Czytanie za granicą – Szwecja

szwecjaZaczynamy prezentację notek na temat czytelnictwa za granicą, okiem mieszkających tam Polaków. Jako pierwszą mam przyjemność przedstawić bookfę, która od jakiegoś czasu mieszka w Szwecji, zapraszam serdecznie, przyjmijcie ją gorąco !

Szwecja dla wielu to dziwny kraj

bookfa

Poproszona przez Janka o parę słów oczywiście nie mogłam odmówić, bo takim zaproszeniom się nie odmawia, tylko bardzo dziękuje i siada do pisania…

Szwecja to dla wielu dziwny kraj. Każdy czyta, a co drugi jest pisarzem. Jeżeli ktoś lubi statystyki, to mogę dodać, że każdy Szwed czyta ponad osiem książek rocznie. To nie jest żaden fenomen, chociaż czasami słyszę takie określenie. To jest po prostu starannie opracowany i konsekwentnie realizowany plan. Wiadomo, że nawyki najłatwiej wyrabia się w dzieciństwie, więc robi się wszystko, żeby zachęcić dzieci do czytania. W szkole nie ma żadnej listy lektur obowiązkowych, każdy czyta to, na co ma ochotę. Co dwa tygodnie każda klasa ma tzw. godzinę biblioteczną. Każdy wybiera wtedy do czytania co najmniej dwie książki, w tym jedną popularno-naukową. Z reguły jest to jednak cztery lub pięć tytułów, żeby wystarczyło na dwa tygodnie. Czyta się je w szkole i w domu. Na lekcjach, kiedy wszystko zostanie już zrobione, a do przerwy zostanie jeszcze trochę czasu, wszyscy wyciągają z ławki książki i czytają. Robią to chętnie, bo nie czytają tego co im się każe, tylko to co sami sobie wybrali. To działa!

Szwedzi bardzo lubią rodzimą literaturę, a kryminały wręcz kochają. Wydaje się wiele tytułów rocznie, w tym wielu debiutantów, jest w czym wybierać. Nowości w twardej oprawie kosztują 200 – 300 koron. E-book może kosztować nawet jedną czwartą ceny książki papierowej. Jeżeli jakiś tytuł dobrze się sprzedaje ukazuje się kilka miesięcy później w wersji pocket w cenie 40 – 70 koron.

Dwie największe czytelnicze imprezy roku to wrześniowe Targi książki w Goeteborgu i bokrea, która zaczyna się w ostatnim tygodniu lutego. To prawdziwa orgia dla moli książkowych. Ceny obniżone do maximum, specjalne promocyjne wydania popularnych tytułów, księgarnie otwarte od północy – raj, po prostu raj. Ludzie przeszczęśliwi taszczą nad ranem do domu ciężkie torby wypchane książkami. BOOKREA to wszechobecne wydarzenie przez duże W. Kiedyś niektóre sklepy częstowały wczesnorannych klientów śniadaniem. Piszę „sklepy”, bo w Szwecji książki sprzedaje się właściwie wszędzie, na stacjach benzynowych, w sklepach spożywczych, second-handach, a nawet w niektórych składach budowlanych.

Świetnie prosperują też księgarnie internetowe i lubiane przez wszystkich Szwedów biblioteki. Można w nich po prostu CAŁKIEM ZA DARMO wypożyczyć wszystkie nowości, które trafiają do bibliotek w dniu premiery. Poszukiwane tytuły biblioteki kupują w kilku egzemplarzach, żeby ten, kto jest ostatni w kolejce nie musiał czekać całą wieczność. W bibliotece, w której pracowałam mieliśmy zawsze jeden egzemplarz do tzw. ekspresowego wypożyczania, czyli tylko na cztery dni.

Można też w bibliotece wypożyczyć czytniki, a e-booki wypożycza się nie wychodząc nawet z domu, przez internet. Odkąd pojawiły smartfony, wirtualne książki są coraz bardziej popularne. Osobiście chętnie czytam w telefonie i uważam, że w ten sposób czyta się równie dobrze jak na czytnikach.

Starsze książki mają wartość prawie że symboliczną. Można je kupić za 5 – 10 koron. Na stacji recyklingowej na zielonym kontenerze przeznaczonym na makulaturę umieszczona jest informacja: tu wrzucamy gazety, broszury reklamowe, kolorowe magazyny i książki w wydaniu pocket.

