You are here

Szare śniegi pełne bólu

Kiedy chodziłem do podstawówki historia była inna. Wtedy jednoznacznie było określone, że Niemcy byli źli, Rosjanie to dobrzy wyzwoliciele, a 17 września nie miał w ogóle miejsca. Pochodzę z rodziny, w której nigdy tematy narodowościowe nie były poruszane i z racji tego o Katyniu i radzieckiej aneksji dowiedziałem się dość późno, kiedy zaczęto o tym mówić oficjalnie. Jedyne informacje, które wcześniej dawały trochę do myślenia to wspomnienia babci, która mówiąc o wojnie zawsze mówiła, że i Niemiec i Ruski to był skur….syn, ale z Niemcem przynajmniej czasem szło się dogadać, z a Ruskim nigdy. A opowieść o tym jak wszystkie młode dziewczyny musiały chować się w piwnicach, kiedy przyszli wyzwoliciele, nie budziła nigdy zainteresowania wnuków.

Od niedawna odkrywam tą białą dla mnie kartę historii coraz intensywniej i teraz już wiem, że Sowieci niewiele mieli wspólnego z obrazem wykreowanym w Czterech pancernych, a wojenne i powojenne lata przyniosły dla wielu ludzi mnóstwo zła z ich strony. Najbardziej przerażające jest chyba to lekceważenie dla ludzi.

Pierwsze głębsze wejście w temat to były reportaże Jacka Hugo-Badera w których, mimo skupienia się autora głównie na tematach współczesnych, można także znaleźć sporo informacji o historii Związku Radzieckiego. Zwłaszcza Dzienniki kołymskie niosą ze sobą mnóstwo historii o miejscach i ludziach z którymi los obszedł się bardzo brutalnie.

Teraz w zupełnie przypadkowych okolicznościach trafiła do mnie książka Ruty Sepetys „Szare śniegi Syberii”. Historia kolejnego narodu, po którym Stalin przespacerował się jakby mimochodem chcąc powiększyć swoje imperium, opowiedziana przez pryzmat doświadczeń młodej litewskiej dziewczyny, robi naprawdę duże wrażenie.

Książka zaczyna się 14 czerwca 1941 roku, kiedy to rodzina Vilkas zostaje brutalnie zmuszona przez NKWD do wyjazdu. Wyjazdu niezaplanowanego, wyjazdu którego celu nie zna nikt z ludzi, którzy znaleźli się w bydlęcych wagonach pędzącego w nieznane pociągu. Stłoczeni nie wiedzą czemu NKWD ich wywozi, a sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że rodziny są niekompletne, większość mężczyzn w sile wieku skierowano gdzie indziej, wagon jedzie pełen kobiet dzieci i starszych mężczyzn. Lina, główna bohaterka, już wtedy zaczyna szukać pocieszenia w swojej wielkiej pasji, w malarstwie. A właściwie bardziej w rysunku, bo tylko na taka formę ekspresji pozwalają warunki. Postanawia obrazami opowiedzieć swoją historię i ma nadzieję, że poprzez rysunki jej ojcu uda się odnaleźć rodzinę.

Po wielodniowej podróży lądują w obozie pracy, jeszcze pełni nadziei, jeszcze nie do końca wynędzniali, jeszcze szukający kontaktu z bliskimi, jeszcze potrafiący wygrać z chorobami. W tym pierwszym obozie główna bohaterka Lina nadal żyje nadzieją na odnalezienie ojca, ale sytuacja staje się coraz gorsza. Zarówno ona jak i jej młodszy brat Jonas muszą szybko dorosnąć. Lina powoli zakochuje się w towarzyszu niedoli Andrius’ie. Aż nadchodzi chwila, kiedy okazuje się, że prawdziwe piekło nadejdzie. Większość mieszkających w obozie ludzi trafia po kolejnej koszmarnej podróży do obozu za kołem polarnym. Zimnego, niegościnnego miejsca, które tak naprawdę nie ma racjonalnego sensu bytu, które istnieje tylko po to, aby doprowadzić ich do upodlenia i śmierci.

Książka napisana jest znakomicie. Autorka jest Amerykanką litewskiego pochodzenia, a historię opowiedzianą w książce oparła na doświadczeniach swojej rodziny i ludzi, którzy przeszli przez sowieckie piekło. Dzięki temu, mimo że to opowieść fabularna niesie ze sobą duży ładunek prawdy historycznej. Ruta pisze w sposób prosty, rozdziały są krótkie, a styl jakim się posługuje pogłębia odbiór opisywanych wydarzeń. Autorka nie epatuje niepotrzebnym okrucieństwem, ale opisywane wydarzenia i bez tego są wstrząsające. Mimo tego, że nazwiska większości ludzi są znane nazywa ich bezosobowo. Mamy więc człowieka z zegarkiem, łysego mężczyznę, zrzędliwą kobietą. Prosty zabieg, ale w zestawieniu z tym o czym pisze powoduje, że czytelnik jeszcze bardziej uzmysławia sobie jak przedmiotowo Rosjanie traktowali ludzi. Warto także przeczytać posłowie, które pozwala przenieść litewską historię na polskie realia. Bo opowieść Liny mogłaby być także historią jakiejś polskiej dziewczyny, może tylko powrót zza kręgu polarnego byłby wcześniejszy.

