You are here
Adrian (Secrus) Książka 

„Sieroce pociągi” – Tułaczka porzuconych…

sieroce_goraNasze przeżycia to ciąg powtarzających się od stuleci zdarzeń, którym ktoś już kiedyś stawił czoło. Jeśli zadręczamy się myślą, że nigdy nie znajdziemy na świecie, teraz lub w przeszłości, bratniej duszy, jesteśmy w błędzie. Nie ma problemu, którego ktoś przed nami nie doświadczył, nie uporał się z nim i nie napisał o tym książki. Nie zawsze dane nam jest znaleźć wsparcie tuż obok, ale czasem, przy odrobinie szczęścia, mamy szansę zrozumieć kogoś, kto rozumie nas, bo akurat wie na podstawie własnych przeżyć, co tak bardzo więzi nas w poczuciu nieszczęścia.

Tym razem w Szmaragdowej Serii Czarnej Owcy – cyklu powieści podejmujących temat rodzinnych dramatów osadzonych w trudnych czasach – Christina Baker Kline przywołuje wspomnienie przygnębiającego skrawka historii Stanów Zjednoczonych. W latach 1854-1929 „sieroce pociągi” podróżowały przez Amerykę, przewożąc osierocone, porzucone dzieci z jednej stacji na drugą, skąd udawało im się trafiać do domów dobrych ludzi. Przerażająca tułaczka sprzed istnienia instytucji opieki społecznej nie zawsze jednak kończyła się dla tych biednych samotników pomyślnie – często adopcja była jedynie przykrywką do zatrudniania bezpłatnej siły roboczej, zdarzały się rodziny patologiczne i przypadki łamania jakichkolwiek praw dziecka. Pamięć o traumatycznych losach sierot przetrwała, choć to wciąż mało znany epizod historii.

Rok 2011. Molly już w wieku ośmiu lat została przygarnięta przez swoją pierwszą rodzinę zastępczą. Później były następne, mnóstwo nowych środowisk i zasad, których nie przestrzegała. Jej ojciec zmarł w wypadku samochodowym, a załamana matka oddała córkę do sierocińca. Teraz Molly, w ramach prac społecznych za próbę kradzieży książki z biblioteki, musi pomagać 91-letniej Vivian Daly, bogatej staruszce mieszkającej w olbrzymim domu. Nie wie jeszcze, że kobieta ma z nią znacznie więcej wspólnego, niż obie mogłyby przypuszczać. Razem porządkują strych, otwierając i przeglądając zawartość pudeł opisanych bardzo odległymi datami. Vivian była pasażerką „sierocego pociągu”, pochodzi z irlandzkiej rodziny, która wyemigrowała do Ameryki. W ich mieszkaniu, w kamienicy pewnego Polaka, wybuchł pożar i niemal cała rodzina zmarła w płomieniach. 9-letnia dziewczynka trafiła do Children’s Aid, a stamtąd, bez niczego, w podróż od stacji do stacji. Teraz wracają wspomnienia, przedmioty ze strychu ożywiają jej młodość i staruszka zaczyna opowieść swojego życia. Historię, która zbliży ją do Molly.

Wiem, że skrót fabuły wyszedł obszerny, ale olbrzymim atutem „Sierocych pociągów” jest właśnie tło historyczne i tematyka, jaką podejmuje Baker Kline. Po kilku rozdziałach zauważamy, że będziemy śledzić akcję powieści w dwóch ośrodkach czasowych: w latach 1929-43 i w roku 2011. Autorka w krótkim wywiadzie zamieszczonym na ostatnich stronach zauważa, że bardzo często, gdy historia przeskakuje między dwiema odległymi przestrzeniami, jedna z nich przoduje i bywa po prostu ciekawsza; to na nią czekamy, traktując drugą z mniejszą uwagą. Trzeba przyznać, że Christina Baker Kline postarała się, by skutecznie zniwelować podobne wrażenie: współczesność i przeszłość przenikają się tak harmonijnie, tak finezyjnie na siebie oddziałują, że czytając o Molly, myślimy co prawda o historii Vivian, ale wcale nie chcemy, by ta obecna szybko się skończyła. To zasługa niewielkich powiązań podsuwanych przez autorkę i współpracy obu wątków – poruszają ten sam temat, ale używają do tego innych, lecz zawsze autentycznych środków.

