Pyrkon, czyli sam musisz sprawdzić

pyrkonPyrkon, czyli poznański festiwal miłośników fantastyki to już prawdziwy fenomen, tysiące ludzi, setki spotkań i wystawców, mnóstwo atrakcji. Moim zdaniem każdy miłośnik szeroko pojętej fantastyki powinien przynajmniej raz go odwiedzić i samemu sprawdzić, czy go pokocha, czy znienawidzi.

Ja jestem z tych, którzy znienawidzili.
Nie chodzi mi o to, że kolejka do wejścia była długa, bo wystarczyło przyjść w piątek, albo wcześniej w sobotę i nie było problemu.
Nie chodzi mi o to, że nie wszedłem na zaplanowane prelekcje, tematy były ciekawe, a mnie brakło po prostu determinacji by czekać.

Moje uczucie wzięło się z dwóch powodów.

Po pierwsze z zazdrości.
Zazdroszczę zarówno organizatorom jak i cosplayerom ich pasji, zaangażowania w przygotowanie tego gigantycznego wydarzenia i w przygotowanie cudownych kostiumów. Przebrań przy, których czlowiek zbiera szczenę z podłogi.

Po drugie z braku pieniędzy.
Ilość wystawców sprzedających przeróżne gadżety związane z fantastyką, czy komiksami jest na Pyrkonie ogromna, mają przepiękne rzeczy, przedziwne cudeńka, które gdziekolwiek indziej trudno podotykać. I mają je wszystkie w jednym miejscu.

Dlatego nienawidzę Pyrkonu!
Za rok, jeśli tylko się uda, znowu przyjadę ;)

18 komentarzy Dodaj swoje
  1. W tym roku pierwszy raz byłam na Pyrkonie. Na szczęście przyjechałam tam w sobotę przed ósmą, więc kolejka do wejścia nie była gigantyczna (była tylko cholernie długa), ale i tak zmarnowałam przynajmniej kilka godzin, bo za nic nie mogłam rozeznać się w układzie hal oraz planie prelekcji. Na szczęście, gdy już się ogarnęłam, szybko zaplanowałam dwudniową rozpiskę działań, która zaczynała i kończyła się na tym, że biegałam jak głupia pomiędzy salami, w których odbywały się prelekcje dotyczące religii Słowian :).

Dodaj komentarz