You are here
Adrian (Secrus) 

„Kabalista z Pragi” – Bliskie spotkanie trzeciego stopnia z Golemem

kabalistaSłyszeliście legendę o wielkim Golemie stworzonym ze słowa, który obronił praskich Żydów: najpierw przed falą wojen religijnych, a długo później przed atakami nazistów i stalinistów? Swą posągową posturą rzucił cień na wrogów chcących wedrzeć się siłą do wydzielonego w mieście getta. Dziś przy praskim ratuszu stoi majestatyczna rzeźba Tego, który dał początek Golemowi – Maharala – słynnego Głównego Rabina, mistrza kabały. W „Kabaliście z Pragi” poznamy tę niezwykłą historię i zdarzenia jej towarzyszące z przekazu Dawida Gansa, ucznia Maharala, który przyznaje, że zmarł przed czterema wiekami. Marek Halter zabiera nas zatem w podróż do szesnastowiecznej Europy pogrążonej w wojnach religijnych i zapowiada opowieść równie realną, co w pewien sposób magiczną. Zdecydowanie jednak inną niż te, które do tej pory poznałem.

Przede wszystkim należy wspomnień o jednym: Golem pojawia się w książce zaledwie na ostatnie kilka rozdziałów, a zaczyna być istotny, gdy druga połowa lektury rozwinie się już na dobre. Do tego momentu poznajemy codzienność Żydów w praskim getcie, ukazaną naprawdę barwnie i stroniącą od nudy. Przy pierwszych rozdziałach przytłoczyć może nomenklatura używana przez autora, a odwołująca się do wszelkich tradycji judaistycznych, na szczęście z pomocą przychodzi glosariusz, który czyni z książki małe źródło rzadko spotykanej wiedzy. Fabuła natomiast bazuje na bohaterze dzielącym się z nami swoim życiem, pozornie zwykłym, a więc nie od początku historii zapadającym w pamięć, ale umiejętnie zapowiadającym żywsze elementy opowieści. Zaczyna się od edukacji Dawida Gansa, pewnej istotnej przysięgi, którą złożyli sobie jego przyjaciele i od poznania nowego mistrza – Maharala. Potem natomiast…

Akcja „Kabalisty z Pragi” obejmuje XVI wiek, a Halter sprawnie wywodzi motywy dla swojej powieści z tła historycznego. Rzecz dzieje się w czasach panowania Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a obejmuje rządy cesarza Rudolfa II, syna Maksymiliana II Habsburga sprzyjającego mniejszości żydowskiej w Pradze. Sporo mówi się o Rudolfie z perspektywy owej mniejszości, dzięki czemu książka bywa chwilami dobrą lekcją historii. W pewnym etapie opowieści Dżuma nawiedza otoczone murem miasto nad Wełtawą i zaraza zostaje w niej intrygująco zarysowana. Jeszcze później Dawid Gans wyjeżdża w kilkuletnią podróż po krajach europejskich i opowiada o największych renesansowych ośrodkach nauki. Bohater przybywa do Wenecji, gdzie trybunał Inkwizycji zamyka w więzieniu Giordano Bruno, słucha wykładów Galileusza i zamienia z nim słowo na korytarzu Uniwersytetu w Padwie, odwiedza też obserwatorium Tychona Brahe i poznaje Johannesa Keplera. Tym wyliczeniem chcę unaocznić wam, jak wieloma odniesieniami Marek Halter nasycił swą powieść. Niektórzy mogą uważać, że te częste odejścia od głównej osi fabuły nużą i nie wnoszą wiele do książki, ale dla mnie są jej ciekawym urozmaiceniem. Choć fakt, czasem trudno właściwie określić, co składa się na wspomnianą fundamentalną oś fabularną.

Autor operuje oryginalnym stylem, żywo związanym ze światem opowieści, wypełnionym odniesieniami do wcześniejszych rozdziałów i budującym domową niemal atmosferę, która na czas powieści towarzyszy nam we wszystkich odcieniach. Warto dodać, że „Kabalista z Pragi” może być dla czytelnika intelektualną gratką, ale raczej w tonie judaistycznego mistycyzmu i duchowych wcieleń, które w naszej kulturze spotykają się z niezrozumieniem. Nic dziwnego, bo to wiedza dla wtajemniczonych, my zaś, czytając dzieło Haltera, mamy okazję poznać jej skrawek, wycinek zaledwie z tajemnej całości.

