You are here
Adrian (Secrus) Z zakurzonej półki 

[Z zakurzonej półki] „Dawca” – „Dziękujemy za twoje dzieciństwo”

dawcaUniwersum „Kwartetu Dawcy” to niewiarygodne miejsce. Odległa przyszłość, której kształt ewoluował przez wieki, tworząc świat szczątkowo przypominający naszą rzeczywistość. Bijąca zewsząd jednakowość – ten sam klimat, niezmienna pogoda, jedyny, bezbarwny kolor. Nieznajomość tęczy, deszczu, emocji przy zjeżdżaniu z góry na sankach, zapachu świąt i rodzinnego ciepła. Brak wspomnień, uczuć i możliwości wyboru. Dziwaczne frazy, którymi jesteśmy ostrzeliwani na każdym kroku: zwolnienie dziecka lub starca Poza Granicę, otrzymywanie małżonków, ceremonie wyboru dzieci, zamawianie ich z wyprzedzeniem, jakby były książkami nierówno rzuconymi na biblioteczną półkę. Podział na osiedla, komórka rodzinna zamiast po prostu rodziny, wypluwający morały rodzice przypominający bardziej roboty niż troskliwych opiekunów, odpowiednio wyselekcjonowane rodzicielki, praca lub partner życiowy dobierani odgórnie przez starszyznę osiedla. Wreszcie zwyczaje, które uderzają sztucznością: mechaniczne opowiadanie o uczuciach, poranny rytuał relacjonowania snów całej rodzinie, obowiązkowe zażywanie pigułek zatrzymujących popęd seksualny. I jeszcze przepisy spotykane na każdym kroku. W pierwszych chwilach czujemy się w tym świecie nieswojo, sztucznie, wszystko wokół ktoś parszywie wyprał z emocji i wygładził, jakby ludzie byli tylko marionetkami. Książka tapla się w dystopijnym błocku, ale przebrana w pozornie utopijne, tkane złotą nicią szaty. A nam, im dłużej tkwimy w tej wizji, tym bardziej jej absurdalność zaczyna doskwierać. Tak się właśnie pozyskuje czytelnika!

Poznajemy jedenastoletniego Jonasza, który za kilka dni weźmie udział w ceremonii dwunastolatków – ostatnim szczeblu ku dorosłości. Wtedy, u schyłku wieloletniej obserwacji, zostanie mu przydzielona rola w społeczeństwie, jaką będzie odgrywał przez resztę życia. Chłopiec okazuje się jednak wyjątkowy – trafia na szkolenie do starca zwanego Dawcą. Zadaniem mężczyzny jest przekazać swemu następcy wszystkie możliwe wspomnienia z odległej przeszłoś. Przez następne dni, tygodnie i miesiące Jonasz pozna uczucie słonecznego ciepła rozlewającego się po plecach, zapach świeżo ściętej trawy i krwistą barwę dojrzałego jabłka. Dowie się też, co znaczy samotność, głód i wojna, ból oraz odrzucenie. Im głębiej zanurzymy się w relacjach Jonasza i Dawcy, a także przywykniemy do rytmu książki, tym szybciej zapomnimy o początkowym szoku w zetknięciu z wizją Lowry. Okaże się, że nauka Jonasza daje satysfakcję nie tylko jemu, ale także nam, chłonącym treść książki z zapartym tchem. Z każdym kolejnym rozdziałem zdawałem sobie sprawę, jak szybko Dawca brnie ku końcowi, choć chciałem poznawać ten świat dłużej. Świat, w którym utopia stopniowo odzierana jest z zalet, bo okazuje się wcale nią nie być – to silny bodziec zarówno dla młodszych czytelników, jak i tych w pełni ukształtowanych. Iluzja brutalnie odsłaniająca faktyczny, negatywny stan rzeczy, zawsze uderza i frapuje.

