You are here
Karty trefl Różne 

Karty, czyli będę grał w grę

Niektórzy z Was może się zorientowali, że mój starszy syn zapałał ogromną namiętnością do gier. Na tyle silną, że nawet wakacyjne zarobki prawie w całości poszły na zaspokojenie chęci zwiększenia stanu posiadania, a regał który ma to wszystko pomieścić już do nas jedzie. Zapraszam na jego planszówkowego bloga, na pewno znajdziecie coś ciekawego.

Samemu?

Granie w pojedynkę oczywiście jest możliwe, ale nie daje zbyt wiele frajdy, a zapraszanie kolegów nie zawsze się udaje. Skończyło się to dokładnie tak, jak przewidywałem i synuś zaczął nas namawiać do gry. Wygląda na to, że połknęliśmy i my tego bakcyla. Pogadaliśmy, pokombinowaliśmy i postanowiliśmy, że połączymy siły i w przypadku niektórych gier spróbujemy efektu synergii, czyli z naszych połączonych sił powstanie… nie, nie Kapitan Planeta :). Po prostu spróbujemy spojrzeć na niektóre tytuły z rożnych perspektyw.

Karty

Od czegoś trzeba zacząć, padło na karty. Tak się składa, że w moim przypadku to jedna z pierwszych gier bez prądu jakie dane mi było wypróbować. W sumie u Kuby było podobnie, ale o tym już on sam wkrótce napisze. Dodatkowo mieszkamy w Krakowie i lokalna firma, Trefl Kraków, właśnie obchodzi 70 lecie istnienia, ładnie się to poskładało. Nie wiem, czy wiecie, ale jedna z najładniejszych talii kart jakie moim zdaniem były na rynku jest od nich.

Karty Gabryś

Kanasta, 66 i poker

Na początku byli rodzice grający ze znajomymi w kanastę. Przychodzili sąsiedzi, dwie rodziny w czwórkę zasiadały do gry na zakończeni której przegrani wrzucali jakieś niewielkie kwoty do skarbonki. Po wypełnieniu całej szliśmy wszyscy do zaprzyjaźnionej restauracji, gdzie za kolację płaciliśmy świnką. Początkowo kelnerzy patrzyli na nas jak na wariatów, ale po kolejnej wizycie się przyzwyczaili. Potem były gry z ojcem i dziadkiem w 66, z kumplami w Makao, aż pojawił się poker. Próbowałem oddawać eis tej namiętności w wersji bardzo hazardowej, grając z kumplami na pieniądze. Szybko mi przeszło, bo regularnie przegrywałem. Wtedy nie zwracałem na to uwagi, ale w moich sromotnych porażkach miały udział karty Trefla, dokładnie takie.

poker

Wciąż są dostępne, ale poker jakoś już mnie nie ciągnie.

Czas brydża

Po krótkim pokerowym epizodzie nadszedł czas na brydża. Jeszcze w technikum, jakby nie patrzeć ponad ćwierć wieku temu, co piątek, w rotującym nieco składzie spotykaliśmy się u jednego z nas w domu i oddawaliśmy się karcianej rozkoszy, czyli graliśmy w brydża. Z racji tego, że zjawialiśmy się u któregoś z kumpli od razu po szkole rodzice zmuszeni byli przygotowywać coś do jedzenia. Coś na tyle sycącego, że mogło zaspokoić potrzeby kulinarne pięciu dorastających facetów. Tak, pięciu, bo choć do brydża potrzeba czterech, to jeden z reguły był w zapasie. Królowały wtedy fasolka po bretońsku i bigos, pełen gar szybko stawał się puściutki.

Karo, trefl i kiery

Wtedy to miałem okazję nauczyć się tych postrzeganych jako eleganckie nazw i dowiedziałem się, że dzwonek to karo, serca to kiery, a „gra w piki daje wyniki”. Z tym brydżem to przyznam się wam szczerze, że nigdy nie ogarnąłem do końca jaki sens ma gra z dziadkiem i co to do cholery jest to nieistniejące bez atu. Wtedy też był z nami Trefl, jeśli dobrze pamiętam, to taki:

Brydż

70 lat

Przy okazji przygotowywania się do tej notki trafiłem na całkiem obszerne opracowanie na temat historii tej krakowskiej karcianej fabryki, obszerny artykuł znajdziecie TUTAJ. A  ja na koniec dodam jeszcze, że sporym zaskoczeniem było dla mnie, że talia Odsiecz wiedeńska także została wyprodukowana przez Trefla.

Odsiecz

 

Related posts

3 thoughts on “Karty, czyli będę grał w grę

  1. U mnie w domu królował Tysiąc, a przez dłuuuugi czas na przerwach w podstawówce namiętnie młóciliśmy w… ekhm… chiński upadek Japonii. Tata w brydża nauczył nas grać (czyt. mnie + trzy młodsze siostry), ale nigdy dostatecznie nie opanowałem zasad licytacji, a potem nie było w co grać.

    Choć dla mnie akurat głównym karcianym skojarzeniem firmowym jest Piatnik.

    1. Janek

      Piatnik był u rodziców, ale z dziadkami jednak Trefl :)

  2. […] Jako, że historia nie była nigdy moją mocną stroną w szkolę i więcej pamięcią sięga mój tatuś, nie będę się tu zbytnio rozpisywał Jeśli chcecie poczytać nieco o starszych kartach zapraszam na jego wpis.  […]

Dodaj komentarz