You are here
Adrian (Secrus) Z zakurzonej półki 

[Z zakurzonej półki] „Dasz się nabrać dwa razy, jesteś cymbał bez skazy”…

Stephen King zdecydowanie nie należy do autorów ani zakurzonych, ani zapomnianych, ani tym bardziej mało znanych. Przeciwnie wręcz, ten najbogatszy pisarz świata uważany jest za ikonę współczesnej literatury grozy. Zazwyczaj kojarzy się go z literaturą fantastyczną, jednak to jego dramaty obyczajowe, silnie wchodzące w ludzką psychikę, odwołujące się do najskrytszych wspomnień, pragnień i namiętności, obfitują w tematy niepomiernie uniwersalne, zapadające w pamięci czytelników na długi czas. Tak było ze zbiorem nowel „Cztery pory roku” i podobnie jest, o czym niedawno się przekonałem, z „Dolores Claiborne”. Tytuł nie należy do najpopularniejszych w dorobku autora, swą premierę miał w roku 1992 i jest naprawdę godny polecenia – [Zakurzona półka] wita Stephena Kinga!
Już pierwsze strony potwierdzają tezę, że autor lubi zaskakiwać swoich czytelników. Poznajemy Dolores Claiborne, kiedy przebywa w budynku komendy policji na wyspie Little Tall i zaczyna opowiadać o swoich przeżyciach dwóm funkcjonariuszom oraz stenotypistce. Bohaterka ma 66 lat i właśnie została posądzona o morderstwo na Verze Donovan – starszej kobiecie, którą opiekowała się przez ostatnie lata. Postanawia przekonać rozmówców, że jest niewinna, jednak za jej ordynarnymi słowami kryje się coś więcej. Snuje historię swojego życia i już na początku komunikuje, że wiele lat temu zabiła męża po trwającym 16 lat małżeństwie. Nikt jej tego nie udowodnił, ale ona sama, sytuując w tle swój życiowy dramat, patologiczne przeżycia i zbrodnicze myśli, chce mówić. Czytelnik zatapia się w pasjonującej i szczerej do bólu opowieści stojącej ponad strukturami: nie ma rozdziałów, do odbiorcy nie dociera inny głos niż Dolores. Jest czytelnik, kobieta z przeszłością i jej słowa. I to cholernie dobry układ!
Pierwszym tematem poruszonym przez Dolores jest jej praca u obecnej nieboszczki Very. Do tej pory nie wiem, czy to dobry pomysł, bo ten wątek może z jednej strony zachęcić do dalszej lektury, a z drugiej całkowicie odrzucić. Pewne jest, że to dość specyficzne sprawozdanie i dalej książka rozwija się w zupełnie innym kierunku. Dostajemy przedsmak ciętego języka Dolores oraz braku barier w poruszanych kwestiach, ale… Cóż, początek to powiązane ze sobą anegdoty dotyczące udręki pracy w roli opiekunki starej jędzy, która swą jędzowatością przerasta wszystkie inne jędze na tyle, że koniecznym było omawiać trzy ważne powody owej jędzowatości. Nic lepiej nie uzmysłowi wam kingowskiego języka w tej pozycji, jak pewien cytat z Dolores na temat jej pracy – „szorowaniu dupska ważącej blisko dziewięćdziesiąt kilo staruchy, która była jak granat napełniony nie dynamitem, lecz gównem”. Zachęcające?
Z każdym kolejnym akapitem zbitego tekstu jest coraz ciekawiej, bardziej dramatycznie i nastrojowo. Klimat tkwi w małej wysepce, na której każdy każdego zna, osobiście lub z nieprawdziwych plotek, a pomiędzy bohaterami unosi się intrygująca mgiełka napięcia, zbrodniczego i nieprzewidywalnego. Blurb informuje, że „Dolores Claiborne” jest psychologiczną powieścią grozy, choć moim zdaniem strachu tu niewiele, za to solidnego obyczaju – znacznie więcej. Fabuła rozwija się nieśpiesznie, co pozwoliło do perfekcji rozwinąć portrety psychologiczne postaci. Bohaterami nie rządzą jednowymiarowe charaktery, lecz radykalne cechy ewoluujące pod wpływem ważnych wydarzeń. Mistrzowską kreacją jest główna bohaterka, która może budzić początkową niechęć, ale wraz z rozwojem opowieści, poznawszy jej nowe twarze, zaczynamy rozumieć każdy gest, zachowanie i intencje. W końcu słuchamy jej przez kilkanaście godzin!
„Dolores Claiborne” to opowieść o zwykłej, prostej kobiecie z charakterem, która musi mierzyć się z błędami życia. King poruszył problem dramatów rodzinnych i patologii w sposób na tyle elastyczny, by mógł zaangażować czytelnika i być jak najbliżej realności. Narratorka sugeruje jakąś tragiczną sytuację i odbiorca już wie, mimo że Dolores dopiero do tego zmierza. Wzmaga się frustracja i złość w związku  z tym, co za kilka chwil wyimaginuje nasza wyobraźnia. Joe St. George – mąż Dolores Claiborne – to pijak i brutal, który w dodatku zagraża w pewien sposób swojej dorastającej córce. W jaki? Nie trudno się domyślić. Recenzowany tytuł to także perfekcyjnie ulepiony thriller. Wstrząsającą okolicznością zbrodni na mężu jest dzień całkowitego zaćmienia słońca widzianego ze stanu Maine. Każdy mały opis tego zdarzenia w połączeniu z napiętą sytuacją tworzą obrazy mocno mistyczne. Ciemność, atmosfera ostateczności i cisza: mord wydaje się odrealniony, lecz prawdziwy, doskonale znamy uczucia morderczyni, przeżywamy je wraz z nią. Uwierzcie mi, że klimat tych scen jest tak skondensowany, że śmiało można by go było kroić nożem. Warto polecić tę książkę dla niesamowitych doznań i możliwości poznania Stephena Kinga z nieco innej, ale równie frapującej strony.

