You are here
Adrian (Secrus) Z zakurzonej półki 

[Z zakurzonej półki] „Ona” – Egipt, Cambridge i Afryka w 2000 lat…

ona_nag

Umysł będący ojcem Allana Quatermaina, kreatorem afrykańskich przygód z „Kopalniami króla Salomona” na czele, inspiracją dla Georgesa Mélièsa zrealizowaną ponad sto lat temu. Ta sama wyobraźnia okazała się prekursorską w kreowaniu fantastycznych przygód osadzonych w zapomnianych przez świat sceneriach. Henry Rider Haggard – ten, o którym mówi się, że wywarł wielki wpływ na twórczość J. R. R. Tolkiena i C. L. Lewisa, a ukrytym znaczeniem swych książek ujął Zygmunta Freuda i Carla Junga. Dziś w serii [Z zakurzonej półki] z głośną powieścią przygodową, a może wiktoriańską grozą podróżniczą lub prozą historyczno-fantastyczną? Niech umilkną ograniczenia gatunków, bo oto nadchodzi „Ona” i przyrzec mogę na jej nieśmiertelność, że kroczy dumnie i wytwornie.

Wyobraź sobie, że odwiedza cię jedyny przyjaciel, zmęczony i marniejący w oczach. Prosi o ostatnią przysługę, a mówi w taki sposób, jakby już jutro miał wyzionąć ducha. Zostawia ci skrzynię i prosi o jej przechowanie dla jedynego syna. Gdy ten ukończy dwudziesty piąty rok życia, ma otworzyć tajemniczą paczkę i zadecydować o swoim dalszym losie. Spuścizna kryje bowiem staroegipskie skorupy i dokumenty jawnie świadczące o tym, że z rodem Vinceyów – to nazwisko twojego przyjaciela –  wiąże się pradawny mit nakładający na każdego potomka misję prowadzącą w głąb najdzikszych zakątków wschodniej Afryki, gdzie brutalnym ludem Amahaggerów rządzi Ayesha, Ona  Posłuch Mająca, nieśmiertelna władczyni ponad wszystkie koronowane głowy. Co powiesz na to, że twa wyobraźnia nabiera realnych kształtów, a ty stajesz przed możliwością przeżycia najciekawszej, a jednocześnie najniebezpieczniejszej przygody swego żywota? Odpowiem sam: wyruszasz w podróż.

„Ona” to pierwszoosobowa relacja z takiej właśnie podróży odbytej przez profesora Horacego Holly’ego i jego wychowanka, Leo Vinceya. Pisana nieco staroświeckim językiem, w niektórych fragmentach zawiłym i skłaniającym swoją wieloznacznością do przemyśleń, zabiera czytelnika na teren Równiny Kôr gdzieś w afrykańskim interiorze. Autor kreśli obraz Afryki, którą się dotyka, którą się słyszy, widzi i odczuwa. Jednocześnie ekstremalne przygody bohaterów, pokonywanie kilometrów trzęsawisk lub walka z żywiołem podczas olbrzymiego sztormu, z nawiązką spełniają wdzięczną rolę opisów piękna przyrody. Sprawozdanie z pełnej wrażeń podróży narrator co rusz przerywa, by opowiadać o tym, co spotyka go w nowej krainie. Ponieważ zaś jest człowiekiem nauki, obyczaje tubylców, ich rytuały i zwyczaje, ale też pomieszczenia, naczynia lub grobowce zachwycają go nie mniej, niż przerażają śmiertelne niebezpieczne przygody. Może się zdarzyć, że któryś z dłuższych wywodów (pierwszy z brzegu: sztuka balsamowania zwłok) nie będzie zbyt pasjonujący i lekturę nawiedzi chwilowa nuda, ale zapewniam, że wyśrodkowanie wątków „Onej” prędko wprawi was w stan skrajnego zaciekawienia nagłym niespodziewanym zdarzeniem.

