You are here
Przeczytane 2015 

Chór zapomnianych głosów – dzieje się

chorChór zapomnianych głosów to polska fantastyka. O dziwo jest to science fiction, a nie fantasy, coraz rzadsza to sytuacja niestety.
Håkon Lindberg budzi się w kriokapsule uwalanej krwią, na jej wieku leżą zwłoki, właściwie to wszędzie leżą zwłoki, flaki i trudne do rozpoznania kawałki ludzi. Okazuje się, że poza nim z całej wielkiej wyprawy badawczo-kolonizacyjnej przetrwał tylko nawigator Dija Udin Alhassan. Nawigator zresztą może trochę kiepski, ale zawsze to jakieś towarzystwo. Ziemskie dowództwo decyduje się im wysłać wsparcie w postaci okrętu ISS Kennedy z 15 osobową załoga. Jedynym mankamentem tego rozwiązania jest to, że panowie muszą znowu iść spać, ich statek jest na tyle daleko, że dotarcie do niego potrwa blisko 50 lat. Kiedy w końcu dojdzie do spotkania obu okrętów akcja rozpędzi się na całego i z SF z elementami horroru książka zmieni się w fantastyczną powieść sensacyjną pełną gębą. Będą obcy, podróżne w czasie, dziwne artefakty, wymarłe miasta i zaskakujące zwroty akcji. A wszystko to pod szyldem Remigiusza Mroza.

Fantastyka to kawałek literackiego tortu, którego zjadłem najwięcej, mam też do niego największy sentyment i jeśli przez dłuższy okres czasu nie przeczytam coś z obcymi na pokładzie, albo przygód jakiegoś krasnoluda, to mi jakoś dziwnie. Przyznam szczerze, że kiedy sięgałem po Chór… byłem pewien obaw, Parabellum i Kasacja tego autora podobały mi się bardzo, ale nie wiedziałem jak styl jego pisania sprawdzi się w moim ulubionym gatunku. Dał radę, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Akcja pędzi na łeb na szyję, postacie budzą sympatię i są całkiem wiarygodnie, język dynamiczny, zwroty akcji zaskakujące. Przy pisaniu o podróżach w czasie łatwo wykręcić jakiś dziwny numer i przeszarżować, Mrozowi udało się tego nie zrobić. Przy jakiś prastarych rasach łatwo zbytnio upodobnić ich do ludzi, tutaj tego nie ma, motywacja najstarszych jest zupełnie niezrozumiała i taka ma być, w końcu są obcy. W pierwszej chwili trochę mnie to poirytowało, ale kiedy doczytałem do końca doszedłem do wniosku, że tak jest zdecydowanie lepiej, wyjaśnienie „po co” zabrałoby czytelnikowi sporo przyjemności przy czytaniu. Nie ma w książce też przesadnego epatowania techniką, to często nie wychodzi fantastyce na dobre, bardzo szybko się wtedy starzeje. Wszystko jest na swoim miejscu, podane w świetny sposób.

Ale. No bo przecież jakieś ale musi być.

Jedna rada dla czytających i dwie uwagi do książki, racjonalna i nieracjonalna. Rada dla czytających jest taka, zarezerwujcie sobie możliwie dużo czasu na książkę, nie chodzi nawet o to, że trudno się oderwać, choć to prawda. Chór zapomnianych głosów należy do tych tytułów, które najlepiej się czyta w dużych kawałkach, czytanie po trochę budzi irytację i nie daje takiej frajdy jakby mogło, ale jeśli siądziecie choć na godzinę, to  będzie dobrze.
A teraz uwagi. Panie Autorze uprasza się o nie lecenie w kolejnych książkach kiepskim Star Trekiem! Przy pierwszej wyprawie na planetę NIGDY nie należy zdejmować hełmów. NIGDY! To jedna z podstawowych zasad, wiadomo, że wtedy na pewno coś się stanie, choćby atmosfera na planecie  była w porządku.
Druga sprawa jest totalnie irracjonalna, nie wiem dlaczego, ale mam głębokie przekonanie, że gdyby Remigiusz Mróz chciał, to mógłby napisać tę książkę lepiej. Nie ma się zupełnie do czego przyczepić, czytało się świetnie i mam nadzieję, że będzie jeszcze coś w tym klimacie. Jednak naprawdę nie wiem skąd ta pewność, a tkwi to we mnie wyjątkowo mocno, że potrafiłby jeszcze lepiej, niewiele lepiej, ale jednak. Nie to, żebym sugerował, że trzeba coś poprawić, bo nie trzeba, ale pewność mam, irracjonalną, i nie mogę się jej pozbyć.

Informacja tramwajowa
No właśnie lepiej nie brać, chyba że macie naprawdę dużo do przejechania. Takie 40 minut to zdecydowanie najmniejsza jednostka czasu, jaką powinno się jednorazowo poświęcić na czytanie w tym przypadku, jest wtedy o wiele przyjemniej.

Podsumowanie:
Tytuł: Chór zapomnianych głosów
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawca: Wydawnictwo Genius Creations
Do tramwaju: niechętnie
Ocena czytadłowa: 5+/6
Ocena bezludnowyspowa: 3/6

Related posts

9 thoughts on “Chór zapomnianych głosów – dzieje się

  1. S/F rzadko trafia na moje półki, raczej wolę oglądać niż czytać. Z fantastyki zdecydowanie bardziej przemawia do mnie fantasy. Ale kto wie, może w przyszłości zmienię zdanie. Będę miała na uwadze ten tytuł :)

    1. Janek

      Zawsze możesz poczekać, Wcale się nie zdziwię jak i za fantasy Pan Remigiusz się weźmie ;)

  2. Nie słyszałam dotąd o tym autorze, a z tego co wyczytałam sporo tracę. Pora nadrobić braki :)

    1. Janek

      Proponuję zacząć od Kasacji która będzie miała premierę za kilka dni, jest najlepsza na początek tej znajomości :)

  3. Coś dużo ludzi chwali autora. No, kiedyś spojrzę. Wiesz, zawsze mam wątpliwości, kiedy ktoś wielogatunkowy zabiera się za science fiction, to nie takie proste.
    No ale ja ostatnio w klasyce siedzę… nie nadążam za modą :-)

    1. Janek

      On jak na razie daje radę we wszystkich stylach za które się wziął, tutaj w sumie przeszarżował tylko z tymi hełmami.

  4. O dziwo nie często ostatnio sięgam po taką tematykę, ale naszła mnie jakaś dziwna ochota po tym wpisie – a szczególnie na to, by bliżej poznać pana Remigiusza…

  5. O, przeoczyłam ten wpis. W takim razie „Chór…” do schowka.

  6. […] Zapraszamy do lektury całej recenzji "Chóru zapomnianych głosów", która znajduje się tutaj. […]

Dodaj komentarz