Dawca jest po części powieścią inicjacyjną, bo wprowadza swojego nastoletniego bohatera w dorosłość, dając mu szansę przełamywania młodzieńczych złudzeń i otwierając drogę ku dorosłości. To także dystopia, ponieważ kreuje negatywny obraz przyszłości wyprowadzonej z realnych przesłanek. Co prawda młodzieżowa, gdyż daleko jej chociażby do odczuwalnego każdą cząstką ciała katastrofizmu Goldinga lub złożonych wizji innych klasyków, ale znajdująca zainteresowanie odbiorcy w każdym wieku. Autorka poświęciła dużo miejsca  nieśpiesznemu zarysowaniu swojego pomysłu, chcąc w najważniejszych etapach lektury uświadomić czytelnikom, jak niedoskonały w swej doskonałości jest świat osiedli, komórek rodzinnych i powszechnej inwigilacji. Jakie emocje wywołuje to podczas czytania? Dość powiedzieć, że gdy Jonasz uczył się o naszej rzeczywistości i z pokpiwaniem w głosie wspominał o możliwości indywidualnego wyboru pracy lub partnera, początkowo wydawało się to zabawne, ale już po chwili zaczęło zastanawiać. Jak przyjęlibyśmy jego świat, gdyby pewnego ranka wdarł się do naszej codzienności? Ponadto od prostych, życiowych dialogów bije cała paleta uczuć: smutek, radość, zatroskanie, ukojenie, spokój – smutek na przykład, gdy chłopiec oszukuje siebie, że wcześniejsze metody życia były niepraktyczne i nie mogłyby się sprawdzić w jego życiu, ale tak naprawdę pokochał wizję świąt w rodzinnej atmosferze, dziadków uśmiechających się serdecznie i deszczu postukującego o okienny parapet. Nawet za cenę wojen, bólu i samotności.

W potoku tych znaczeń może się wydawać, że książka Lois Lowry jest literaturą wymagającą – nic bardziej mylnego. Styl przejawia wszelkie cechy ładnej prostoty, jest nieskomplikowany, za to naprawdę lekki i przyjemny. Oprócz poważnych rozmów Dawcy i Jonasza, dostaniemy też odrobinę humoru (głównie w pierwszej fazie książki) – beztroskiego i pogodnego, w sam raz, by wywołać na twarzy szeroki uśmiech. Wszystko jednak, czym Dawca pozyskuje sobie czytelników, ma słodko-gorzki smak. Pamięć to olbrzymi dar, ale nie składa się z samych dobrych wspomnień; praca Dawcy to wyróżnienie dające szacunek, lecz odbierające przyjaciół – to wieczna samotność i walka z odmiennością w słusznej sprawie. I choć wszystko wydaje się być podane wprost, ma swoją subtelną głębię, która może uwieść.

W dystopii najważniejsza jest wizja, ona gra pierwsze skrzypce i to ona utrzymuje ciężar całej fabuły. Można zarzucać Dawcy, że nie dorównuje Orwellowi, Huxleyowi czy Zamiatinowi, że momentami naiwne i nierozwinięte uniwersum pozbawiono głębszej psychologii, sytuującej je w jednym szeregu przy największych dziełach gatunku. Jeśli jednak nastawimy się na silną warstwę emocjonalną w solidnie dramatycznej science fiction i damy szansę dość oczywistym racjom, poruszanym w książce pięknym i wzruszającym językiem, nie zawiedziemy się. Może przeżyjecie nawet małe katharsis, może Lowry otworzy wam oczy na pewne tematy? Cieszę się, że pośród mniej lub bardziej trafionych reedycji starszych tytułów znalazł się Dawca – książka mogąca przypaść do gustu każdemu i udanie z tej możności korzystająca. Polecam, nie tylko w okresie wielkiego zainteresowania filmową wersją oraz w czasach nowej młodości młodzieżowych utopii, ale po prostu, jako cudowną opowieść o życiu i człowieczeństwie.

Podsumowanie:
Tytuł:
Dawca
Autor: Lois Lowry
Wydawca: Galeria Książki 2014  (premiera: 1993)
Moja ocena: 9/10

lubimyTekst jest oficjalną recenzją dla portalu lubimyczytać.pl

Related posts

12 thoughts on “[Z zakurzonej półki] „Dawca” – „Dziękujemy za twoje dzieciństwo”

  1. O książce dowiedziałam się z kina :D Wszyscy wychwalają, cieszą się… a ja tak po prawdzie widzę w tym Equilibrium dla młodzieży. Film była fajny, nawet fantastyczny, jednak nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że jednak mi się nie spodoba.

    1. Secrus

      Właściwie „Equilibrium” już było wariacją na temat „Fahrenheit 451” połączonego ze stylistyką „Matrixa”, poza tym zrealizowano ten film długo po książkowym „The Giver”. Ale o tym wiadomo, nie trzeba daleko szukać. Ja o filmie natomiast dowiedziałem się, gdy przeglądałem rankingi na Goodreads i trafiłem na „Dawcę” (książka jest megapopularna za granicą). Film sprawił, że wznowiono polskie wydanie, i bardzo dobrze, bo trudno byłoby mi dostać egzemplarz. Skojarzenia filmu z „Equilibrium” będą i są dość oczywiste, ale z wychwalaniem kinowego „Dawcy” też nie jest tak do końca – oceny internautów nie zachwycają, części moich znajomych film przypadł do gustu, ale pozostali byli zawiedzeni. Sam nie oglądałem, ale z tego co słyszałem, to zrobili z adaptacji typową s-f dla młodzieży, tam bohaterowie wyglądają chyba na osiemnasto-/dwudziestolatków, a przecież w książce dorosłość osiąga się w wieku lat dwunastu i tyle też wiosen ma Jonasz. Jak obejrzę, to skonfrontuję wrażenia, ale na razie zupełnie odcinam książkę od filmu: widać, że ten drugi miał być po części miksem podobnych produkcji, które zarobiły, a proza Lois Lowry była dobrą podstawą, by coś takiego stworzyć.

