You are here
Czytanie za granicą 

Czytanie za granicą – Holandia, spojrzenie drugie

holandia_naglowekDrugie spojrzenie na Holandię tym razem autorstwa Allochtonki, przyznam szczerze, że biblioteka budzi zazdrość :)

Holandia spojrzenie drugie

Gosia Doszczak z bloga Allochtonka

W dwubiegunowym świecie społeczeństw czytających i nieczytających Holendrzy plasują się raczej w tej pierwszej grupie. Aktualne statystyki szacują średnią liczbę książek przeczytanych w ciągu roku przez mieszkańca Holandii na 15. W ostatnim roku 86% Holendrów przeczytało w całości co najmniej 1 książkę. Biorąc pod uwagę podatność społeczeństwa na globalizacyjne zmiany, jest to całkiem niezły wynik.

Holendrzy mają wielowiekową tradycję czytania. Wyjątkowa słabość ustroju feudalnego w tym kraju oraz wymuszona warunkami geograficznymi konieczność ścisłej współpracy i podziału kompetencji w społeczeństwie spowodowały wczesną emancypację stanów niższych. Zaowocowały również podatnością na reformację, co w konsekwencji doprowadziło do rozpowszechnienia umiejętności czytania jako narzędzia do samodzielnego formowania opinii, które stało się podstawą holenderskiej tożsamości. Amsterdam przyciągał najznamienitszych filozofów europejskich, a przez długi czas był także siedzibą największej na kontynencie liczby wydawnictw. Zachęcam do przeczytania książki Russela Shorto „Amsterdam. Historia najbardziej liberalnego miasta na świecie” – autor porusza między innymi właśnie ten aspekt historii Niderlandów.

Zamiłowanie do druku jest ciągle jeszcze silne. Ponad połowa Holendrów czyta nadal wyłącznie książki w formie papierowej, chociaż udział używających również wersji elektronicznych sięgnął ostatnio 46%. Książki kupuje się ciągle jeszcze najczęściej w tradycyjnych księgarniach. Ale, podobnie jak w innych krajach, rynek ewoluuje w stronę sprzedaży internetowej. Sądząc po niezbyt wielkim ruchu w księgarniach, wydaje się, że Holendrzy od kilku lat ograniczają wydatki na książki, których ceny zaczynają się od 15 euro w górę (w miękkich okładkach). Do zakupu książek w ubiegłym roku przyznało się około połowy mieszkańców kraju.

Kwitną za to biblioteki, z których korzysta około 45% Holendrów (w tym 17% co najmniej raz na miesiąc), wypożyczając średnio 19 książek na rok. Holenderskie biblioteki są świetnie zaopatrzone. Można w nich znaleźć nie tylko książki, czasopisma i gazety, ale również audio- i e-booki oraz filmy na dvd, a nawet gry komputerowe. Razem z księgarniami i wydawnictwami biorą również udział w licznych akcjach promujących czytelnictwo – temat ten poruszyła autorka wcześniejszego posta o czytelnictwie w Holandii. W Holandii oczywiście nie ma nic za darmo: roczny abonament może oznaczać koszt nawet 50 euro, ale to i tak równowartość zakupu 3 książek. W zamian za to olbrzymi wybór obejmujący także nowości wydawnicze, pełna komputeryzacja i możliwość wypożyczania książek z bibliotek w całym regionie. Prawie każdą pozycję możemy zarezerwować – wyjątkiem są nowości oraz tytuły wyjątkowo popularne (oznaczone etykietą sprinter), które można wypożyczać jedynie na tydzień, bez możliwości przedłużenia i rezerwacji. W godzinach popołudniowych w bibliotece na moim osiedlu panuje zawsze spory ruch. Częstymi gośćmi są rodzice z dziećmi. Również tymi najmniejszymi – książeczki dla dzieci są drogie, a służą krótko, więc wypożyczenie opłaca się bardziej, tym bardziej, że dzieci mogą korzystać z biblioteki za darmo. Stąd tez często widywanym w naszej bibliotece rekwizytem są wielkie torby na zakupy – dzieci często wypożyczają w ilościach hurtowych. Ale zanim to zrobią, po zdjęciu kilkunastu pozycji z półek wdrapują się na rozmieszczone na sali siedziska, gdzie długo wylegują się w wygodnej pozycji, ciekawe zawartości wybranych pozycji. Tymczasem dorośli przeglądają prasę, popijając powoli darmową kawę – w Holandii instytucja bez kawy nie ma racji bytu.

