You are here
Przeczytane 2014 

Biała reduta czyli You shall not pass!

zakupyTomasz Kołodziejczak dość mocno kojarzony jest z komiksami, jest to naturalne, bo w Egmoncie odpowiada za dział zajmujący się ich wydawaniem, kontaktuje się z fanami i odpowiada na ich setki pytań. Dla mnie jednak jest on także pisarzem i to pisarzem znakomitym. Jest autorem znakomitego cyklu science-fiction Dominium Solarne, którego pierwsze wydanie z Supernowej zajmuje poczesne miejsce na jednej z moich półek, a po długiej przerwie autor sięgnął po zupełnie nowy temat i stworzył świat ostatniej Rzeczpospolitej, który wspina się coraz wyżej w moim rankingu ulubionych historii. Najpierw był świetny Czarny horyzont, potem w tym samym uniwersum pojawiła się przyzwoita Czerwona mgła, a teraz nakładem Fabryki Słów ukazuje się pierwsza osadzona w tym świecie stuprocentowa powieść Biała reduta. Dwie pierwsze książki jak dla mnie trochę udawały powieści, Kołodziejczak zastosował w nich bowiem zabieg regularnie stosowany na przykład przez Jakuba Ćwieka i przygotował dla czytelników powiązane ze sobą opowiadania. W Białej reducie mamy już pełnowymiarowa historię, na tyle obszerną, że chodzą słuchy o trzech tomach.

Książka podzielona została na cztery historie, w dwóch z nich spotykamy znane nam między innymi z Czarnego horyzontu postacie, Kajetana Kłobudzkiego królewskiego geografa i Roberta Gralewskiego, jego przybranego ojca. W dwóch pozostałych autor zdecydował się pokazać nam więcej ze swojego świata, wprowadził bowiem nie tylko zupełnie nowe postacie, ale zabrał nas za zasłony Gehenny i na częściowo zasiedlonego Marsa. Bohaterami tych wątków są Karl, niewolnik barlogów, który posiada jedną bardzo zaskakującą umiejętność oraz spora cześć społeczności marsjańskiej, która odcięta od ziemskich zasobów usiłuje przetrwać na czerwonej planecie. Z tych czterech splecionych ze sobą wątków trzy prezentują się świetnie, te dziejące się na Ziemi są znakomicie napisane i czyta się je z zapartym tchem. Autor w końcu wyjaśnia nam kilka niejasności, nareszcie wiemy skąd tak wyraźne podobieństwo Gehenny do nazistowskich Niemiec i czemu czerwona mgła tak mocno przypomina stalinowskie realia. Niestety opowieść o mieszkańcach Marsa nie do końca mi do tego wszystkiego pasuje, zgrzyta mi trochę. Dzieje się tak najprawdopodobniej dlatego, że jako jedyna rozgrywa się w miejscu, na którym magia nie odcisnęła swojego piętna. Końcówka książki sugeruje jednak, że ta sytuacja wkrótce się zmieni, a co za tym idzie w drugim tomie wszystko powinno już do końca zagrać.

Świat wykreowany przez Kołodziejczaka jest świetny i bardzo spójny, nawet mimo pewnej odmienności tej marsjańskiej części. Polska pełna elfów, Europa zachodnia, w której życie bardzo przypomina obóz koncentracyjny zostały odmalowane naprawdę dobrze, historia Karla potrafi wywołać na przemian ciarki i obrzydzenie. Dzięki temu, że autor zdecydował się na dłuższa formę mamy w końcu okazję poznać też codzienne życie w obu częściach nowej Europy, widzimy koszmar ludzi pod panowaniem barlogów i trudy życia w wolnych krajach. Ciekaw jestem jednak, kiedy odezwą się głosy, że Kołodziejczak postawił na zbytnią religijność. Mnie taki pomysł przekonuje, ale na pewno znajdą się osoby które uznają, że to absolutnie niedopuszczalne, aby modlitwę, patriotyzm i wota ofiarne uznać za istotne elementy walki z obcymi najeźdźcami. Przyznam też szczerze, że pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja, że pomyślałem o tym, aby pozbyć się starszych wydań tej historii, to jaką okładkę zrobił Truściński spowodowało, że opadła mi szczęka. Wcześniejsze może nie były złe, ale ta jest znakomita. Z racji tego, że czytałem egzemplarz recenzencki nie było w nim ilustracji, ale jeśli są na podobnym poziomie, to kłaniam się w pas Panie Przemku.

