocześnie już wyrobiony rysunek, doskonalony kilkunastoma albumami serii Thorgal. Scenarzysta Jean Dufaux też nieźle się spisał tworząc bardzo interesujący świat fantasy, pełen magi, namiętności i emocji. Można trochę się przyczepić do pewnego rwania się momentami fabuły, ale nie przeszkadza to zbytnio w odbiorze.

Seria druga, która została zakończona właśnie wydanym albumem Sill Valt, jest fabularnie jeszcze lepsza. Bohaterowie są pełnokrwiści, a prequel znakomicie uzupełnia historię z opowieści narysowanej przez Rosińskiego. Kolejność czytania nie ma znaczenia, bo te historie choć się świetnie dopełniają stanowią jednak całkowicie odrębne opowieści, a drobne niekonsekwencje nie są problemem. Przyznam szczerze, że Cykl Rycerzy Łaski czytało mi się lepiej, głownie za sprawą scenariusza. Scenarzysta postanowił tutaj opowiedzieć jeszcze „mocniejszą” historię, mamy miłość i  nienawiść, magię, wiarę, namiętność i ciekawszych, znakomicie wykreowanych bohaterów. W serii pierwszej tak naprawdę najistotniejsza była Sioban, tutaj kluczowych bohaterów mamy co najmniej troje, a z jednym z nich wiąże się największe zaskoczenie cyklu. Decyzja o tym, aby nie skupiać się na jednej postaci zaowocowała zdecydowanie większa dynamiką, komiksy są ciekawsze, nawet jeszcze bardziej wciągają. Philippe Delaby narysował to bardzo dobrze, ale bez fajerwerków, jak dla mnie jest, a właściwie był, świetnym rzemieślnikiem, który niestety nie ma tego błysku geniuszu, który został dany Rosińskiemu.

Na koniec chciałem jeszcze napisać odrobinę o ostatnim tomie, wieńczącym cykl Rycerzy Łaski Sill Vallt. Zdecydowanie zakończenie robi wrażenie, zaskoczenie które zafundował nam scenarzysta jest absolutne i pod żadnym pozorem nie przerzucajcie kartek do przodu, bo wiele stracicie. Z tym tomem wiąże się też pewna wpadka, ale to prawdopodobnie wpadka wydawcy. W części tekstów na ostatniej stronie zmieniono płeć jednego z bohaterów, jak to się mogło stać nie wiem, w opisach jest on kobietą, a kiedy sam o sobie mówi, nazywa się synem Morigan. Drobnostka, ale irytuje.

Aby docenić tę serię zdecydowanie należy sięgnąć po całość, dopiero wtedy w  pełni możemy zobaczyć jak bogata jest wyobraźnia Jean Dufaux i jak interesujący świat udało mu się stworzyć. Miejmy nadzieję, że zapowiadany Cykl Morigan powstanie i będziemy mieli okazję zobaczyć jak to wszystko się zaczęło.

Polecam całość zdecydowanie, każdy miłośnik dobrego fantasy będzie miał mnóstwo przyjemności.

Podsumowanie:
Tytuł: Skarga Utraconych Ziem
Autorzy:  Cykl Sioban – Jean Dufaux (scenariusz) i Grzegorz Rosiński (rysunki); Cykl Rycerze Łaski – Jean Dufaux (scenariusz) i Philippe Delaby (rysunki).
Wydawca: Egmont
Do tramwaju:  ja nie czytam komiksów w tramwaju
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 5/6

Related posts

5 thoughts on “A ty słyszałeś „Skargę Utraconych Ziem”?

  1. hmmm, a to by się mojemu Damianowi mogło spodobać :) Podsunę mu, podsunę ;)

    1. Janek

      To naprawdę udana seria, poziomem zbliżona do „Trzeciego testamentu”, albo nawet lepsza

  2. Lara Notsil

    Ach te komiksy :D Szkoda, że nie walnąłeś kilka zdjęć ze środka, bym sobie popodziwiała :D

  3. Janek

    Obiecuję następnym razem się poprawić :)

  4. Rzuciłam tylko okiem, bez przekonania, aż tu nagle nazwiska rzuciły mi się w oczy – Dufaux i Delaby. Skądś znam, myślę sobie. I faktycznie, po szybkim przeszukaniu szarych komórek okazało się, że mam kilka zeszytów z cyklu „Murena” tych panów. Ale to słabe było…

Dodaj komentarz