You are here
Adrian (Secrus) 

„Johnny Porno” – Mafijna Ameryka lat 70.

pornoRóżne są oblicza kultowości. Przywołując klasykę wielu dziedzin sztuki, możemy dumać o pierwszych reżyserach, żyjących wieki temu kompozytorach i malarskich protoplastach. Możemy też sięgać bliżej, bo każdy odłam ludzkiej twórczości ma swoje zaczątki, które wyprowadzały nurty, kierunki oraz style na szerokie wody. Pierwociny takiej pornografii na przykład… z Głębokim gardłem na czele – produkcją szturmem atakującą przemysł kinowy w latach siedemdziesiątych. Powieść Charliego Stelli Johnny Porno zasadza się właśnie na tych czasach i realiach, ale – stety lub niestety – prapoczątki przemysłu pornograficznego sytuuje jedynie w tle swojej mafijnej opowieści. Trzeba jednak powiedzieć, że owo tło, szkielet wydarzeń, jest cenny dla fabuły i skutecznie kreśli profil całej intrygi książki.

Ze wstępu do powieści dowiadujemy się, że Stella to żadne tam anonimowe nazwisko, a facet posiadający na swoim koncie już kilkanaście tytułów. U nas po raz pierwszy daje się poznać czytelnikom jako twórca współczesnej sensacji w klasycznym sosieJohnny’ego Porno właśnie. W okrutny, brutalny światek hazardu, mafijnych porachunków, morderstw dla zysku i pornografii wplątuje się John Albano, przeciętny facet potrzebujący kasy na opłacenie alimentów i w miarę znośną egzystencję. Gdy praca taksówkarza nie spełnia jego oczekiwań, zaczyna dorabiać w weekendy u Eddiego Vento – szefa nowojorskiej mafii – jako „liczyciel głów” na nielegalnych seansach Głębokiego Gardła z Lindą Lovelace w roli głównej. Ponieważ mamy rok 1973, gangsterzy odkrywają w działalności pornograficznej intratny biznes i trzęsą całym przemysłem, a że konszachty z mafią nigdy nie należały do najbezpieczniejszych źródeł zarobku, Albano, ochrzczony przez zbirów „Johnnym Porno”, już niebawem znajdzie się w poważnych tarapatach. Poza wspomnianymi charakterami przeplatają się wątki szofera Vento, będącego w wiecznym konflikcie z Albano, Irlandczyka – maszyny do zabijania, byłej żony głównego bohatera – opryskliwej Nancy, jej pierwszego męża – psa na baby i grubą forsę, kilku wyżej i niżej postawionych gliniarzy, w większości skorumpowanych, informatorki federalnej i masy innych pomniejszych postaci. Mówię o tym dlatego, bo historia Charliego Stelli to fragmentaryczny pejzaż amerykańskiego podziemia lat 70., którego największymi zaletami są właśnie skomplikowane w swej bezwzględności relacje między skrajnymi charakterami taplającymi się w brudach nowojorskich ulic.

Powieść w całej swej objętości rozwija i poszerza kilka podjętych na początku fabuł, budowanych wokół indywidualnych postaci, jednak żadna z nich nie przyciąga od pierwszych stronic, przewijając się przed oczami odbiorcy niejako automatycznie. Tutaj narrator wspomina o jakichś nagraniach obciążających policję, tutaj o szantażu albo zwłokach poprzednika Albano odnalezionych w kontenerze, ale czytelnik wie, że takie wątki musiały się pojawić, jeśli Stella chciał nawiązywać treścią do tradycji literatury mafijnej, i traktuje je jako konieczność – bez większych emocji. Chciałoby się otrzymać historię ujętą skrupulatniej, hm… głębiej, że tak powiem, ze światem, któremu nie brakowałoby spójności, tak ważnej dla sukcesu powieści Mario Puzo. Mógłby się też Stella połasić na nieco pełniejszą warstwę psychologiczną swoich charakterów, bo mimo że to wyjątkowo barwne postaci, ma się wrażenie, że część z nich po prostu sztucznie zapełnia świat przedstawiony powieści. I to właściwie tyle zarzutów z mojej strony – istotnych, bo zakorzenionych w samym charakterze książki, ale nie wykluczających jednej zasadniczej kwestii… że przy Johnnym Porno można się naprawdę dobrze bawić!

