Nomen OmenPrzeczytane 2019 

NIEZMIENNIE! Królowa jest, Nomen omen, tylko jedna

W związku z wznowieniem książki Nomen omen ałtorstwa znanej i lubianej Wielce Szanownej Pani Ałtorki Marty Kisiel odświeżam recenzję.  Powstała przy okazji pierwszego wydania, ale taka sama frajda przy lekturze wciąż jest. Pozwolę sobie jednak na początek na niewielki komentarz.

Tak jest

Kiedy w 2014 roku, po czterech latach przerwy od Dożywocia pojawiła się druga książka Marty, pojawiło się trochę narzekań. Nie czarujmy się, sporo osób oczekiwało czegoś bardziej w stylu jej pierwszej książki. Ja, jak widać w tekście pierwotnej recenzji, byłem zachwycony. I trwam w tym podziwie dla talentu Ałtorki do dzisiaj. Choć właściwie powiedzieć spokojnie by można, że mój zachwyt wzrósł jeszcze bardziej. Z każdą kolejną książką można się bowiem przekonać, że te dwa światy, jeden przedstawiony w Dożywociu, drugi w Nomen omen pięknie się rozwijają. Z każdą książka stają się pełniejsze, tkany przez Martę gobelin jest coraz piękniejszy, a każda książka czytana osobno daje nieco mniej frajdy, niż wszystkie czytane razem. Uwierzcie mi, Toń samodzielnie robi wrażenie, ale z Nomen omen jest jeszcze ciekawsza. Jeśli zatem jeśli jeszcze nie macie Nomena, to pędźcie, moje przemyślenia świeżo po lekturze powinny was jeszcze bardziej zachęcić.

Tak było

Po tym poście zostanę pewnie obwołany czołowym podlizuchą, ewentualnie psychofanem, ale powiem nieuprzejmie i dosadnie, że mam to w dupie. Będzie chaotycznie, emocjonalnie i mało składnie, ale trochę mi trudno inaczej, bo się cholernie podobało :)

Salomea Przygoda ucieka z domu. Zmęczona pomysłami swojej rodziny trafia do Wrocławia, gdzie wynajmuje pokój w dość interesującym domiszczu. A potem się zaczyna. Jej brat Niedaś próbuje ją zabić, w księgarni w której pracuje pojawia się filolog o zacięciu romantycznym i prawie łamie jej serce, a właścicielki domu w którym mieszka okazują się być nie do końca zwykłymi osobami. Na dokładkę upiór, papuga z charakterem, mnóstwo humoru i odrobinę historii Wrocławia, całkiem mrocznej, takiej w stylu Marka Krajewskiego

Słów kilka

Nowa książka Marty Kisiel jest świetna! Oczywiście będzie mnóstwo kręcenia nosem, że to nie Dożywocie 2, ale kręcący powinni sięgnąć po Nomen Omen zanim zaczną marudzić. Oczywiście trudno będzie uniknąć porównań do debiutu Ałtorki, ale nowa książka to już nie zbiór powiązanych ze sobą opowiadań, a rasowa fabuła. Fabuła bardzo interesująca, okraszona w dodatku mnóstwem charakterystycznego dla Marty Kisiel humoru. Są znakomicie zbudowane, zabawne i charakterystyczne postacie, jest zagadka z przeszłości, są nieoczekiwane zwroty akcji i zaskoczenia. A za numer z wykorzystaniem bardzo klasycznego motywu trzech pań należy się autorce medal (jak chce może być z ziemniaka).

Na zakończenie

Jakkolwiek by nie mówić to Pani Marta potrafi piekielnie dobrze pisać, a Nomen Omen to książka bardzo udana. Jak tylko skończyłem czytanie, to zdałem sobie sprawę, że to jest jedno z najlepszych urban fantasy z jakim miałem do czynienia w życiu . Bez rozwiązań fabularnych z powietrza, z wciągającą treścią i z zachowanymi świetnie jak na fantastykę ciągami przyczynowo-skutkowymi. A to ostatnie nie zawsze pisarzom z obszaru literatury fantastycznej wychodzi dobrze :)
Małżonka właśnie czyta i z sofy dobiegają do mnie regularne chichoty, zobaczymy co będzie kiedy pojawi się pradziadek :). Tak więc szanowni Państwo pędzimy biegusiem nabywać i trzymamy kciuki, żebyśmy na następną książkę nie czekali cztery lata!

Podsumowanie:

Tytuł: Nomen Omen
Autor: Marta Kisiel
Wydawca: Uroboros
Do tramwaju: można wszędzie, ale będziecie w komunikacji wyglądali dziwnie
Ocena czytadłowa: 6/6
Ocena bezludnowyspowa:  5+/6 ( bo na bezludnej wyspie ciężko z bólem brzucha ;) )

Powiązane posty

Dodaj komentarz