You are here
Różne 

[Rozmowa] Ilustrator to jest ktoś, czyli Pani Katarzyna Bajerowicz odpowiada na kilka pytań

Pani Katarzyno dziękuje bardzo za to, że zgodziła się Pani na tą rozmowę. Mam nadzieję, że pytania będą choć odrobinę interesujące

· Na początek może pytanie przygotowane przez koleżankę, która chciała wiedzieć jaką technikę malarską/graficzną Pani preferuje?

Każdą, która jest akwarelą.
A tak poważnie? Akwarelę.
No dobra: różnie to bywa. Ostatnio akwarela, albo jej łączenie z innymi technikami malarskimi. Lubię „niespodziankowość” i świetlistość.

· I drugie również od niej. Czy uprzednio wykonuje Pani szkic czy od razu podejmuje się malarskiej próby ilustratorskiej?

 Różnie to bywa. Zwykle jeśli pracuję z tekstem, robię najpierw szybki szkic – muszę się zmieścić w określonym formacie. Jeśli maluję dla siebie, dla przyjemności, to „hulaj dusza – piekła nie ma”.
· To może teraz kilka związanych z „Mrówkami”. Czy może Pani zdradzić jak wyglądała praca nad „Opowiem Ci mamo co robią mrówki”. Co było pierwsze, rysunki czy tekst?

 To jest książka „odwrotna” czyli najpierw powstały rysunki. Całkiem sporo ich zrobiłam nim trafiły do Pana Marcina Brykczyńskiego, który okrasił książkę fantastycznymi wierszami. Powstawały zresztą równolegle z moimi, potwornie długimi, wywodami na temat ich zawartości. Pani Ania Garbal, która książkę redagowała, wykazała anielską cierpliwość: wszystkie przeczytała! Pan Marcin też czytał! Dopiero po propozycji wydawnictwa umieszczenia strony o książce w internecie,  zdałam sobie sprawę ile powypisywałam.

· Mrówka 2240 jest znana większej ilości odbiorców, miałem nawet szansę poznać  ją osobiście. Jakieś plany dotyczące przedstawienia kolejnych szerszej publiczności?

Przesadza Pan. Jeśli ktoś zna 2240, to albo był na krakowskich targach, albo czasem zagląda na mój blog. A tam ruch jest niewielki, bo ostatnio trochę zaniedbałam to miejsce.
2240 woła właśnie ze swojego miejsca na monitorze, że jestem okropna, i że hamuję jej rozwój i karierę! Mówi, że skoro ją powołałam do życia, to teraz mam obowiązki i mam się z nich wywiązywać! I w ogóle, to wyrodna ze mnie stwórczyni! O!
Chyba zaczynam mieć wyrzuty sumienia?

· A jaki jest Pani osobisty stosunek do owadów?  Co z komarami, ćmami i innymi przedstawicielami  tej gromady stawonogów?

Mam na nie packę! A tak poważnie, to można zobaczyć w książce: lubię je. Fajne są. Ciekawe, nawet jak gryzą, choć przyznaję, że nie wszystkie chętnie wezmę do ręki (taką skolopendrę na przykład albo pluskolca). Jak byłam mała, to moje lubienie wykraczało daleko poza ogólnie przyjęte normy. Kiedyś hodowałam karaczany madagaskarskie: nawet moi cierpliwi Rodzice mieli poważne wątpliwości czy powinnam trzymać w domu karaluchy wielkości palca dorosłego mężczyzny i grubego jak dwa palce. Stracili tę cierpliwość dopiero jak karaluchy się rozmnożyły. Na widok niezliczonych małych owadzików, biegających jak opętane po ściankach ogromnego słoja po landrynkach (wycyganiłam od Babci), oboje zgodnie wydali na nie i na mnie (w przypadku oporu) nakaz eksmisji. Patyczaki, ślimaki, rybki, traszki i aksolotle znosili cierpliwie dalej. Potem moja siostra znalazła i przyprowadziła do domu kota, który skwapliwie zeżarł resztę menażerii.

Ale robale lubię oglądać nadal. W ogrodzie. Albo gdzieś na łące. Są niezwykłe. Wystarczy się pochylić.

· Czy spośród książek w których znajdziemy Pani ilustracje któraś jest tą ulubioną?

 Chyba to jest tak, że teraz ulubioną jest akurat ta nad którą właśnie pracuję.

· Praca nad którą sprawiła Pani największą przyjemność?

