Ksin. Początek – czytadło dla nastoletnich mężczyzn

ksinPo Ksina. Początek sięgnąłem z sentymentu, kiedy czytałem o kotołaku pierwszy raz, w wydaniu ze świetnymi ilustracjami Jarosława Musiała, byłem zachwycony. Ale mi już przeszło.

Główny bohater książki to kotołak, taki koleś jak wilkołak, tylko zmieniający się w kota zamiast w wilka, pomysł niezły. W świecie Lewandowskiego jest jeszcze cała chmara takich odzwierzęcych stworów plus strzygi, wampiry i inne magiczne tałatajstwo, ich pojawienie się na świecie autor tłumaczy upadkiem meteorytu. Pomysł nawet ciut oryginalny. Mamy w tej opowieści jeszcze różnego rodzaju magów, południce i odgrywających ważną rolę odczłowieńców. Nasz dzielny kotołak różni się od nich jedną zasadnicza cechą, nie jest przesiąknięty złem, zarówno przed jak i po przemianie zachowuje pełna świadomość i nie kieruje się rządzą mordu. Pomysł może niezbyt zaskakujący, ale całkiem przyzwoity, cóż z tego jednak skoro wykonanie szwankuje

Lewandowski postanowił rozbudować mocno historię, którą znałem z lat młodzieńczych. Mniej więcej połowa tamtej książki to główna oś fabularna pierwszego tomu sagi, czyli Ksin początek, resztę uzupełnił historią wypełniającą luki w wykreowanym świecie. Zabieg z założenia dobry, dzięki temu w końcu więcej wiadomo o mechanizmach rządzących zmiennokształtnymi, czemu w tym  świecie jest tak mało magów, opowieść staje się pełniejsza.
Te fragmenty które wchodziły w skład starego Ksina nadal czyta się znakomicie i to nie tylko z sentymentu. Historia jest ciekawa, logiczna i trzymająca w napięciu. Drobne niedoróbki nie psują jej odbioru i tak jak podobała się 17 latkowi tak 40 latem z lekkim przymrużeniem oka może ją z przyjemnością przeczytać. Niestety te nowe fragmenty to koszmar! Autorowi chyba brakło weny, pomysłu i konsekwencji, bo uzupełnił opowieść w sposób wyjątkowo kiepski.  Językowo nawet nie zgrzyta, czyta się płynnie i bez zacięć, ale za to logika poszła w piach. Przeciętni magowie stają się nagle geniuszami na miarę arcymagów, zbójeckie oddziały są sprawniejsze w walkach niż zakonnicy szkoleni do niszczenia wyjątkowo wrednych potworów, a najemnicy okazują się być najbardziej przesądnymi ludźmi na świecie, dla których od pieniędzy ważniejsze jest dopełnienie proroctwa. I to proroctwa zupełnie ich nie dotyczącego. Postacie istotne dla fabuły są w stanie przeżyć każda przygodę, dosłownie KAŻDĄ! Nie ma znaczenia w jakie tarapaty zostaną wplątane i tak wychodzą z nich obronną ręką. Może gdybym czytał co drugi rozdział to odbiór byłby lepszy?

Jedynymi osobami którym mogę z czystym sumieniem polecić książkę są nastoletni mężczyźni, niech już lepiej sięgną po Ksina, niż po jakieś amerykańskie kiepskie czytadło, tu przynajmniej połowa książki jest interesująca. A dlaczego mężczyznom? Bo żadna kobieta nie uwierzy w wątek Hanti ;)

Informacja tramwajowa
Można brać do tramwaju, tylko po co?
Podsumowanie:
Tytuł: Ksin początek
Autor: Konrad T.Lewandowski
Wydawca: Nasza Księgarnia
Do tramwaju:  wszędzie
Ocena czytadłowa: 2/6
Ocena bezludnowyspowa: 1/6
40 komentarzy Dodaj swoje
  1. Ej wypraszam sobie, że tylko dla nastoletnich mężczyzn! Ja jestem kobietą, a mi się podobało właśnie ; p Nie wiem czemu, ale coś mnie w tej historii urzekło – nie znałam tak jak Ty wersji „dawniejszych”, ale ta mi przypadła do gustu :)

  2. Kurczę, daleko mi i do mężczyzny i do nastolatka, a książka jużdo mnie leci (podobno), ale z odpowiednim nastawieniem może nie będzie źle ;) Swoją drogą wcześniej o kotołaku nie słyszałam, Lewandowski kojarzył mi się tylko z CzarnąWierzbą.

      1. No dobra, wczoraj skończyłam i… w sumie to nawet mi się podobało (nie wiem, czy teraz czuć zażenowanie, czy nie… ;)
        Owszem, do kilku rzeczy bym się przyczepiła, ale ogólne wrażenie jest niezłe. Może dlatego, że nie mam porównania – to było pierwsze spotkanie z postacią Ksina.