„Sieroce pociągi” to rasowy dramat, który skłania do przemyśleń, wprowadzając czytelników w smutny, wyciszający nastrój. Pierwsze angażujące sceny na kolejnych stacjach czyta się z bólem – zdarzało mi się oglądać filmy o opuszczonych dzieciach, czytać książki w pewien sposób analizujące uczucia sierot, ale tutaj wszelkie brudy życia wydają się tak realne, tak żywe i namacalne, że trudno nie współczuć, nie przerzucać nerwowo kartek i nie starać się uciekać od tej przerażającej myśli, że to wszystko działo się naprawdę. Te dzieci żyły w ciągłej niepewności, w ciągłym ruchu, jak towary, które rozwozi się do klientów, by ci z wybrednym grymasem na twarzy mogli wybrać odpowiedni dla siebie, oglądając potencjalny zakup z każdej strony, zaglądając do buzi, by ocenić stan zębów. Jak czuło się dziecko, gdy „po wszystkim” słyszało z ust opiekuna: Wybrane przez was dziecko dostaną państwo za darmo (…) na dziewięćdziesięciodniowy okres próbny. Po upływie tego czasu będziecie mogli je odesłać, jeśli taka będzie wasza wola? Jak reklamacja, sprzedaż telewizora po promocyjnej cenie…

Fabuła „Sierocych pociągów” skupia się na kolejach życia Vivian Daly. Następujące po sobie domy, rodziny i obyczaje determinujące los małej Irlandki przenoszą nas z jednego miejsca w drugie, każąc przyzwyczajać się do nowych warunków niemal tak nagle, jak czyniła to bohaterka. Na uwagę zasługuje jej portret psychologiczny – przypadł mi do gustu sposób, w jaki autorka traktuje Vivian; zna doskonale przeszłość staruszki i potrafi kreślić jej wpływ na przyszłe poczynania sieroty. Szczególnie spodobał mi się rozdział, w którym nastoletnia już dziewczyna styka się za sprawą wyluzowanych koleżanek z „normalną” rzeczywistością. Wizyta w kinie, a potem w klubie, niemożność przełamania się i pełnego oddania zabawie, jak jej przyjaciółki. To nie tylko skutek introwertycznej duszy, to efekt przeżyć, które zdeterminowały jej obronną postawę wobec świata.

Kończąc już: wstrząsnęła mną tematyka, ale nie samo jej ujęcie. Gdyby nadać lekturze jeszcze żywszych kolorów, zmniejszyć tendencyjność niektórych elementów i pomyśleć nad dynamizmem narracji, „Sieroce pociągi” stałyby się książką wyjątkową w każdym aspekcie – teraz jest to solidna pozycja dla ludzi, których dramatyczne historie nieszczęść poruszają i wciąż na nowo uczą. Lekturze nie udało się uciec momentami od przewidywalności opowiadanej historii oraz spłycenia niektórych jej aspektów – włączając zakończenie. Wątek Molly też może być dla niektórych zaledwie dodatkiem; niekoniecznie niezbędnym, bo nierozwiniętym tak, jak przeszłość Vivian. Myślę jednak, że nawet czytelnicy lubujący się na co dzień w prozie typowo gatunkowej znajdą u Christiny Baker Kline cząstkę siebie. Zachęcam do poznania opowieści o odrzuceniu, trwającej całe życie walce o szczęście, o samotności oraz tułaczce po świecie – tak symbolicznej, jak dotkliwie realnej. Życiowy dramat podany w pełnej smaku otoczce. Chwilami waham się, czy znakomity temat nie dał książce więcej niż sama realizacja, a przez to mógłby zostać zobrazowany jeszcze lepiej, ale po co kręcić nosem – „Sieroce pociągi” to dobra, przejmująca opowieść.

Podsumowanie:
Tytuł:
Sieroce pociągi
Autor: Christina Baker Kline
Wydawca: Czarna Owca 2014
Moja ocena: 7/10

Related posts

16 thoughts on “„Sieroce pociągi” – Tułaczka porzuconych…

  1. Moja wakacyjna lektura. Pierwszy raz zdarzyło mi się przy książce, której akcja rozgrywa się teraz i w przeszłości, że nie faworyzowałam żadnego z wątków, oba bardzo mi się podobały. Może faktycznie można było z tej historii zrobić arcydzieło, ale generalnie zgadzam się z Tobą, ze i tak jest to niezła literatura :)

    1. Secrus

      Dla mnie też to była pewna nowość, że mimo iż wątek Vivian był odrobinę ciekawszy i bardziej intrygujący, to wcale nie męczyła/nudziła mnie historia Molly, a buszowanie po strychu i rozmowy bohaterek autorka przedstawiła świetnie ;) Mogło być lepiej, ale „Sieroce pociągi” swoją rolę spełniają rzetelnie.