Duża w tym zasługa podejścia Stelli do realiów swojej opowieści. Nawet jeśli świat gwiazdek porno i nocnych klubów prowadzonych twardą ręką przez mafijne szychy to świat brudny oraz wyzuty z uczuć i zasad, z relacjami międzyludzkimi opartymi na odwróconym kodeksie moralnym, to luz i umiejętność puszczania przez autora oka w odpowiednim momencie pozwalają zadomowić się w proponowanej wizji. Obok częstych wstawek seksualnych i stereotypowych gangsterskich sekwencji pozbawionych polotu, wielokrotnie trafimy na dialogi i relacje – szczególnie te obyczajowe – ugryzione z fantazją i zaangażowaniem. Podobała mi się anegdota kapitana Edwarda Kaprowskiego, który tłumaczy, czemu jego matka wciąż nie wyjechała z Krakowa: „Uparła się, że jej miejscowy kardynał zostanie pewnego dnia papieżem. Wyobrażasz to sobie? Polski papież?”. Liczyłem na więcej takich smaczków w toku kolejnych rozdziałów, ale doszukałem się ich bardzo niewiele – gdyby autor poszedł w tym kierunku, zyskałby u mnie dodatkowy plus. W innym wypadku powieść sensacyjna zawieszona między powagą a żartem, ze śmiercią bohaterów, która nie zasmuca (może to efekt tego, że prawie każdy jest zły i ma coś na sumieniu?), zostawia czytelnika w niepewności eliminującej poczucie zachwytu. Niby dzieje się szybko i wiele, a ostatnie sceny, które zbiegają się do jednej akcji łączącej wszystkie wątki, bez kompleksów budują rasową sensację z prawdziwego zdarzenia, lecz to wszystko skrywa się gdzieś pod płaszczykiem przeciętności z aspiracjami na coś więcej. Bo Mario Puzo to nie jest i nie ma nawet sensu porównywać, ale jak tu agresywnie krytykować Johnny’ego Porno, skoro te ponad 500 stron czyta się najzwyczajniej w świecie przyjemnie?

Jeśli dostrzegacie w dzisiejszym rynku powieściowym deficyt gangsterskich klimatów i Ameryki sprzed czterdziestu lat, a ponadto nie oczekujecie czegoś na miarę największych klasyków gatunku – bierzcie, będziecie się dobrze bawić. To naprawdę wartka, dynamiczna intryga z nieustanną akcją, ale ja w literaturze rozrywkowej szukam pełniejszych wrażeń, większych emocji i postaci, które szczerze mógłbym nienawidzić lub którym mógłbym kibicować do końca. W książce Charliego Stelli jednemu kibicowałem, a jednej nienawidziłem – i tyle, pozostali rozmyli się w pośrednich wrażeniach. Będę wspominał całkiem miło, z jakimś tam nawet uśmiechem pod nosem, ale bez chęci powrotu. Od czasu do czasu lubię jednak wsiąknąć w świat męskich porachunków, groźnych i niemoralnych, a Johnny Porno spełnił tę zachciankę z nawiązką.

Podsumowanie:
Tytuł:
Johnny Porno
Autor: Charlie Stella
Wydawca: Zysk i S-ka 2014
Moja ocena: 6+/10

Related posts

2 thoughts on “„Johnny Porno” – Mafijna Ameryka lat 70.

  1. Mam nadzieję, że gdy sięgniesz WRESZCIE po Sherlocka, to pozostawi po sobie coś więcej niż uśmiech pod nosem :) Niektóre książki po prostu musza zostawić po sobie delikatny ślad w pamięci, by te inne mogły wyryć swój tytuł w sercu :)

    1. Secrus

      Pewnie niejeden ślad po tej lekturze zostawię tu, na blogu – jeszcze nie wiem, w jakiej postaci i tonie ;)

Dodaj komentarz