Śmierć w Chateau BremontPrzeczytane 2018 

Śmierć w Chateau Bremont, czyli francuska prowincja

„Śmierć w Chateau Bremont” to pierwszy tom cyklu o perypetiach sędziego Antoine’a Verlaque’a i jego partnerki Marine Bonnet, profesor prawa w maleńkim Aix. Jak się okazuje jednak nawet niewielkie prowincjalne miasteczko w słonecznej Francji może mieć mroczne tajemnice. I trupa, a nawet dwa

Śmierć w niewielkim zameczku

Książka zaczyna się klasycznie, jak na porządny kryminał przystało, czyli trupem. Takim arystokratycznym i zaskakującym. Nikt nie może uwierzyć, że Étienne de Bremont, właściciel niewielkiego chateau wypadł z okna. Pojawiają się podejrzenia, że musiał popełnić samobójstwo, tak niewiarygodne lokalnym mieszkańcom wydaje się to zdarzenie. Arystokrata słynął z dużej sprawności, poczucia równowagi, był powszechnie lubiany i inne powody jego śmiercie wydają się niezbyt wiarygodne. Ale sędzia Verlaque łatwo nie odpuszcza. Snob, upierdliwa maruda i nadęty uparciuch, ale to właśnie ten jego upór nie pozwala mu zaakceptować ani samobójstwa, ani wypadku. A kiedy pojawia się kolejny trup to nie ma zmiłuj, coś złego dzieje się w Aix-en-Provence

Prowansja

Lubie wybierać się w kryminalne nowe miejsca, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Jak dotąd zwiedziłem całą Skandynawię, dość często byłem w Anglii, zdarzyło się odwiedzić Niemcy. Kocham kryminalne Włochy i naszych południowych sąsiadów, zarówno Czechów jak i Słowaków. Miałem też okazję sporo czasu spędzić także kryminalnie za naszą wschodnią granicą. Ale we Francji goszczę właściwie dopiero drugi raz. Wcześniejsze spotkanie nie nastroiło mnie zbyt dobrze, bo choć Pierre Lemaitre pisze znakomicie, to dla mnie jednak odrobinę zbyt brutalnie. Tym razem wybrałem się na zachód Europy za sprawą Kanadyjki, M.L. Longworth, która jednak znakomicie zna francuskie realia. Mieszka tam od ponad 20 lat i można spokojnie powiedzieć, że mamy tutaj podobną sytuację jak z piszącą niezłe włoskie historie Donną Leon.

Debiut

„Śmierć w Chateau Bremont” to debiut M.L. Longworth i przyznam szczerze, że jest całkiem udany. Owszem nie jest to może powieść na miarę Agaty Christie, czy najlepszych dokonań wspomnianej chwilę temu Donny Leon, ale czyta się ją z przyjemnością. Zagadka kryminalna wciąga, jej rozwiazanie zaskakuje, a fabuła miała więcej niespodzianek w zanadrzu niż wydawało mi się na początku. Sędzia Verlaque to dość ciekawa postać, jakże odmienna od policjantów po przejściach ze skandynawskich opowieści.
Na półce czeka drugi tom tej serii, jestem przekonany, że podobnie jak pierwszy będzie stanowił idealną lekturę na wakacje. Lekką, niezobowiązującą, pełną uroku pysznego jedzenia i niespodzianek.

Podsumowanie:

Tytuł: Śmierć w Chateau Bremont
Autor: M.L. Longworth
Tłumaczenie: Anna Krochmal
Wydawca: Wydawnictwo Smak Słowa
Do tramwaju:
tak
Ocena czytadłowa: 4/6
Ocena bezludnowyspowa: 3/6

Powiązane posty

5 Thoughts to “Śmierć w Chateau Bremont, czyli francuska prowincja”

  1. Być może sięgnę, południowe klimaty nie są mi obce, pozdrawiam znad filiżanki porannej kawy :)

    1. Janek

      To była BAAAARDZO wczesna kawa :D

  2. […] przy rue Dumas to kontynuacja może nie oszałamiającego, ale udanego debitu Śmierć w Chateau Bremont autorstwa mieszkającej we Francji Kanadyjki M.L. Longworth. Sięgnąłem po nią dość szybko, bo […]

  3. Myślę, że książka może być przyjemna w czytaniu

    1. Janek

      Taj jest słabsza, druga zdecydowanie lepsza, bardziej płynna, wciągająca.

Dodaj komentarz