Szwecja to jednak dość dziwny kraj…

O mnie:
nazywam się bookfa, większość swojego życia mieszkam w Szwecji

przez cztery lata dojeżdżałam do szkoły tramwajem nr 4, wysiadałam na przystanku przy księgarni wysyłkowej otwartej od godziny 7.00. Więcej nie muszę chyba dodawać?

kiedyś byłam przypadkową bibliotekarką ( polecam blogowe zapiski przypadkowej bibliotekarki), obecnie jestem zakurzoną kancelistką,

szósty rok piszę o przeczytanych książkach na blogu Lost In The Library,

przestałam liczyć posiadane książki (papierowe i e-booki), kiedy mój księgozbiór przekroczył pięć tysięcy,

nawet gdybym już nigdy nie kupiła żadnej książki, to i tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę,

nie posiadam prywatnego profilu na FB, ale blog ma tam swój fp,

można mnie spotkać co roku na sopockim spotkaniu blogerów, autorów i komentatorów blogów „A może nad morze? Z książką”, którego jestem współorganizatorką,

67 komentarzy Dodaj swoje
  1. Biblioteki mają to do siebie, że wypożycza się z nich za darmo – nawet w Polsce ;) Ale może powinniśmy czerpać przykład właśnie ze Szwecji, jeśli chcemy popularyzować czytanie, a nie z Francji czy Niemiec z ustawową ceną książki.

      1. A toś mnie zaciekawił. W ogóle nie kojarzę płatnych bibliotek w Krakowie! Gdzie takie dziwy się mieściły?

        Od zawsze praktycznie cała moja rodzina wypożycza w bibliotekach publicznych, więc Rajska, Jagiellonka, biblioteka AP, czy osiedlowe biblioteki są mi niestraszne. Ale nie przypominam sobie, żeby tam pobierali opłaty (no może w Jagiellonce jest jakaś opłata członkowska, ale jeżeli się było studentem UJ to się nic nie płaciło).

        Przyznam, że dawno nie byłam w żadnej bibliotece, ale obecnie te osiedlowe filie są doskonale wyposażone i wcale nie jest tak dużo chętnych na czytanie nowości (chociaż nie pojawiają się one niestety w dniu premiery).

        1. Jedna na bank była na Długiej, jeździłem tamtędy przez lata i jej witryna pełna nowości zawsze mnie kłuła w oczy. Moje osiedlowe są niezłe, ale dopiero rezerwacja we wszystkich filiach otwiera spore możliwości :)

    1. Chwilami mnie to dziwi, że jeszcze można wypożyczyć książki za darmo przy tym całym szaleństwie z ochroną własności intelektualnej. A w tym zdaniu o pożyczaniu za darmo zaginęło jedno ważne słowo: JESZCZE

    2. **joly_fh** chwilami mnie to dziwi, że jeszcze można wypożyczyć książki za darmo przy tym całym szaleństwie z ochroną własności intelektualnej. A w tym zdaniu o pożyczaniu za darmo zaginęło jedno ważne słowo: JESZCZE

  2. Byłam na jednych „targach”, był to dworzec główny we Wrocławiu. Byłam bardzo zszokowana, że maksymalna promocja na książki to 25% i to nie na wszystkie.
    W bibliotece dawno nie byłam (uraz z „dzieciństwa”), ale z tego co się orientuję, to u nas w bibliotece też nie trzeba płacić za wypożyczanie książek. Czy jest kilka sztuk tego samego tytułu? Naprawdę nie pamiętam.

  3. „Jeżeli ktoś lubi statystyki, to mogę dodać, że każdy Szwed czyta ponad osiem książek rocznie. (…) W szkole nie ma żadnej listy lektur obowiązkowych, każdy czyta to, na co ma ochotę. Co dwa tygodnie każda klasa ma tzw. godzinę biblioteczną. Każdy wybiera wtedy do czytania co najmniej dwie książki, w tym jedną popularno-naukową. Z reguły jest to jednak cztery lub pięć tytułów, żeby wystarczyło na dwa tygodnie.”