Jest też film w reżyserii Taylora Hackforda („Adwokat diabła”, „Ray”), który widziałem blisko rok przed lekturą powieści. Miał naprawdę wszystko, czego można było oczekiwać od solidnego dramatu  z elementami thrillera i kryminału. Skupiał się na nieco innych walorach niż książka, ale zapamiętałem go jako niezwykle emocjonalną opowieść z bezbłędną rolą Kathy Bates. Trudno wyobrazić sobie lepszą aktorkę do tej roli. Nie wiem, jak zmienią się moje wrażenia przy ponownym seansie, ale nie zamierzam długo zwlekać. Wy też nie czekajcie :)

Podsumowanie:

Tytuł: Dolores Claiborne
Autor: Stephen King
Wydawca: Świat Książki
Moja ocena: 8/10

Related posts

10 thoughts on “[Z zakurzonej półki] „Dasz się nabrać dwa razy, jesteś cymbał bez skazy”…

  1. Najpierw ponarzekam na siebie samą – skrobnęłam długi komentarz i zamiast „opublikuj” kliknęłam „Wyloguj się”… Wrrr…
    W skrócie więc streszczę poprzedniąwypowiedź – pierwszy raz przeczytałam „Dolores…” kilka lat temu i niezbyt mi się spodobała. Ale w miniony weekend zrobiłam do niej drugie podejście i przeczytałam ją niemal za jednym podejściem. W moim prywatnym rankingu Kinga plasuje się teraz bardzo wysoko.

    1. Jakaś plaga usuwanych komentarzy tu ostatnio panuje, już pod którąś recenzją z kolei tracę możliwość przeczytania długiej rozprawy i rozpoczęcia polemiki :D
      Na „Dolores…” trzeba mieć chyba odpowiedni nastrój. To po prostu świetna opowieść przedstawiona w nietuzinkowy sposób. Ciekawe, że moje pierwsze podejście i Twoja powtórka zbiegły się w czasie.
      To też jak dotąd jeden z moich ulubionych Kingów ;) Polecam film na dokładkę.