To jednak tylko interesująca otoczka, która przez większość lektury towarzyszy typowo obyczajowej treści. Czytamy o skazanej na niepowodzenie miłości, o przemyśleniach Gansa związanych z burzliwymi zdarzeniami i jego wewnętrznym moralnym konflikcie. Motyw zagrożenia Żydów lękających się ataków gojów jest stale obecny, ale nie mniej niż rozwój głównego bohatera i jego osobiste bolączki. Golem to swoisty deser i zwieńczenie opowieści, mądre i przemyślane, mówiące o tym, jak łatwo z ofiary stać się ciemiężycielem. Jednocześnie wprowadzenie pożądanej istoty nie spełnia pokładanej w tym motywie nadziei. Gdy przez bite dwieście stron wypatruje się tego olbrzyma, gdy napięcie podnoszą zdawkowe informacje o sile kabały Maharala, oczekuje się czegoś olśniewającego. „Kabalista z Pragi” nie jest taką literaturą i mam wrażenie, że przez swą zwyczajność i  pewien rodzaj wycofania wiele traci.

Marek Halter oferuje nam świat w obliczu najżywszej reformacji i wojen religijnych katolików z luteranami. Jeśli ktoś szczególnie upodobał sobie ten etap w historii, a dodatkowo interesuje go tematyka żydowska, niech kupuje w ciemno! Trudno jednoznacznie sklasyfikować tę powieść. „Kabalista z Pragi” nie tyle robi sobie swobodną przebieżkę po znanych konwencjach, co szuka własnego stylu i przyznać trzeba, bez względu na wrażenia, że udaje jej się być książką unikalną. Marek Halter zawarł na pierwszych stronach „Kabalisty…” pewną myśl: „Pamięci tego minionego świata, zniszczonego nieodwracalnie, którego blask staram się w tej książce zachować”. Ja zapewniam z czystym sumieniem, że blask ten autor znakomicie pielęgnuje i zachowuje dla nas, czytelników.

Podsumowanie:
Tytuł: Kabalista z Pragi
Autor: Marek Halter
Wydawca: Zysk i S-ka 2014
Moja ocena: 6/10

Related posts

7 thoughts on “„Kabalista z Pragi” – Bliskie spotkanie trzeciego stopnia z Golemem

  1. Zainteresowałeś mnie, autentycznie :-)
    Co do tematyki żydowskiej, sięgnąłem ostatnio na „Wolne Lektury” i będę czytał tę kolekcję http://wolnelektury.pl/katalog/lektury/biblioteka-pisarzy-zydowskich-im-michala-friedmana/ (to będę czytał to wiadomo – tempo dostosowane do możliwości). Mam wyrzuty sumienia bo dwie przeczytane pozycje wołają o wpis, ale… wiadomo bez weny nie ma jak pisać, a to kapryśna panna jest ;-)

    1. Secrus

      Całe szczęście, że u mnie jakoś ostatnio wolna od kaprysów i udaje mi się bestię nie bez wysiłku poskromić ; ) Czekam oczywiście na Twoje wpisy.
      Z tej kolekcji na pewno coś sprawdzę, choćby z ciekawości, bo nazwiska autorów niestety są dla mnie w większości czarną plamą. Z kolei „Dybuk” jako pierwszy przykuł moją uwagę – był dość istotnym gościem w jednym z wątków „Kabalisty…” : )

      1. No właśnie! Ta nasza nieznajomość tej literatury, będącej gdzieś zupełnie obok jest dziwna. Zdaje się, że „Dybuk” to klasyka jest!

        1. Secrus

          To też pewnie wynik niewielkiego upodobania ze strony naszych rodzimych wydawców. Jeśli ktoś nie interesuje się szczególnie kulturą żydowską, pewnie nawet nie trafi samoistnie na taką literaturę tematyczną.
          To ja „Dybuka” w pierwszej kolejności pochłonę, bo też film z ’37 na mnie czeka : )

  2. Ooo! Czekałam na Twoją recenzję :D Po „Golemie” Singera, „Golemie” Edwarda Lee i „Golemie i Dżinie” Helen Wecker tematyka golemowa jest mi wyjątkowo bliska :) Czuję się mocno przekonana. Pozdrawiam!
    O.

    1. Secrus

      Aż mi się miło zrobiło, jak powiedziałaś, że czekałaś :D
      Widzę, że ja w golemowych klimatach stawiam dopiero swoje pierwsze kroki dyletanta ; ) Od czegoś trzeba jednak zacząć.
      Również pozdrawiam : )

  3. […] recenzenckie od Zysku, otrzymane na początku czerwca. Recenzje już jakiś czas w Tramwaju, tu i tu! Polecam, całkowicie różne, ale bardzo interesujące pozycje. „Kobiety, które […]

Dodaj komentarz