Potrójny bestseller

trojeTroje prawdopodobnie będzie świetnie sprzedającą się książką, posiada mnóstwo cech tytułu skazanego na sukces. Fabuły nie chcę za wiele zdradzać, napisze tylko, że z katastrof lotniczych wychodzi cało troje dzieci: dwóch chłopców i dziewczynka. W tym samym czasie miała miejsce jeszcze jedna katastrofa, ale czy i z niej ktoś ocalał, nie udało się od razu ustalić. Czy te wydarzenia coś łączy? Czy dzieci przetrwały z jakiegoś powodu? Czy katastrofy to zwiastun końca świata? O tym między innymi jest ta książka. Jest lekko napisana, bohaterami są dzieci, zaczyna się w hitchcockowskim stylu, czyli katastrofą, ociera się o tematy zbliżone do seriali Lost, Fringe czy Z archiwum X. Do tego jeszcze świetna akcja promocyjna. Przeczytałem ja błyskawicznie i jakoś nie przekonała mnie do siebie mimo tych oczywistych wydawałoby się atutów.

Czemu? Zacznijmy od początku. Pomysł zupełnie mnie nie przekonuje, wyjaśnienie zupełnie mnie nie przekonuje, próba wciągnięcia czytelnika w zabawę otwartym zakończeniem zupełnie mnie nie przekonuje. W pewnym momencie zdałem sobie jeszcze sprawę z tego, że jedna rzecz jest piekielnie irytująca. Książka została skonstruowana w ten sposób, że jej większa część to „książka w książce”, a rozdziały spisane przez autorkę „wewnętrznej” książki to wspomnienia ludzi w jakiś sposób związanych z trojgiem. A skoro wspomnienia pochodzą bezpośrednio od zupełnie innych ludzi, to czy nie powinny się choć odrobinę od siebie różnić? Język, przemyślenia i sposób postrzegania świata jak dla mnie bardzo podobny, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z aktorem gejem z Londynu czy z amerykańską gospodynią z głębokiego południa. Zamiłowanie do przetworów trudno nazwać istotną różnicą. Jedynym wyróżniającym się na plus fragmentami są jak dla mnie rozmowy dwojga Japończyków na czacie.
Pewnie oberwie mi się od miłośników klimatów apokaliptyczno-spiskowo-tajemniczych, że nie pieję z zachwytu, ale chyba po prostu jestem za stary na takie klimaty i wciskanie kitów, że cztery katastrofy lotnicze mogłyby aż tak odmienić losy świata jak próbuje czytelnikowi sprzedać autorka, to już nie dla mnie. Może przemawia przeze mnie cynizm, ale jakoś nie wierzę, żeby tak szybko można było przesunąć myślenie ludzi z konsumpcji i pogoni za pieniądzem na radykalną religijność. Ale może się mylę?
Świetnie się czyta, jeśli macie czas to polecam, szybko minie wam wieczór i nic nie pozostawi za sobą.
Informacja tramwajowa
Do tramwaju jak najbardziej, idealnie się spisała w 4 i podczas stania w korku w 728, bo nie wymaga za wiele uwagi. I nawet jak przerzucicie klika kartek to strata będzie niewielka.
Podsumowanie:
Tytuł: Troje
Autor: Sarah Lotz
Wydawca: Wydawnictwo Akurat
Do tramwaju:  można
Ocena czytadłowa: 4/6
Ocena bezludnowyspowa: 1-/6
muza_buton
28 komentarzy Dodaj swoje
  1. Weszłam i czytam. Trochę mnie zamurowało, bo ostatnio na „Czworgiem oczu” czytałam recenzje i wydawało mi się, że książka była o czymś innym. Ba, nawet pamiętam, że sprawdzałam opis na Lubimy Czytać i też był o czymś innym. Wchodzę na owy blog, wpisuję „Troje” i jestem w szoku, bo książka jest o tym samym co u Ciebie… wchodzę na LC i to samo! Siedzę w robocie i myślę: no kur*a masoński spisek! Wpisuję w gogle „patopsycholożka widzowie decydują jak ma zginąć” i odetchnęłam z ulgą, że to nie masoński spisek ani radykalna religijność :D Nie wiem dlaczego popierniczyły mi się te tytuły… okładki nawet nie są podobne :( No ale chwila grozy była!

