You are here
Adrian (Secrus) Z zakurzonej półki 

[Z zakurzonej półki] Eksperyment, który zmienił życie…

Dźeńk 1-3 mażec

Doktur Sztros muwi ja mam pisać co myśle i pamientam i fszystko co się mi dziać od dziś. Nie wiem po co ale doktur muwi że czeba to oni zobaczo czy się nadam. Hciałby się nadać bo pani Kinnian muwi że może ja zmondżeć. A ja chce zmondżeć… Tymi słowami rozpoczyna się pisana w formie dziennika powieść Daniela Keyesa. Charlie Gordon, upośledzony umysłowo trzydziestolatek z IQ równym 68, zostaje poddany pierwszemu w historii eksperymentowi sztucznego wzrostu inteligencji. Profesor Nemur i doktor Strauss każą mu pisać o wszystkim, co czuje i o czym myśli. My dostajemy kompletny pamiętnik, który jest zapisem rozwoju Charliego oraz jednocześnie symbolem jego tożsamości. Pierwsze strony zapełnia jako głupek i na naszych oczach jego życie ulega zmianie. A tytułowy Algernon? To mysz poddana identycznemu eksperymentowi. W bardzo szybkim czasie nauczyła się pokonywać skomplikowane labirynty i wykazuje ciągły postęp. Charlie podobnie, ale to nie zwierzę, a dorosły mężczyzna o emocjonalności dziecka. Poznaje świat na nowo, stopniowo przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, zaczyna rozumieć otaczającą go rzeczywistość. Będzie zdobywał nową wiedzę, będzie stawał przed wyjątkowymi dla niego wyborami, może się nawet zakocha? Łatwo stwierdzić, jak trudny i skomplikowany jest to proces.

Przemyślenia chłopaka są początkowo bardzo prymitywne, dopiero po miesiącu zapisków Charlie nie popełnia błędów i potrafi się odpowiednio wysłowić. Jak mogliście zauważyć po wstępie, trudno się czyta tak zredagowany tekst, ale zapewniam, że warto przez to przebrnąć. Szybko bowiem łopatologiczna logika zacofanego umysłu ewoluuje w próby definiowania innego świata poznawanego przez Charliego w toku eksperymentu. Dowiadujemy się, że do czasu wydarzeń z książki bohater pracował w piekarni i był pośmiewiskiem dla całego zespołu. Wielokrotnie powtarza, że ci ludzie byli dla niego jedynymi przyjaciółmi, że troszczyli się o niego i akceptowali go takiego, jakim był. Tak naprawdę żartowali z jego głupoty, śmiali się przy każdej możliwej okazji, podkładając nogi i rzucając obraźliwymi hasłami. Charlie nie rozumiał, więc również się śmiał. Dopiero w trakcie pisania dziennika przypomina sobie konkretne sytuacje i zauważa, że sam się pogrążał. Nie wiedząc, jak się zachować, wyśmiewał swoją ułomność, a przyjaciele drwili jeszcze donioślej. Podczas lektury tych fragmentów nietrudno o współczucie, Kwiaty dla Algernona to przecież psychologiczne studium człowieka odrzuconego przez otoczenie i bogata analiza społeczeństwa. To obraz na tyle prawdziwy, że wywołuje głęboki smutek, ale też uczy i zachwyca.

Najciekawsze w całej fabule jest obserwowanie postępów bohatera, który z aspołecznego głupka staje się niepoprawnie inteligentnym mężczyzną. Z tej metamorfozy wynika też problem natury estetycznej. Problem geniusza w otoczeniu, gdzie ludzie osiągnęli pułap swojej wiedzy ciężką pracą i bojkotują każdą drogę na skróty. Okazuje się przecież, że Charlie zna kilka języków, ma wiedzę w każdej dziedzinie nauki i jego wypowiedzi automatycznie postrzegane są jako próba wywyższenia się, a delikatne skorygowanie błędu rozmówcy to najwyższy stopień cynizmu. Można zadać pytanie, czy tego rodzaju eksperymenty czynią z człowieka maszynę, czy jego uczucia także nie są sztuczne. W pewnym momencie skojarzyłem historię Charliego z dylematem robota przedstawionym w Pozytronowym człowieku. Obaj bohaterowie uczą się wszystkiego na nowo, w obu przypadkach inteligencja nosi znamiona sztuczności – jej posiadanie nie gwarantuje pełnej sprawności moralnej, a nagła wiedza zaczyna doskwierać społeczeństwu, w którym pierwsza fala zachwytu nad Charliem szybko przemija.

Czuję się jak ktoś, kto przedrzemał całe swe dotychczasowe życie, a teraz budzi się i próbuje odkryć, jak to było, nim się obudził. Dzięki spisywanym przez Charliego myślom poznajemy jego rodzinę, dzieciństwo, życie sprzed eksperymentu. Dowiadujemy się, dlaczego nie mieszka z mamą, tatą i młodszą siostrą, skąd wyrosły lęki przed bliższym kontaktem z kobietami oraz stajemy pod ostrzałem niespełnionych ambicji rodziców i desperackich prób naprawy „defektu” Charliego. My potrafimy interpretować wspomnienia, które nagle pojawiają się w jego głowie – on ciągle ma z tym problem. W Kwiatach dla Algernona dostajemy kompletną opowieść o ludziach, o małych szczegółach budujących nasze życie, wreszcie o tym, jak bardzo inteligencja wpływa na osobowość i czy można sztucznie przewartościować wszystko, co prymarnie jest z nami związane. Zakończenie chwyta za serce i ściska bez litości, a więź zbudowaną między Charliem a czytelnikiem trudno rozerwać. Z kart powieści Keyesa bije szczerość, studium psychologiczne rozwija się tak konsekwentnie, jakby Charlie istniał naprawdę i tylko opowiedział autorowi swoją historię. Są książki z ciekawym zamysłem. Są też takie, które grają na uczuciach i przyciągają do siebie wrażliwe umysły. Inne triumfują na gruncie rzetelnej realizacji tematu. Kwiaty dla Algernona skupia te i wiele innych zalet, czyniąc perypetie Charliego historią, której do końca życia nie zapomnicie.