      1. Samego filmu nie widziałam, ale na zwiastunie było, że film na podstawie książki. No i owy zwiastun mnie nie porwał. Natomiast po powrocie do domu, odszukałam książkę i najpierw pomyślałam, że fajnie coś jak equilibrium, a później pomyślałam o zwiastunie, który był nijaki (ani zły ani dobry). Nie będę się zapierać rękami i nogami przed książką… ale zachęcona się nie czuję (ciągle w głowie mam zwiastun), pomimo, że tak pięknie zachęcasz :)

        PS
        To nie ja zmieniam swoje zdjęcia, to robi Waza strona :/

        1. Secrus

          A to ja się tylko zgodzę, że mnie też zwiastun nie zachęcił :)

          PS Jak rękawiczki, co komentarz, to inne :D

  2. To jeden z tych amerykańskich klasyków, obowiązkowych lektur, które tak naprawdę powinno się poznać. Lektura jeszcze przede mną, film też i jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że tak entuzjastycznie „The Giver” oceniłeś :)

    1. Secrus

      Lubię odkrywać takie amerykańskie „must read”, które u nas są średnio popularne. Dziwnym zbiegiem okoliczności dowiedziałem się o „Dawcy” niedługo przed premierą filmu, o której do tej pory nie wiedziałem. Natomiast lektura naprawdę na mnie wpłynęła i zarówno recenzję, jak i ocenę wystawiłem pod wpływem silnego impulsu i nieustającego wrażenia, a to jest przy okazji takiej literatury najważniejsze :) Czekam na recenzję i po cichu liczę, że się nie zawiedziesz :D

  3. Jak czytam takie recenzje, zastanawiam się czemu ja tak nie potrafię. O książce tej faktycznie zrobiło się u nas głośno za sprawą filmu, wcześniej o niej nie słyszałam, myślałam nawet początkowo, że to jedna ze współcześnie napisanych, tak modnych dystopii. Szczerze mówiąc nie przepadam, ale Dawcę wpisałam sobie na listę lektur.

    1. Secrus

      Dzięki za miłe słowa ;) Proponuję pisać, pisać i jeszcze raz pisać – to nie dar otrzymany z góry, tylko rzemiosło, które szlifuje się jak wszystko inne. Recenzje też wychodzę lepsze i gorsze; z tej akurat jestem zadowolony, bo miałem o czym pisać i co wychwalać. Najlepiej pisze się o książkach, które wywołują duże pokłady emocji.
      Obecnie jest mały przesyt współczesnymi dystopiami, ale od jakiegoś czasu nadrabiam te starsze, najbardziej klasyczne, i jest rewelacyjnie (z dystopii, anty- i utopii był już Golding i Burgess, teraz Lowry, na półce czeka Huxley, a potem powtórnie po podejściu w liceum Orwell). Warto sięgnąć do tych najbardziej uznanych, by może odczarować sobie mały niesmak po zalewie młodzieżówek :) A „Dawca” na szczęście reprezentuje wszystko to, co w nich najlepsze.

  4. Książkowa dystopia o której nie słyszałam – zaskoczenie :). A okazuje się, że to coś w sam raz dla mnie.

    1. Secrus

      To polecam i zachęcam, jak w samej recenzji widać ;) U mnie na „półce recenzenckiej” już czeka druga część tetralogii – „Skrawki błękitu”. Ciekawe, że „Dawca” w Stanach jest jedną z najpopularniejszych książek dla młodzieży, a u nas dopiero przy okazji filmu było o niej głośniej. Ale grunt, że doczekaliśmy się polskiego wydania!

  5. Hmm, lubię właśnie takie starsze dystopie, przemawiają do mnie bardziej niż najnowsze serie typu „Igrzyska śmierci” (które jednak również czytałam z przyjemnością). Chętnie sięgnę po „Dawcę”, chociażby po to żeby się przekonać czy dorównuje mojej ulubionej dystopii „Fahrenheit 451” :).

    1. Secrus

      „Fahrenheit 451” wciąż przede mną, ale niedługo będę nadrabiał Bradbury’ego i tę książkę sprawdzę zaraz po „Słonecznym winie” ;) A „Dawcę” polecam, bo spędziłem przy nim dwa naprawdę fantastyczne wieczory.

Dodaj komentarz