    Hmm, coś mi tu nie pasuje. Nie powinno być „osiem książek miesięcznie”? Bo skoro mówi się, że w Szwecji tyle się czyta, to te osiem rocznie wydaje mi się liczbą bardzo malutką :)

    A notka ogółem bardzo ciekawa. Fajny cykl! Chętnie poczytałabym o lekturach Czechów, bo kojarzę, że oni pochłaniają wiele książek.

  4. Jaki piękny pomysł na cykl! Świetna sprawa.

    Mam jedno pytanie: czytałam kiedyś, bodajże u Gretkowskiej, która kilka lat mieszkała w Szwecji, że tam autorzy dostają coś w rodzaju tantiem od wypożyczeń ich książek w bibliotekach – czy tak jest? I jeszcze jedno pytanie, to znaczy że nie ma czegoś takiego jak kanon szwedzkiej literatury – czy jest, ale nie wiąże się w żaden sposób z listą lektur?

    1. **Pyza Wędrowniczka** to prawda. Autorzy dostają ca 50 groszy od każdego wypożyczenia. Oznacza to tantiemy w wysokości kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy rocznie.
      Kanon literatury jest, ale jako lista lektur obowiązkowych dopiero na studiach filologicznych. W szkole średniej na języku szwedzkim analizuje się wybrane fragmenty wybranych dzieł klasyków. Liczy się, że kiedyś sięgną po całość. I czasem sięgają. Wiem to po własnych dzieciach.

  5. Bardzo lubię tego rodzaju wpisy. Szwecja wydaje się rajem dla moja książkowego i z chęcią bym się tam przeniosła :) Odkryłam również kolejny ciekawy blog, który z tego co widzę jest już od dość dawna, a ja na niego nie trafiłam… Mam nadzieję, że uda mi się nadrobić: dzięki Janek, bookfa :)

  6. Ej, no, my tez mamy dużo nowości. Biblioteka to już nie jest magazyn starych, prlowskich książek w szarych, odpadających okładkach. Teraz się nawet odchodzi od okładania w folię.
    Byłam w Szwecji na wycieczce i wparowałam do księgarni. Ceny, owszem, takie jak u nas, ale Oni zarabiają więcej niż my. Zalewu książek nie widziałam, chociaż w takiej „ichniej” biedronce byłam i mieli stoisko z książkami, czyli – też tak ja u nas. Fajnie byłoby tam sobie pomieszkać, żeby jeszcze podejrzeć jak tam u Szwedów.

  7. Ciekawy post :)

    W Norwegii też dzieci od małego są oswajane z książkami. Dużo czyta się małym dzieciom, a te starsze się zachęca do samodzielnego czytania. Zawsze się uśmiecham od ucha do ucha na widok dzieciaków, które z dumą niosą swoje książki z lub do biblioteki :D

  8. Dodałam blog do ulubionych i będę stałym czytelnikiem.
    Wiem, że dzieci wolą czytać nie lektury, a dowolne książki. Swoim uczniom pozwalam na lekcji, jak skończą wykonywać obowiązkowe cżynności.

    1. **ja.online** Bardzo się cieszę, że dzięki Jankowi odkryłaś mój blog i będziesz tam zaglądać. Zapraszam!
      Super, że pozwalasz dzieciom czytać na lekcji. Czytając nie przeszkadzają też tym, którzy jeszcze pracują.

  9. Trafiłeś w 100%. Już zacieram ręce na kolejny odcinek. Cieszę się, że zacząłeś od Szwecji, bo ogólnie Skandynawia bardzo mnie interesuje. Właśnie świeżo rzuciłam pracę w bibliotece powiatowej i choć pracowałam w dziale metodyki i promocji wiem jak u nas wygląda sprawa nowości itp. Takowe posiadają tylko właśnie powiatówki, albo duże biblioteki w miastach. Filie zawsze kiepsko przędą, żeby nie powiedzieć tragicznie. W mojej nowości były i to prawie równo z premierą, natomiast kolejki niemiłosierne! Świetny pomysł z promowaniem czytelnictwa od małego. Już dziecko ma prawo wyboru co będzie czytało i może to zrobić legalnie w szkole? Tego właśnie u nas brakuje. Wybór przynajmniej części książek powinien należeć do ucznia i tyle. Jeszcze raz gratuluję pomysłu na ten cykl:)

  10. Co prawda mieszkam tu dopiero półtora roku, ale mogę potwierdzić świetne wyposażenie biblioteki – nie tylko w języku szwedzkim, ale i innych. Polskie tytuły to nie tylko klasyka, ale także świeżo wydane pozycje. A jak czegoś nie ma a bardzo nam zależy to zawsze można poprosić pracownika biblioteki i No i możliwość wypożyczenia e-booków oraz audiobooków online! Wszystko oczywiście za free.

