Książki w Agorze, czyli zaczęło się od spóźnienia

sciankaWsiadłem wczoraj do pociągu, zdecydowanie nie byle jakiego tylko takiego z Krakowa do Warszawy. Z jednej strony pełen radości z drugiej strony z obawami. Radość, bo w końcu poznam osobiście wielu ludziom z którymi dotąd miałem kontakt wyłącznie elektroniczny, obawy, bo trzeba jakoś wypaść i wstydu Tramwajowi nie przynieść. Po jakimś czasie radość i obawy odeszły w cień. Wylazły za to najmroczniejsze części mojej osobowości pragnące zrobić  coś złego całemu PKP, pociąg na 3 godzinnej trasie miał 2 godziny opóźnienia, sam miód. Ja rozumiem, że mogło się coś stać na trasie, ale obsługa pociągu traktująca tak wielkie opóźnienie jak coś najzupełniej normalnego wywołała u mnie prawie atak apopleksji.

W końcu dojechałem, wypadłem, popędziłem i wpadłem. Akurat na końcówkę rozmowy z Karpowiczem. Może nie byłem w temacie,  może ja jakiś inny jestem, ale mnie nie urzekło do końca. Sońkę pewnie w końcu kupię, bo pytania, które padły z sali, zdecydowanie zachęcały, ale autor jakoś blado wypadł, może chory był. Potem krótka przerwa i zacząłem poznawać towarzystwo, które było naprawdę przemiłe i bardzo różnorodne. Od Panów w średnim wieku po Panie, które prawdopodobnie mogłyby być moimi córkami. Od tych, co przyjechali autobusem, po tych, którzy wstali o 4 rano, aby zdążyć. Ale jeden mianownik był dla dla wszystkich wspólny, sami czytacze, no i wszyscy przemili. Pogaduchy przy makaronie, wymiana poglądów przy babeczce i musie czekoladowym (pyszny był), a dla niektórych takie tam na ściance z Ignacym Karpowiczem.

Po chwili przyszedł Mariusz Szczygieł i zaczął mówić o uwodzeniu czytelnika. Przyznać trzeba, że zna się na rzeczy, bo mnie totalnie uwiódł swoją opowieścią o sposobie pisania reportaży. Spotkanie miało trwać około godziny, a skończyło się po półtorej, pewnie gdyby nam pozwolili, to skończyłoby się jeszcze później. Potem jeszcze zbyt krótka kawa/piwo/lemoniada w przemiłym towarzystwie pod Złotymi tarasami i trzeba było wracać, bo niestety PKP się spóźnia, ale na klienta nie poczeka.

Było znakomicie, zrekompensowało całkowicie dwugodzinne stanie w polach, chciałem wszystkim podziękować za możliwość poznania was, a szczególnie Eli Zdanowskiej, która to wszystko zorganizowała.

P.S.

Janku dzięki bardzo za podzielenie się Katem

P.S. 2

Viv nie było gdzie kupić nic Szczygła :/

43 komentarze Dodaj swoje
          1. Nie można dobijać chorego autora, więcej empatii, moi złośliwcy :) A streszczanie Sońki przez prowadzącego było żałosne, chciałem to przeczytać :(

    1. Idź do Ani, ona ma :)
      http:\\soy-como-el-viento.blogspot.com/
      Ja niewiele fociłem, głównie lewy profil Szczygła, bo zachwalał że lepszy :)

  1. A mnie się Karpowicz podobał, choć chyba bardziej przy ściance niż na scenie. Może dlatego, że zirytowało mnie streszczanie „Sońki”. Całe szczęście, że akurat tę książkę przeczytałam, ale mimo wszystko… :/

  2. Najbardziej żałuję, że nie było mnie na rozmowie z panem Szczygłem (Janku, nie przejmuj się, jakbym pomyślała, to bym wcześniej uderzyła do Ciebie z moim Gottlandem). Podziwiam tych wszystkich, którzy wstali baaaardzo wcześnie rano, by dotrzeć :). No i pozostaje mieć nadzieję, że następna taka okazja wypadnie w takich okolicznościach przyrody, że nie będę musiała dokonywać trudnych wyborów :)

  3. obrażać się z tych panów w średnim wieku, czy nie? hmmm
    ale faktycznie panowie jacyś tacy bardziej stateczni (przypruszeni siwizną i chyba w 100 %nieogoleni) trafili na spotkanie (albo to Panie tak świetnie się trzymają i wydają się młodziutkie).
    Żałuję, że zgodnie z obietnica daną rodzinie musiałem szybko wracać…

  4. Zrobię Ci przyjemność, przyznam się, że Ci zazdroszczę tego spotkania :-) (:-P)
    No a „Sońkę” to Ty przeczytaj wreszcie. Książka jest po prostu…. urzekająca (?), brak mi słów, żeby się precyzyjnie wyrazić. Dlatego o niej nie pisałem, nie z lenistwa, jak to u mnie, tylko zupełnie świadomie… No cóż z tej strony mnie nie poznałeś – lubię prozę Ignacego Karpowicza, chyba pierwszy raz publicznie o tym wspominam ;-)

    1. „Sońkę” pewnie przeczytam, ale za „Ości” nie wiem czy się wezmę. Pewien Znany Pan Bloger Książkowy którego cenię byl uprzejmy stwierdzić, że ta książka nie ma fabuły ;)

  5. Jak przeczytasz najpierw „Sońkę”, to nawet nie zaczynaj innych książek Karpowicza. Pozostałe są napisane w zupełnie innym stylu, ale „Sońka” jest zdecydowanie najlepsza.

    1. Masz niestety rację, koleżanka zachwycona „Sońką” przeżyła lekki szok przy lekturze, nie że „ości”, bo to bym zrozumiał, ale przy „Balladynach i romansach”. Powinno się zaczynać przygodę z twórczością Karpowicza od wcześniejszych powieści.
      A „Sońka” jest, powtórzę to co napisałem u Ciebie, pięknie mocna… i już :-)

  6. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym gdzieś dotarła na czas jadąc pociągiem. PKP unikam jak ognia, bo kończy się zawsze tak samo – nerwami i problemem.
    Ela Z. delikatnie zasugerowała, gdy jej płakałam w mailu, że nie mogę przyjechać, że to nie ostatnie takie spotkanie, więc jest nadzieja, że przy następnej okazji:
    a) spotkam się z Wami,
    b) przyjedziesz innym środkiem transportu,
    c) spotkanie będzie rozkręcone od samego początku.
    Pozdrówka, Ania

    1. Ania ja zdecydowałem się, bo trzy razy pod rząd nie miałem najmniejszych problemów, za każdym razem jeśli pociąg miał spóźnienie, to je nadrabiał. A z Krakowa do Warszawy jednak najrozsądniejszy jest pociąg, tylko wcześniejszy.
      Mam nadzieję, że zobaczymy się jednak wcześniej czyli w Krakowie.

  7. Był pan Szczygieł, więc musiało być cudownie :D Zazdroszczę! Czekam na targi, bo już mi brakuje tych spotkań z blogierami ;)

    PS. Wczoraj o 3 w nocy kończyłam swój post o 10 książkach i:
    a) nie wiem czy już brałeś udział w tej zabawie,
    b) nie wiem czy już cię zapraszałam
    c) nie wiem czy nie zasnęłam na klawiaturze…

    ale jakby co to zapraszam :D

Dodaj komentarz