Opowieść z czasem nabiera rumieńców, a elementy fantastyczne przecinają pozorną realność fabuły. Sam nie pamiętam momentu, w którym zacząłem po cichu kibicować bohaterom narażonym na szereg niebezpieczeństw, zarówno wyrosłych z ich niepewnej sytuacji, jak i tajemniczych przesłanek zmierzających do momentu na wzór antycznej perypetii. Trzeba wam wiedzieć, że stopniowo podawany intelektualizm „Onej” zachęca do dalszej lektury i odkrywa przed czytelnikiem mnogość alegorii, niemniej równie dobrze można porzucić symboliczną warstwę książki i potraktować fabułę jako klasyczną przygodę w najlepszym stylu. Ta z kolei robi wrażenie rozmachem i dużym zaangażowaniem autora. W rozdziale poświęconym rozpakowaniu skrzyni dostajemy faksymile dwóch stron antycznej skorupy oraz tłumaczenie starych napisów z naczynia i dokumentów, z zamieszczonej uncjały starogreckiej i kursywy na łacinę z rozwinięciem wszystkich skrótów, a dopiero ostatecznie na wersję polską. Nie zadaję sobie nawet pytania, ile studiów wymagała od Haggarda taka skrupulatność. Jeśli dodać do tego oryginalne, czarno-białe ilustracje nasycające klimat opowieści, mamy pełny obraz czekających na czytelnika wrażeń. Kiedyś posiadano unikalną wyobraźnię i determinację do tego, by snuć przygody polegające na podróżach w nieznane i oddawano tym opowieściom duszę (inaczej możliwości obcowania z inskrypcjami starogreckimi nie potrafię nazwać). Tym zaś, dla których kilka stron niezrozumiałego druku to zbędna ciekawostka, autor podarował swoje poczucie humoru – prawie zawsze wyłaniające się w odpowiednich momentach.

Książkę polecam wszystkim, którzy chcieliby odrobinę odczarować swoje uprzedzenia do klasyki i sprawdzić, jak na papierze miała się światowa literatura przygodowa dwa wieki temu. Spotkanie z „Oną” – najpiękniejszą kobietą w dziejach – nie pochłania bez reszty, ale oferuje świetnie przedstawioną obyczajowość i moralność afrykańskiego ludu, kunszt dawnego języka (który ani trochę nie neguje podwyższenia ciśnienia i zwiększenia tempa bicia serca podczas brawurowej sceny walki!) oraz wystarczającą ilość przemyślanej magii. Jeśli tylko zastanawia was, w jaki sposób historia z czwartego wieku przed naszą erą mogła posiadać swe rozstrzygnięcie tysiące lat później, śmiało sięgajcie po „Oną”. Wielbiciele niezwykłych przygód będą zachwyceni.

Podsumowanie:
Tytuł: Ona
Autor: Henry Rider Haggard
Wydawca: Zysk i S-ka 2014 (premiera: 1887)
Moja ocena: 7+10

Related posts

5 thoughts on “[Z zakurzonej półki] „Ona” – Egipt, Cambridge i Afryka w 2000 lat…

  1. Książki Haggarda to przepiękna mieszanka wszystkiego ;-)
    Podróż, przygoda, wyobraźnia, humor, fantastyka. Moim zdaniem wcale się specjalnie nie postarzały, a do tego biją na głowę różne współczesne pseudoprzygodowe pseudofantasy i takie tam paranormalne (nienormalne) romanse produkowane masowo!
    Dzięki, że przypomniałeś :-)
    Swoją drogą ludzie wtedy byli ciekawi świata, tak po prostu…

    1. Secrus

      Dziś może też są, ale chyba już nie potrafią tak pięknie o tym opowiadać ;)
      Zgodzę się, że dzisiejsze „przygodówki fantasy” nie mają dojścia do tych klasycznych, to całkowicie inny typ literatury – przede wszystkim w u Haggarda ujmuje szczerość i mistrzowskie połączenie atutów, o których wspomniałeś.
      A przypomniałem, bo Zysk wydał w nowym tłumaczeniu i świetnej oprawie. Teraz się zastanawiam, czy spróbować niedługo kontynuacji „Onej”, czy sprawdzić „Kopalnie króla Salomona”. Na wakacje będzie jak znalazł ;)

      1. Pewnie potrafią, tylko uważają, że jak się nie wrzuci parę bluzgów to nie ma literatury…
        Piękno języka to zresztą rzecz względna, piękno opowieści już nie. Wymyślanie nowych światów jest OK, ale wpisywanie w nasz świat jakiejś niesamowitości, tajemniczości jest o wiele trudniejsze, lepiej świecące w blasku słońca wampiry wrzucić.
        Wiem marudzę ;-)

        1. Secrus

          A tam marudzisz, jak jest na co, to czasem tylko w ten sposób można zwrócić na to uwagę.
          Kunszt okraszania świata jakąś tajemnicą Haggard opanował moim zdaniem do perfekcji, a o wampirach nawet nie wspominaj… Brr, gdyby ktoś 15 lat temu powiedział, jak bardzo zmieni się ich rola w (pop)kulturze, to nikt by nie uwierzył :)

  2. […] recenzenckie od Zysku, otrzymane na początku czerwca. Recenzje już jakiś czas w Tramwaju, tu i tu! Polecam, całkowicie różne, ale bardzo interesujące pozycje. „Kobiety, które […]

Dodaj komentarz