    Potwierdzam wydarzenie pt. BOKREA w księgarniach i marketach, sama w tym roku wzięłam udział ;) Po 2 tygodniach (w niektórych miejscach czas jest dłuższy) od rozpoczęcia wyprzedaży cena spada do 50% ceny przecenionej (tym samym na mojej półce stoi teraz kilka szwedzkich książek z 2014 roku w twardej oprawie, zdobytych za 35 koron za sztukę, czyli w przeliczeniu jakieś 18 zł, gdzie cena nowej to ok. 250 kr). Do tego jeszcze second handy, w których zawsze jest mnóstwo tytułów, w większości całkiem nowych i w świetnym stanie, za 10 lub 20 koron. Starsze tytuły to nawet po koronie można zdobyć – zarówno w lumpeksach, jak i bibliotekach. Poza tym często można wręcz otrzymać książki od osób, które chcą zrobić porządki na swoich regałach – tak właśnie dostałam torbę IKEI pełną literatury pięknej, dzięki czemu mogę szkolić swój szwedzki. W kilku centrach handlowych widziałam też miejsca, w których ludzie zostawiają książki i inna osoba może sobie je po prostu wziąć, przeczytać i zatrzymać lub też przynieść ją z powrotem na to miejsce, by i inni mogli z pozycji skorzystać.

    Choć zgadzam się ze stwierdzeniem, że „Szwecja to dziwny kraj”, to ich kulturę czytelniczą uwielbiam :)

  11. Mieszkam w Holandii i widzę, że tutaj dużo ludzi czyta. Księgarnię odwiedzam codziennie (bo jest tam punkt pocztowy) i w dziale książek dla dzieci zawsze jakieś szkraby buszują.
    Jak mieszkałem w Polsce to bardzo chętnie korzystałem z biblioteki. Z nowościami nie było najgorzej, choć to niewielka mieścina. Teraz najczęściej kupuję książki lub wymieniam się ze znajomymi. Poczta nieźle zarabia ;-) No i przekonałem się do audiobooków (ze względu na moją pracę mogę im sporo czasu poświęcić). I powoli się przekonuję do e-booków.
    Wpis bardzo ciekawy, chętnie będę zaglądać na bloga i czekać na kolejne notatki z tej serii.

  12. Dwa kluczowe dla mnie zdania – ” E-book może kosztować nawet jedną czwartą ceny książki papierowej.” oraz „Można też w bibliotece wypożyczyć czytniki, a e-booki wypożycza się nie wychodząc nawet z domu, przez internet.” :)

    1. Dokładnie, książki elektroniczne są w Polsce stanowczo za drogie. No i możliwość wypożyczenia czytnika jest świetnym pomysłem,tak prostym, że pewnie nikt na niego w Polsce nie wpadnie ;)

      1. Myślę, że już sporo osób wpadło, ale z tego, co słyszałam, nie ma regulacji prawnych regulujących u nas takie wypożyczanie — to znaczy jak zaopatrzyć bibliotekę w takie cuda, czy e-book ma licencję na wypożyczanie, co zrobić, kiedy czytnik się popsuje i tak dalej. Niby dla chętnego nic trudnego, ale patrząc z punktu widzenia szefa instytucji takiej jak biblioteka, może być trudno. A dwa: zagadzam się, e-booki mogłyby być tańsze; wierzę, że będą :).

  13. O jakich krajach bym nie czytała to i tak lepiej u nich wygląda czytelnictwo, niż u nas. Statystycznie oczywiście, bo ja i tak kręcę się wokół ludzi, którzy czytają po 2-10 książek miesięcznie. ;)

      1. No wlasnie. Mieszkam w Hiszpanii. Jesli chcesz, moge cos na temat czytelnictwa w mojej czesci Iberii powiedziec. Swietny cykl. Trafilam tu dzieki Pyzie i zostaje, jesli nie masz nic przeciwko.

Dodaj komentarz