Z dodatkowych informacji: książka jest poszerzeniem treści opowiadania z 1959 roku (a więc opublikowanego po raz pierwszy +/- 7 lat wcześniej). Istnieją też dwie adaptacje filmowe: kinowa z ’68 roku, w reżyserii Ralpha Nelsona, oraz telewizyjna z roku dwutysięcznego, od Jeffa Blecknera. Ponadto fabułę wielokrotnie przenoszono na deski teatrów, i tutaj ciekawostka: w Teatrze Sensacji „Kobra” w 1981 roku ukazała się polska wersja w reżyserii Pawła Kędzierskiego. O ile jednak większość „Kobr” można obecnie odnaleźć, z tym spektaklem mam spory problem… A więc: jeśli ktoś, coś, to chętnie się zainteresuję :)

Podsumowanie:
Tytuł: Kwiaty dla Algernona
Autor: Daniel Keyes
Wydawca: Prószyński i S-ka
Moja ocena: 9/10

Related posts

11 thoughts on “[Z zakurzonej półki] Eksperyment, który zmienił życie…

  1. Zapowiada się ciekawie. Może przeczytam w czasie wakacji ;)

    1. Naprawdę polecam ;) Książka jest taka, że jeśli raz się do niej siądzie, trudno potem odkładać na później.

  2. Czytałeś opowiadanie? To jest ciekawa sprawa. Rzadko się zdarza, żeby powieść powstała na podstawie opowiadania był (prawie) równie znakomita co opowiadanie.
    Stawiam wyżej opowiadanie bo wątki,siłą rzeczy nie rozwinięte ze względu na objętość, dają większy efekt, zostaje „to coś” większe pole do własnych przemyśleń. No i dramaturgia wydarzeń jest jednak inna, szybciej dostaje się „po mózgu” :-)
    Tyle, że opowiadanie należałoby przeczytać wcześniej.
    W każdym razie studium wyobcowania znakomite. Jak nie jesteś gdzieś pośrodku, nie idziesz w głównym nurcie, to masz prze… :-(

    1. Niestety nie dotarłem do opowiadania, a faktycznie jeśli już po nie sięgać, wypadałoby to zrobić przed powieścią. Rzeczywiście w krótkich formach te emocje, które mają do nas dotrzeć, są bardziej skondensowane i siłą rzeczy niedopowiedzenie niektórych wątków pozwala głębiej zaangażować się w historię.
      Ale powieść była pod względem psychologicznym wyśmienita, a ponieważ utrzymywała stały, wysoki poziom, też potrafiła zaangażować. I tak jak mówisz – przenoszenie opowiadań na grunt powieściowy jest ryzykowne i nie zawsze wróży dobre efekty (a lepsze – to już prawdziwa rzadkość), ale w tym wypadku: jeśli opowiadanie jeszcze bardziej oddziaływało na czytelnika, to musi być arcydziełem ;)

  3. Ojej, książka nie dla mnie. Znając siebie, będę ryczeć jak bóbr przez większość lektury, będę zdołowana, a przede wszystkim będzie mi się wydawało, że to mój znajomy. Będę wypruta psychicznie. Unikam jak ognia takich pozycji, bo czytanie dla mnie, to zupełna odskocznia. Zbyt długo zostają mi w głowie takie pozycje, zbyt długo je przeżywam i choćbym miała dostać najszczęśliwsze zakończenie, to i tak będę pamiętać to co główny bohater przeżył. Z tego co piszesz, książka jest piękna, ale nie na moje emocje.

    1. Może jednak kiedyś się zdecydujesz, bo historia naprawdę jest tego warta. Jeśli przyjdzie Ci ochota, by sobie trochę popłakać, a przede wszystkim przeżyć silnie emocjonalną opowieść – „Kwiaty dla Algernona” czekają :)

  4. Również polecam, żadna książka nigdy mnie tak nie wzruszyła jak „Kwiaty dla Algernona”.

  5. Cudo. Już nie pamiętam, kiedy pierwszy raz to czytałam. Ale potrząsnęło mocno.

  6. […] Kwiaty dla Algernona W „Kwiatach dla Algernona” dostajemy kompletną opowieść o ludziach, o małych szczegółach […]

  7. […] Jest i Daniel Keyes ze swoim Wielkim Nieobecnym, którego nie mogło tu zabraknąć. Kwiaty dla Algernona były pierwotnie opowiadaniem opublikowanym w 1959 roku, a 7 lat później autor przerobił je na bestsellerową powieść, wielokrotnie ekranizowaną i wystawianą na deskach teatru. O czym to jest i jakie emocje we mnie wzbudziło, mogliście przeczytać w recenzji z 2014 roku, do której odsyłam – TUTAJ. […]

Dodaj komentarz