Skąd u dzieci takie zainteresowanie książkami? Z domu i ze szkoły. Holenderska szkoła nie tylko zachęca uczniów do czytania, ale i zaopatruje ich w narzędzia. Czytanie jest jednym z podstawowych przedmiotów nauczania w ciągu całej nauki w szkole podstawowej. Nacisk kładzie się nie tylko na czytanie ze zrozumieniem (m. in. cotygodniowe zajęcia z rozumienia tekstów informacyjnych dotyczących aktualnych wydarzeń), ale i szybkość czytania. W klasach 4-8 (odpowiednik polskich klas 2-6) dzieci stale doskonalą tempo czytania. Pod koniec nauki dziecko powinno czytać z prędkością około 120 słów na minutę. Umiejętności są sprawdzane co pół roku w formie ogólnokrajowych testów CITO. Są też ważnym aspektem rozpatrywanym przez nauczycieli w momencie podejmowania decyzji o wyborze szkoły średniej – uczniowie, którzy mają problemy z czytaniem, nie mają szans na otrzymanie rekomendacji do szkoły przygotowującej do studiów wyższych. Szkoła dba również o to, żeby dzieci czytały. W klasie każdego dnia 20-30 minut poświęca się na indywidualne czytanie (pojedynczo lub w parach). Książki wybierane są przez dzieci zupełnie dowolnie ze szkolnej biblioteczki. Można też przynosić własne książki z domu albo wypożyczone z biblioteki miejskiej. Lista lektur obowiązkowych jest tu zupełnie nieznana. Każdą przeczytaną książkę dzieci opisują w krótkim sprawozdaniu, a raz na rok przedstawiają klasie swoją ulubioną pozycję. Dzięki takiemu podejściu dzieci nie zniechęcają się w szkole do czytania, a wręcz przeciwnie. W czasie dorocznego Kinderboekenweek (Tydzień Książki dla Dzieci) w październiku każda szkoła organizuje wiele atrakcji związanych z książkami. Niektóre szkoły inwestują między innymi w zapraszanie autorów książek dla dzieci.

Dla osoby z zewnątrz czytelnictwo w Holandii wygląda optymistycznie. Ale nie oszukujmy się: podobnie jak wszędzie, mamy do czynienia ze znacznymi (negatywnymi) zmianami na tym polu. Dlatego w mediach i wśród specjalistów nie brak głosów o kryzysie czytelnictwa. Niewątpliwie w miejscach publicznych (np. w pociągu czy tramwaju) coraz rzadziej można spotkać osoby czytające. Na wszelki wypadek po napisaniu większości tego tekstu udałam się jeszcze do biblioteki. Frekwencja jak zwykle, więc śmiem twierdzić, że pogłoski o śmierci książki są mocno przesadzone.

O mnie:

Gosia Doszczak, od lat poza Polską, aktualnie w Holandii. Tropicielka różnic kulturowych, badaczka mentalności Holendrów. Pożeraczka książek, choć zawodowo z literaturą zupełnie niezwiązana. Autorka bloga Allochtonka

Related posts

6 thoughts on “Czytanie za granicą – Holandia, spojrzenie drugie

  1. martucha180

    Pozazdrościć takiego podejścia do czytelnictwa w szkole!

    1. Janek

      U nas to nigdy nie nadejdzie :/

      1. To kwestia samej filozofii szkoły. W Holandii szkoła w małym stopniu przekazuje konkretne wiadomości, w większym skupia się na nauczeniu samodzielnego zdobywania informacji i ich interpretowania. Niestety ten system też ma swoje wady, ale to już inny temat.

      2. Mogłoby nadejść, gdyby dać nauczycielom większą wolność ;)

  2. Ala

    super jest ten „cykl”. :)

    1. Janek

      Jeszcze co nieco przed nami, dziś odezwał się pewien chłopak z …Kolumbii :)

Dodaj komentarz