You are here

Ale to już było i nie wróci więcej ( przynajmniej u mnie )

Zdecydowanie polecam miłośnikom militarnego SF, reszta może sobie podarować. W tym miejscu najchętniej skończyłbym notkę, ale nie bardzo wypada. Może i Środek ciężkości to świetna książka, ale ja już chyba za stary jestem na taką literaturę. Bardzo podobne tytuły tworzy Ringo, Weber i całe mnóstwo innych facetów. 
Zostanę na pewno pouczony, że czepiam się świetnego militarnego SF, ale nie trawię Douglasa. Gościu odgrzewa kotlety, a żeby podgrzać akcję to co chwilę dorzuca co raz dziwniejsze kolejne rasy. Dla mnie to durnowato wygląda, jak Ziemianie prawie pokonani przez jedną nagle zaczynają obrywać od trzech innych i wychodzą z tego obronną ręką. Ale spoko, w końcu najważniejszy w książce statek nosi nazwę Ameryka i jest pełen dzielnych pilotów z rożnych części Stanów Zjednoczonych ( czy czegoś tam co jest w miejscu dzisiejszego USA ). Należy pamiętać także, że najlepszą bronią przeciwko obcej flocie jest piasek. Piasek rządzi, tylko nie wiem z której plaży.

Ci, co chcą usłyszeć wiele dobrego proszeni są o udanie się do DUŻO WIĘKSZEGO autorytetu czyli Fenrira, ja nie polecam.

Podsumowanie:
Tytuł: Środek ciężkości
Autor:  Ian Douglas

Wydawca: Drageus
Do tramwaju: też
Ocena czytadłowa: 3/6  
Ocena bezludnowyspowa: 1/6

Related posts

9 thoughts on “Ale to już było i nie wróci więcej ( przynajmniej u mnie )

  1. Ja cię… Nie bałeś się skrytykować czegoś co DUŻY chwalił?
    Jesteś moim bohaterem…

    1. Czasem trzeba wyjść z cienia i stawić czoła największej nawet grozie :)

  2. Żebyś nie oberwał sam to się też podłożę ;-)
    Był sobie kiedyś podgatunek science fiction, który nazywał się space opera. Do czytania. Trafiały się prawdziwe perełki. Nawet po rosyjsku, bo przecież „Dalekie szlaki” Sniegowa, trylogia wznowiona w Galaktyce Gutenberga „Solaris” przez Wojtka Sedeńkę to zupełnie niezła jest jak na ten gatunek. Oprócz nawalania się po ryjach, przepraszam po planetach o coś tam jeszcze chodziło – o przygodę.
    Potem gatunek ten dewolułował (czy też może dewaluował się) do form prostych, żeby nie użyć bardziej ostrych sformułowań, czyli do samej nawalanki po ryjach (planetach, statkach kosmicznych etc., etc.). No i otrzymaliśmy tzw. militarną sf. Cała komplikacja polega na tym, że trzeba pamiętać kto z kim i o co chwilowo się nawala. No i kto awansował a kogo zdegradowano.
    …ale ja się przecie nie znam na militarnej sf i wcale nie chcę ;-)

    1. Ale Andrzeju ja nie mam nic przeciwko i w militarnej SF trafiają się perełki, Douglas do nich jednak nie należy. A ze space opery polecam zdecydowanie polecam Łukianienkę, Sniegow się odrobinę postarzał :)

    2. Wiesz, dla mnie jednym ze szczytowych osiągnięć space opery to Saga Vorkosiganów (Barrayar) Lois McMaster Bujold, a ze staroci to jeszcze „Gwiazdy moim przeznaczeniem” Bestera. Nie znalazłem jeszcze nic z militarnej sf co by im w moich oczach dorównywało ;-) Taki mój gust…

    3. W tym komentarzu zabrzmiała nutka sugestii, że mogę nie znać Barryaru, poczułem się lekko urażony :) Cordelia i Miles to sam miód militarnej SF.
      A znasz Zimne błyskotki gwiazd i Linie marzeń Łukjanienki?

    4. To ja się czuję lekko urażony, że mogłeś podejrzewać mnie o to, że posądzam Cię o nieznajomość Barrayaru :-P
      Różnica punktów widzenia, Ty zaliczasz Barrayar do militarnej ja do space opery :-D
      No to vice versa.
      W tym komentarzu zabrzmiała nutka sugestii, że mogę nie znać Łukjanienki, poczułem się lekko urażony ;-)
      Pewnie, że znam. Tyle, że najwyżej stawiam Patrole :-)
      PS Jeżeli MAG ma słaby punkt, to on się nazywa właśnie Łukjanienko. Przypomniało się mi ;-)

    5. Z Barrayarem to sporo zależy od tomu, Stan niewolności i Ethan z planety Athos czytałeś może ? Z Ciekawości pytam, bo zwłaszcza to drugie jest ciężko osiągalne :)

    6. Ethana to czytałem zaraz jak wyszedł, jeszcze kupowałem wtedy trochę jak popadnie, a że nazwisko odpowiednie… i nigdy już nie wróciłem do tej powieści. Spiep… dobry pomysł, wykonanie fatalne imo. Teraz to pewnie na czasie, takie genderowe podejście, ale tyle niewykorzystanych możliwości.
      Stan Niewolności to inna bajka. Znakomita! :-)

Dodaj komentarz