  3. O masz, nie planowałam czytać Ksina, a teraz bardzo chciałabym wiedzieć, o co chodzi z wątkiem Hanti! :) Typowa, babska ciekawość ;))

  4. Ja nabyłam przekonania, żeby się od tej książki trzymać z daleka, kiedy Ninedin umieściła fragment którejś z kolejnych części cyklu o Ksinie w zestawieniu najgorzej napisanych scen erotycznych.;)

    1. Jeśli pod tym nickiem rzeczywiście znajduje się autor Ksina to witam serdecznie. Pierwszy Ksin, ten z rysunkami Jarosława Musiała był świetny, tutaj troszkę Pan jednak przeszarżował.
      Proszę się zastanowić skąd u kogoś kogo Pan opisał „..domokrążny iluzjonista, którego szczytowe osiągnięcie polegało na przedstawieniu wizji dna morza..” umiejętność tworzenia ludzko-kocich hybryd i wpływania na fizjologię ciężarnej kobiety.
      Powodzenia życzę.

  5. Osiągnięcie a umiejętności, to są dwie różne rzeczy – raz. Konieczność rywalizacji z konkurencją dobrze wpływa na samodoskonalenie – to dwa. Zarzut niekonsekwencji mocno naciągany zatem.
    Nie przeczę, że nastolatkowie sprzed 23 lat mogli już wyrosnąć z młodzieńczych fascynacji oraz całej konwencji fantasy. Nie ja ponoszę jednak odpowiedzialność, za bolesną próbę wejścia drugi raz do tej samej rzeki…

  6. Przeczytałeś to!!!! Wow! To musiało być traumatyczne. Mnie odrzuciło po tym jak bohater odszedł z domu, uratował jakąś kobietę i zaczął z nie gdzieś podróżować, coś tam się stało nad rzeką… dalej nie pamiętam. Książkę wyrzuciłem. Za stary jestem na czytanie książek „pisanych przez dwunastolatków”. Schematyzm od pierwszej strony. Kotołaki, co dalej: chomikołaki, wiewiórkołaki,.

  7. Z anonimowym trollem dającym upust swoim kompleksom i frustracji nie mam się o co kłócić.
    Pokłócić to się możemy my, bo jest szansa, że z tego coś wyniknie. Otóż nie rozumiem, jaki jest sens tego by zamiast bawić się rozrywkową powieścią, sekcjonować ją szkiełkiem i okiem, szukając wydumanych niekonsekwencji? Jeżeli zaś z zabawy się już wyrosło, to jaka w tym wina Autora…?
    Tak się składa, że o tych „wyrośniętych” czytelnikach pomyślałem, stąd wtrącone w tekst uwagi na temat „ekologii politycznej” Rohirry.

              1. Aż słów brak na tę receptę idealnej recenzji wg komentarzy Autora, na te „powinno być” odnośnie każdego akapitu… Jak to łatwo Autor może stracić w czyichś oczach do tego stopnia, że ten ktoś nawet nie chce już niczego pana Autora czytać, choćby to była najlepsza literatura pod słońcem ;)

                A może ja też się „nie odnajduję” w tych wszystkich zasadach pisania o książkach, które widocznie muszą być zawsze wychwalane pod niebiosa? Żenujące i niesmaczne…

                1. Wiele mogę znieść, ale nie łopatologiczne streszczanie moich książek. Nie po to je pisałem, żeby jakaś internetowa grafomanka, która nawet czytać po polsku ze zrozumieniem nie potrafi, wyręczała mnie „własnymi słowami”.
                  I proszę mnie nie terroryzować „nieczytaniem”, nie jestem celebrytą, który każdemu się podlizuje.

                    1. Czytelnik – jak sama nazwa wskazuje, to ktoś kto potrafi czytać. Funkcjonalny analfabetyzm słabo się w tym pojęciu mieści. Zatem czytelnikami jestem zainteresowany bardzo, niestety coraz trudniej o prawdziwych. Przeważają imitacje.
                      Mogę zrozumieć, że moja książka komuś nie podeszła. Trudno. Nie będę przekonywał, że jest fajna, bo co miałem w tej mierze do napisania jest zawarte pomiędzy okładkami.
                      Będę jednak nalegał aby to stwierdzenie niechęci było podparte obiektywnymi argumentami (bo taka krytyka mi się przydaje, pozwala doskonalić styl) i nie zawierało rażących spojlerów. To ostatnie Pana nie dotyczy, ale zarzut czytania po łebkach podtrzymuję.

  8. „Pozostaje się zastanawiać, dlaczego człowiek obdarzony tak potężną mocą wiódł uprzednio życie nic nie znaczącego magika, którego szczytem marzeń i osiągnięć było zabawianie bogaczy przy obiedzie tanimi iluzjami.” – Poczekajcie do czwartego tomu – „Różanooka”, tam będzie „uprzednie życie” Tagero. Wszystko od razu w pierwszym tomie mam wyjaśniać?

  9. Powiem wprost. Dla mnie samego fenomen Ksina jest zagadką. Tym większą im więcej upływa lat i im więcej mam pisarskiego doświadczenia. Tyle książek już napisałem, niektóre już zostały zupełnie zapomniane. Ta wciąż żyje…
    I dlatego tak irytują mnie trywialne i zadufane opinie.

Dodaj komentarz