  2. Czytam już o tej książce po raz kolejny i znów jestem zaintrygowana „Sierocymi pociągami”. Dość trudna tematyka, ale jak najbardziej chciałabym poznać tą historię. :)

    1. Secrus

      Tematyka trudna, ale podana w zaskakująco przystępny sposób.Warto, jeśli lubisz takie opowieści :)

  3. A ja zdecydowanie byłam w #teamVivian – jak już tak się wkręciłam w mundialowy klimat – i wątek Molly był dla mnie tylko nie do końca potrzebnym dodatkiem. Ale może właśnie dlatego, że był nierozwinięty.
    Poza tym, dobra książka, chociaż zakończenie było dziwne i całkiem dla mnie niezrozumiałe.

    1. Secrus

      Rozwinięcie wątku Molly odrobinę by pomogło i dorównało Vivian na pierwszym planie, choć takie krótkie przerwy w tej pełnej dramatyzmu historii Niamh moim zdaniem były potrzebne i zrealizowano je dobrze. Zakończenie przede wszystkim bardzo uproszczone i szybkie, troszkę niepasujące do całej opowieści.

  4. Książka jest zbyt ugładzona, wymowa za słaba. To wstrząsający temat, oczekiwałam czegoś, co mnie mocno poruszy. A nie poruszyło za bardzo. Coś w stylu „Szarych śniegów Syberii” Sepetys.

    1. Secrus

      O „Szarych śniegach Syberii” słyszałem same dobre opinie – osobiście jeszcze nie czytałem. Mnie też sposób przedstawienia historii nie wzruszył, chwilami właśnie wymowa mogłaby być silniejsza, ale znalazłem też sporo zalet. Choć prawda, ma się wrażenie, że autorka dobrze przygotowała się pod względem rysu historycznego, ale brakło jej determinacji, by zajrzeć głębiej i uczynić „Sieroce pociągi” po prostu mocniejszym doznaniem. Niemniej książka w ogólnym rozrachunku prezentuje dobry, równy poziom.

  5. Dokładnie jak „Szare śniegi…” – bardzo dobrze napisana, czyta się z zapartym tchem, temat fascynujący i bardzo ważny. Niby wszystko wspaniale, ale wszystko jakby przykryte półprzezroczystym welonem. Za słabe, zbyt uproszczone – dostosowane dla amerykańskiej młodzieży.

    1. Secrus

      Różne też są koncepcje ukazywania takich problemów – czasem autorzy świadomie decydują się na nieepatowanie tragizmem (nawet jeśli jest on pożądany), kierując książkę właśnie do konkretnie sprofilowanej grupy odbiorców. Do „Szarych śniegów…” się nie zrażam, choć zapaliłaś mi żółte światełko, głównie przez epitety „słabe i zbyt uproszczone” ;) A co do amerykańskiej młodzieży – aż tak bym tego nie nazywał, to ewentualnie tylko jedna z większej ilości grup, które książka zadowoli.

  6. Jesteś kolejną osobą, która namawia mnie na tę książkę,a ja coraz bardziej nabieram na nią apetyt.

    Zaś w „sierocym” temacie (jakkolwiek by to brzmiało), ale trochę z innej strony namawiam na literacki reportaż „Skrzydło anioła” Jolanty Krysowatej.

    ps. Do zobaczenia w sobotę w Agorze.

    1. Secrus

      Postaram się mieć na oku ten reportaż i, gdy tylko znajdzie się okazja, sprawdzić na własnej skórze. Zwłaszcza że „Sieroce pociągi” zachęcają do własnego zgłębiania tematu.

  7. Czeka już na mnie na półce i czeka na ugryzienie – niebawem :D

    1. Secrus

      To ja czekam w takim razie na Twoją opinię ;)

  8. Oczywiście słyszałam o tej pozycji już parokrotnie. Jak na nią trafię to z pewnością przeczytam :)

  9. […] i Woltera :) „Sieroce pociągi” dostałem od wydawnictwa Czarna Owca, recenzowałem TUTAJ. „Bota” i egzemplarz przedpremierowy „Inicjałów zbrodni” dostałem w […]

Dodaj komentarz