Biała reduta to powieść naprawdę udana, momentami słabsza, ale tylko momentami. A te chwile kiedy forma Kołodziejczaka spada autor z nawiązką rekompensuje nam nawiązaniami do Tolkiena, pozwolę sobie na koniec na mały cytat:

Kajetan uśmiechnął się lekko i wyciągnął miecz. Tego spotkania nie mógł przeżyć, ale wiedział, co powinien robić.
– Nie przejdziesz ! – powiedział.
Trzy koty, Bagheera, Mufasa i Shirkan, ryknęły tak, że kliku najbliższych jegrów po prostu umarło. A potem rzuciły się na balroga, który strząsnął je z siebie lekkim ruchem woli i wyszeptał:
– Przejdę.

Polecam z nadzieją, że na dalszy ciąg nie trzeba będzie długo czekać.

Informacja tramwajowa
Spokojnie można sięgać po nią wszędzie.  Kołodziejczak spisał się znakomicie i historia którą nam prezentuje czyta się naprawdę dobrze. Nie ma znaczenia czy jest to tramwaj, autobus, czy szpital w poczekalni którego przyszło mi poznać sporą jej część. Mnie ten świat się podoba, wybierzcie się tam, a nie pożałujecie.
Podsumowanie:
Tytuł: Biała reduta
Autor: Tomasz Kołodziejczak
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju:  wszędzie
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 4/6

Related posts

11 thoughts on “Biała reduta czyli You shall not pass!

  1. O, brzmi ciekawie. Hm, należę do tych, którym Kołodziejczak kojarzy się jednak z książkami, nie komiksami. Komiks później.

    1. Janek

      Aga naprawdę dobre, ale Czarny horyzont trzeba przeczytać wcześniej.

      1. I pewnie Czerwoną mgłę też, co?

        1. Janek

          To przed Białą redutą niekoniecznie :)

  2. Ja nie na temat, ale jednak w temacie: bardzo lubię tramwajową stopkę z ocenami (informacja tramwajowa, ocena czytadłowa i bezludowyspowa). Doskonałość w krótkości formy, mówi wszystko ;)

    1. Janek

      Cieszę się, że przypadła do gustu.
      Ten podział jakoś tak mi się sam narodził, żeby łatwiej oceniać :)

  3. Dwie poprzednie książki Kołodziejczaka mnie zachwyciły, dzisiaj zaczynam czytać Białą Redutę i wdzę że znowu czeka mnie uczta :)

    1. Janek

      I jak?
      Jak wypadło?

  4. Całkiem niedawno łyknąłem wszystkie trzy książki z uniwersum „Ostatniej Rzeczpospolitej” i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. A „Biała reduta” narobiła mi takiego smaka, że bardzo chciałbym już czytać kolejną część.

    Jak dla mnie opis krain Gehenny przecudowny (jeśli można użyć takiego przymiotnika w kontekście krainy którą opisuje). Historia osadników na Marsie była dla mnie świetną odskocznią od napakowanych magicznie przygód na Ziemi, ale jak napisałeś to się zmieni i to na pewno na gorsze… dla osadników.

    1. Janek

      Sięgnij tez może do zbioru opowiadań
      http://www.tramwajnr4.pl/2016/01/wstan-i-idz-czyli-opowiadania-prawie-doskonale.html
      Przyznam jednak szczerze, że trochę przykro jak człowiek czyta jak wiele potencjalnych świetnych teków nas ominęło. Zwłaszcza ostatnie opowiadanie pokazuje ogromny potencjał.

      1. Zbiór opowiadań też już za mną :D Przeczytałem chyba wszystko Kołodziejczaka co się w tym kraju ukazało. Chyba.

Dodaj komentarz