Psikusy pamięci

Dziś zupełnie nieksiążkowo. Przy okazji konkursu organizowanego niedawno przez Czarną Owcę zdałem sobie sprawę, że są tylko trzy momenty w moim życiu, które jestem w stanie przywołać z pamięci z najmniejszymi szczegółami. Na pewno nie są to wspomnienia w stu procentach prawdziwe, ale jeśli chcę, to każda z tych scen może stanąć mi przed oczami w tempie ekspresowym. Podzielę się nimi z wami, a co :)
Pierwsza miała miejsce wiele lat temu, byłem z kumplem na lodowisku, kiedy przyszła jego znajoma, która przyprowadziła ze sobą koleżankę. Widok owej dziewczyny trwa nadal w mojej głowie, tkwi ona w pamięci jako wysoka, rumiana na twarzy i dość spora osoba. To moja żona.
W rzeczywistości okazało się, że jest sporo niższa (łyżwy), sporo mniejsza i piekielnie zgrabna (puchowa kurtka), a czerwony kolor twarzy zawdzięcza temperaturze na lodowisku.
Drugie wspomnienie ma w tej chwili piętnaście lat. Nie pamiętam momentu, kiedy zobaczyłem po raz pierwszy starszego syna, próby przywołania tego z pamięci spełzają na niczym. Pamiętam za to doskonale tę chwilę, kiedy przywiozłem do szpitala ojca i teściów. Staliśmy w maleńkiej klitce czekając, aż pielęgniarka przyniesie do szyby małego chłopaka, lekko zniecierpliwieni w tym oczekiwaniu. W pewnym momencie zauważyłem idącą ku nam kobietę, niosła w beciku małego człowieka, który teraz patrzy na mnie z góry. Powiedziałem, że wnuk idzie i się zaczęło. Mój nie okazujący emocji ojciec, postawny teść i dość okrągła teściowa rzucili się ku szybie przez wąziutkie drzwi. Do dziś widzę, jak w trójkę próbują się w nich równocześnie zmieścić i cały czas wydaje mi się, że ojciec wepchnął wtedy teściowi łokieć pod żebra.
No i trzecie wydarzenie. Stałem podenerwowany na odrapanych schodach i wpatrywałem się w przeszkolne drzwi pełen obaw. Po dłuższej chwili oczekiwania usłyszałem:
– Panie Janie zapraszamy!
No i popędziłem. Za drzwiami darł się wniebogłosy ufajdany jakimś żółtawym czymś młody młodszy, a pani doktor wywijała nim na wszystkie strony. Nie wiem jakim cudem, ale cały czas jestem przekonany, że trzymała go wtedy przez moment za jedną nogę, ale to chyba niemożliwe.
To tyle, w sumie nie wiem czemu, ale zależało mi na tym, aby to zapisać.
17 komentarzy Dodaj swoje
  1. Takie rzeczy zawsze warto zapisywać dla siebie i dla potomności. ;)

    Jeśli chodzi o psikusy pamięci, to ja np. pamiętam jak w McDonaldzie (to że w Wiedniu, to wiem tylko z opowiadań) mój tata jadł naprawdę wielkiego hamburgera, czy raczej Big Maca, którego nie dało się zmieścić do ust, mam ten widok przed oczami do dziś. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wtedy byłam w brzuchu mamy…

  2. Takie wspomnienia :-) Pięknie!
    Jak powiedział Vetch do Jaspera „Wchodzisz w wiek średni bracie” ;-) (Czarnoksiężnik z Archipelagu)
    Miałeś fajnie wiesz? Mnie 28 lat temu, po kryjomu musieli przemycić, żebym zobaczył (i dotknął) leżącą w takim dziwnym niby terrarium (no w każdym razie taka przezroczysta, podgrzewana i oświetlona skrzynka) córkę;-) Pamiętam, pamiętam:-) Pomyśleć, że wnuczkę zobaczę pojutrze. Jak ten czas leci…

    1. Przy Kubie nie wpuścili, zobaczyłem go rano przez szybkę. Najlepsze było potem, bo na oddział do żony nie wpuścili, gdyż jakoby musiało być sterylnie dla Pań po cesarkach.
      Ja rozumiem, że mnie nie wpuścili, ale czemu wpuścili 10 kolesi z wiertarami i innym sprzętem?

Dodaj komentarz