 „Mrówki” oczywiście – wydawnictwo dało mi całkowicie wolną rękę i mogłam sobie szaleć do woli. I „Zuzia i piesek w kratkę” – taka malutka książeczka Pani Ireny Landau, dla dzieci zaczynających dopiero czytać, wydana przez poznański Publicat – twarz bolała mnie od ciągłego śmiania. I jeszcze „Krabat” dla Wydawnictwa Bona – czytałam i obrazki same wykluwały się w głowie – jeden za drugim. Smarowałam i smarowałam, aż trudno było mi przestać, ale ostatecznie w książce znalazły się ilustracje czarno-białe.

· Jakie książki czytuje Pani niezawodowo ?

Bardzo różne – mydło i powidło. To co mnie właśnie interesuje. Książki Terry’ego Pratchetta, książki dla dzieci (dziwna kategoria, bo książki są wszystkie dla wszystkich, ale funkcjonuje więc niech będzie), stare kryminały, książki przyrodnicze – takie o roślinach i owadach – no rozmaite, najrozmaitsze. Mój mąż jest człowiekiem anielsko cierpliwym i już nie komentuje zawartości stosików rosnących w okół naszego łóżka. Stwierdził tylko ostatnio, że trzeba będzie dokupić półki.

· Mam taką prywatną teorię, że osoby związane z tworzeniem książek mają pewien bardzo mocno określony stosunek do kotów.  Jak jest w Pani przypadku?

Mam się przyznać do miłości do kotów? Proszę bardzo – przyznaję się. Do miłości do moich psów też się mogę przyznać. Naszymi współlokatorami są: Plaster Kot – wojowniczy i gryźliwy stwór w paski, Krzyś – chart – mistrz w wyścigów do lodówki i starutka charcica Heca – ostatnio, po 15 latach życia, nauczyła się wydawać z siebie dźwięki. Teraz każe się w nocy przykrywać kocykiem albo jęczy o wymoszczenie fotela, wydając przedziwne połączenie jęku ze szczeknięciem, wyraźnie zabarwione pretensją. No i jest jeszcze rozwydrzona świnka morska – Dyzia – skutecznie wywrzaskująca sobie ludzką uwagę.

· Od kilkunastu lat prowadzi Pani bloga, skąd pomysł na taką aktywność.

Nie, nie od kilkunastu – od kilku – od stycznia 2009 roku. Chyba? A pomysł wziął się z …… nudów. Nie będę rozpisywać się jak do tego doszło, ale z całą pewnością stało się to z nudów. Siedziałam i się strasznie nudziłam, i zaczęłam pisać – nawet przyznałam się w pierwszym wpisie, że to z nudów (owocem tegoż była awanturka). I najbardziej jestem zaskoczona tym, że piszę do teraz. Wprawdzie ostatnio trochę mniej niż kiedyś, ale cóż – czasem tak po prostu bywa, że się nie ma melodii do pisania i już.

Dziękuje pięknie za rozmowę, życzę powodzenia przy kolejnych książkach i projektach. Mam nadzieję, że uda się Pani kiedyś popływać z syrenami.
Tych których zainteresował temat syren zapraszam na blog Pani Katarzyny

Related posts

7 thoughts on “[Rozmowa] Ilustrator to jest ktoś, czyli Pani Katarzyna Bajerowicz odpowiada na kilka pytań

  1. Bardzo sympatyczna rozmówczyni i bardzo ciekawa rozmowa! :)) Wyobrażam sobie te małe karaczany i reakcję rodziców …. 0_0

  2. Bardzo sympatyczna rozmówczyni i bardzo ciekawa rozmowa! :)) Wyobrażam sobie te małe karaczany i reakcję rodziców …. 0_0

  3. No proszę, a my jeszcze nie słyszeliśmy ani o książce o mrówkach, ani o pani Katarzynie Bajerowicz… Pewnie dlatego, że nie byliśmy na Targach w Krakowie.

  4. Viv

    Bardzo ciekawy wywiad – fajnie się dowiedzieć choć trochę o procesie twórczym ilustratorki. W ogóle tyle jest zawodów wokół książki, które pozostają zwykle w cieniu autora!

    Podziwiam zamiłowanie do robalków, ja organicznie nie znoszę :).

  5. Viv

    Bardzo ciekawy wywiad – fajnie się dowiedzieć choć trochę o procesie twórczym ilustratorki. W ogóle tyle jest zawodów wokół książki, które pozostają zwykle w cieniu autora!

    Podziwiam zamiłowanie do robalków, ja organicznie nie znoszę :).

  6. Uwielbiam prace Kasi Bajerowicz! Krabat i Mrówki to moje ulubione :-)

  7. Czytałam wpis wcześniej, nie skomentowałam, ale za to w niedzielę obmacałam mrówki w księgarni, są śliczne!

Dodaj komentarz