    2. Mam na koncie około 30 „Kingów”, ale czytałam je wszystkie w latach licealno-wczesnostudiowych, a teraz co miesiąc odświeżam sobie przynajmniej jedną powieść ;)
      Filmu nie widziałam, ale jak będę mieć taką okazję, zerknę :)

  2. Jedna z najlepszych książek Kinga, zrecenzowana przez mojego ulubionego recenzenta :D
    Świetna recenzja :)

    1. Ach, jak mi miło ;) Dziękuję!

  3. Zacznę od tego, że po prostu uwielbiam właśnie ten rodzaj książek Kinga – nie typowe horrory, a thrillery z wnikliwą rozprawą o ludzkim umyśle. „Dolores Claiborne” wciągnęłam kiedyś podczas kilkugodzinnej podróży pociągiem. Ogólnie podobała mi się, choć chyba nie tak bardzo jak Tobie. Fakt, klimat jest dobry i specyficzny a King pokazuje wysoki poziom własnych możliwości.
    Nawet nie wiedziałam, że jest film (choć mogłam się domyślić, zdaje się, ze sporo książek Kinga zostało zekranizowanych). Obejrzę go, bo chciałabym zobaczyć, jak twórcom udało się przenieść na ekran nastrój tej książki. Wydaje mi się, że zadanie nie było łatwe.

    1. Nie było łatwe pod żadnym pozorem, ale film na tyle podąża inną ścieżką niż książka, że przy odrobinie dobrej woli można go traktować jako osobny twór.
      W kwestii nastroju i ogólnego odbioru, zauważyłem pewną zależność: mnie, który najpierw zobaczył film, a potem przeczytał książkę, oba przekazy dostarczyły multum emocji i dysponowały rewelacyjnym klimatem, ale już koleżanka Sylwia (komentarz nieco wyżej) nie zachwyciła się filmem, bo wcześniej znała opowieść w oryginale. Podobne opinie odnalazłem na Filmwebie, choć ocena społeczności jest wysoka.
      Dla mnie twórcy filmu sprostali oczekiwaniom, ale najlepiej sprawdzić osobiście :)

  4. Viv

    Czytałam dwie książki Kinga, dwa typowe horrory, i chociaż nie powiem, podobały mi się, to ja chyba jednak horrorów nie lubię tak z zasady. Ale nie wiedziałam, że gościowi zdarzyło się napisać coś tak pasjonującego jak wyżej opisana książka – teraz wyjdzie trochę wazelina, ale z każdym kolejny akapitem recenzji miałam coraz większą ochotę przeczytać „Dolores”, bo to jest chyba coś, co mi się spodoba :)

    1. Istnieje duża szansa, że przypadnie Ci do gustu ;)
      Chciałem właśnie napisać o „Dolores…”, bo mimo dość dużej ilości głosów na lubimyczytać, sporo osób nigdy o niej nie słyszało. A szkoda, ponieważ mnie pochłonęła w całości (może stąd to gęsto egzaltowane recenzisko, ale cóż poradzić :P).
      Pewnie wspominałem o tym wielokrotnie, ale z bardziej obyczajowego Kinga polecam zbiór minipowieści „Cztery pory roku”, i tam najbardziej „Zdolnego ucznia” i „Ciało” (tutaj budzi się moja sentymentalność i uwielbienie młodzieńczych historii, które niekoniecznie mogą zachwycać tłumy…). Oba teksty również zekranizowane :)

  5. […] XXI wiek, ale już lata 90. XX w. traktuję różnie, czasem wpisując jakiś tytuł do serii (np. Dolores Claiborne, 1992), a czasem pozostawiając inny bez przynależności do cyklu (np. Magiczne lata, […]

Dodaj komentarz