  2. Musi być coś na rzeczy, że okładka tej książki jest codziennie obecna na mojej liście blogów. Jeszcze rok temu zapierałam się nogami i czym tylko mogłam, przed klimatami postapokalipsy, dzisiaj jestem żywo zainteresowana tematem i czuje coraz większą presję, żeby nabyć te książkę.

  3. No właśnie podobnie mam… jarałam się jak głupia tą zapowiedzią i całą akcją promocyjną. A teraz czytam i czytam i 1/3 już za mną i szału nie ma, ale dzielnie czytam dalej, może coś mnie tam rozwali na łopatki. Też mam wrażenie, że za staram już na te klimaty, ale pozytyw jeden widzę: wkręciłam się w temat lasu Aokigahara u podnóży góry Fiji. Tego miejsca samobójców. I znalazłam fajną wypowiedź Joanny Bator o jej nowej książce, gdzie tez ten temat porusza. http://www.tvn24.pl/xiegarnia,66,m/joanna-bator-o-subkulturze-otaku-i-wieszaniu-sie-w-lesie-u-podnoza-fidzi,422089.html
    I chociaż z Japonią mi nie jest po drodze, to chyba się skuszę na tego „Rekina…”
    PS. Widzisz do jak długiej wypowiedzi mnie skłoniłeś? Dumny bądź, bo moje komentowanie gdziekolwiek spadło do zera, a tu proszę ;)

  4. Ja chyba jestem miłośniczką klimatów apokaliptyczno-spiskowo-tajemniczych ale nie oberwie Ci się, bo by się wypowiedzieć muszę przeczytać, a kiedy to nastąpi to nie wiadomo. Najbardziej mnie zachęca wspomnienie o rozmowie Japończyków ;) Chciałabym się tylko jeszcze upewnić, czy te piekielne czarne brzegi stron to tak dla oddania klimatu tej książki? PS. Jak mi szkoda, że już nie jeżdżę tramwajem, może na jesień ;)

  5. A ja słyszałam tyle pozytywnych wypowiedzi na temat tej książki, mnóstwo zachwalania było, a tutaj czytam, czytam, czytam… i karpik. Chyba będę musiała przemyśleć, czy chcę tę książkę przeczytać jeszcze raz, bo skoro nie jest niczym ciekawym, to szkoda pieniędzy poświęcać na marne czytadło.

  6. No i moje podekscytowanie rąbnęło o ziemię jak samolot… Ale to w sumie dobrze, bo naczytałam się tyle zachwytów, a teraz odzyskałam równowagę. Nadal chcę przeczytać, ale z bardziej poskromionym hurra optymizmem :)

    1. Najlepiej sprawdzić na własnej skórze ;) U mnie też czeka w kolejce i niebawem wezmę się za czytanie, by zdementować lub potwierdzić zarzuty Oisaja.

  7. To jest pierwsza recenzja o charakterze negatywnym o tej książce i muszę za nią podziękować:) Nie zmieniła ona stopnia mojej ciekawości, ale zwróciła uwagę na pewne elementy:)

    1. Jakoś tak wyszło, że niewiele wiedziałem o książce przed czytaniem, a spodobała mi się akcja marketingowa. Stawiam na to, że będzie film, ale czytał drugi raz nie będę ;)

  8. Ju z Ci kiedyś mówiłem, że z Twoimi pozytywnymi opiniami nie zawsze się zgadzam, ale z negatywnymi zawsze;-)
    Uważam, że napisałeś obiektywnie. Powiedzmy, że czytałem, od pewnego momentu to tak naprawdę przeglądałem;-) Książka mnie nie przekonała. Pomijając fakt, że nie lubię specjalnie klimatów „cudownie uratowany z katastrofy lotniczej” ze spiskiem w tle.
    Zwróciłeś uwagę na to co ja, książka udaje „dokument” a wszyscy mówią bardzo podobnym językiem? Wystarczy wziąć pierwszą z brzegu książkę dokumentalną, żeby się przekonać o tym, że jest zupełnie inaczej, o zróżnicowaniu poglądów nie mówiąc! Pani nie odrobiła lekcji chyba?
    Piania z zachwytu nie rozumiem, ale akceptuję;-) Każdy ma swoje czytanie ;-)

    1. Zgadza się, wszyscy mówią tak samo i myślą tak samo, mimo tego, że część tekstów ma być niby zapisem bezpośrednim nagrań.
      Ale Andrzeju to chyba jednak jest dla „young adult”, a tam wciskają naprawdę koszmarne bzdety, wiec tu nie jest aż tak źle.

Dodaj komentarz