Nie wiem jak to wszystko podsumować, użycie słowa podobało mi się byłoby bez sensu. Napisze zatem tak, jeśli będziecie mieli okazję to przeczytajcie Szare śniegi Syberii, nie będzie to na pewno lektura rozrywkowa ani łatwa, ale na pewno ciekawa. Wywarła na mnie ogromne wrażenie, a po lekturze radzieccy żołnierze już nie mają dla mnie roześmianej twarzy starszyny Czernousowa

Sardegno, Pani Agato dziękuję pięknie, że mnie namówiłyście, nie pamiętam kiedy tak się rozpisałem.

Podsumowanie:
Tytuł: Szare śniegi Syberii
Autor:  Ruta Sepetys
Wydawca: Nasza Księgarnia
Do tramwaju: niby można, ale lepiej w domu
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 5/6

Related posts

19 thoughts on “Szare śniegi pełne bólu

  1. Koniec pierwszego akapitu zazgrzytał, zerknij, jeśli możesz.
    Co do książki – mam nadzieję ją przeczytać, mając jeszcze w pamięci Barbary Rybałtowskiej „Bez pożegnania”
    http://mcagnes.blogspot.com/2010/05/bez-pozegnania-barbara-rybatowska.html
    Wygląda na to, że życie tych dwóch bohaterek było, przynajmniej w części, bardzo podobne.

    1. Dzięki, poprawione. Zerknę na Rybałtowską, jak tylko wrócę z wyprawy z synusiem :)

  2. Viv

    Właśnie dostałam w swoje łapki egzemplarz, a że jest tak fajnie wydany, to chyba też się za niego złapię już dziś :) Dlatego na razie nie czytam recenzji, potem porównamy wrażenia.

    1. Będziesz miała kłopot się oderwać jak zaczniesz.

    2. Viv

      Na to liczę bo w sobotę Targi i spotkanie z autorką :)

  3. To druga recenzja tej książki, jaką dzisiaj i w ogóle czytam i kolejna pozytywna! Sama muszę po tę książkę sięgnąć, bo mnie zaintrygowała. Również zaczynam coraz chętniej poznawać historię i sądzę, że ta książka będzie dobrym krokiem.

    1. Ja nie jestem grupą docelową, amerykański wydawca czasem określa ją jako Young Adult, ale polecam szczerze.

  4. Opowiadań o życiu na Syberii słuchałam od kiedy tylko pamiętam od mojego taty, który sam tego doświadczył. Podczas wywózki miał 11 lat a gdy wrócił do Polski – 17 lat. Doświadczenia tamtych lat pozostawiły w nim traumę, której nie wyzbył się do końca życia..

    1. Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, co innego czytać, a co innego usłyszeć o tym od bliskiej osoby. :(

  5. Wiesz, że u mnie z tą wiedzą o „radzieckich wyzwolicielach” było tak, jak u ciebie? Długo nie mogłam przyzwyczaić się, że należy myśleć o nich tak, jak o Niemcach… Wciąż stosunkowo niewiele wiem o tej karcie naszej historii – o ile Holokaust i niemiecka agresja nie mają dla mnie tajemnic, o tyle cała reszta to w dużej mierze ciągle tabula rasa… Chętnie przeczytam tę książkę.

    1. Zdecydowanie na początek jest znakomita, odkrywa sporo, ale raczej budzi ciekawość niż odrazę. Ma się ochotę dowiedzieć więcej.

    2. No i Przymanowskiego zdecydowanie pora odłożyć na półkę z bajkami.

  6. Popatrz, mnie w szkole mówili to samo, a książki jestem bardzo ciekawa

    1. Przez wiele lat tak mówili w szkole, nawet w książkach tak pisali. A rozbiory to było samo dobro dla hołoty.

  7. Bardzo się cieszę, że książka aż takie wrażenie wywarła. I trzeba było się tak opierać? Ale tak na poważnie, temat trudny i trochę boję się emocji, jakie mogą pojawić się w trakcie lektury (za swój egz. jeszcze się nie zabrałam, ale dzisiaj nadrabiam). Do zobaczenia !

    1. Emocji jest mnóstwo, ale autorka znakomicie je oswaja, dawkuje , daje oddech w króciutkich retrospekcjach

  8. Miałam podobne wrażenia po lekturze. Lubię książki historyczne właśnie za tą prawdę, którą przekazują, a „Szare śniegi Syberii” były dla mnie wyjątkowo wciągające i pouczające. Oby więcej takich książek. :)

  9. Czytałam już jakiś czas temu. Również polecam:)

Dodaj komentarz