You are here
Adrian (Secrus) Książka 

[Z zakurzonej półki] Tajemnica trawiastej planety…

TrawaTrawa. Właśnie trwają gorączkowe przymiarki do Polowania. Znajdujemy się w wiosce jednego ze szlacheckich rodów planety, wokół panuje dzikość – przedziwne bestie żyją w przestrzeni ludzkiej. Różnokolorowa, wielogatunkowa roślinność porasta okolicę. Gdy łowy wreszcie ruszają, przypominają religijny rytuał: jeźdźcy dosiadają Hippae (bardzo specyficzne konie), towarzyszą im Ogary (przerośnięte psy), a celem jest Lis, również zmutowany. Koncepcja Sheri S. Tepper nadaje jednak zwierzętom inną tożsamość niż ta znana nam z ziemskich realiów – odczuwa się osobliwą więź między bestią a człowiekiem, kobiety podczas Polowania doznają seksualnej ekstazy, młode dziewczyny giną nie wiadomo gdzie i po jakimś czasie odnajdują się odmienione. Tajemnica wisi w powietrzu, bo czytelnik nie wie, w jaki świat został wrzucony i jakich przeżyć powinien oczekiwać podczas wizyty na Trawie. Od razu jednak przeczuwałem, że to początek niełatwej, oryginalnej historii w ciekawej scenerii.

Z polecenia najwyższego Hierarchy Świętości na tę barwną planetę przybywają Marjorie i Roderigo Yrarierowie wraz z dziećmi. Ich tajną misją jest znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tylko na Trawie nie rozwija się Zaraza, która opanowała już sporą część wszechświata, włącznie z Terrą – siedzibą Świętości (ta z kolei to międzygalaktyczna organizacja religijna trzymająca pieczę nad ludzkością i rozwojem społeczeństw). Bohaterowie nie są wzorem szczęśliwej rodziny, ich relacje aż kipią od konfliktów, ale mimo to muszą zyskać zaufanie głów rodów Trawy – bonów, których codzienność pochłania niebezpieczna, szalona wręcz rozrywka – Polowanie. Nazw miejsc, grup społecznych i ludów jest tu znacznie więcej, ale nabierają znaczenia dopiero wraz z rozwojem fabuły i przekazaniem szczegółowej wiedzy o uniwersum. Świat stworzony przez Sheri S. Tepper początkowo zadziwia, dając poczucie skołowania. Zostajemy obrzuceni dziesiątkami nieznanych określeń i nazw, a autorka nie czyni wstępu, który wykładałby mniej lub bardziej wprost prawa rządzące Trawą. Przynajmniej nie na początku. Gdy jednak historia nabiera rumieńców, zdajemy sobie sprawę, że nic nie jest tu przypadkowe, że każda postać/rasa jest do czegoś predestynowana i nie staje się tekturową makietą na długie rozdziały. Taki twórczy pietyzm się chwali.

Sama historia nie porywa. Mieliśmy w literaturze mnóstwo zaraz, epidemii i plag, które opanowywały ludzkość na różne sposoby. Opowieść toczy się w wolnym tempie, ale to mogę oczywiście wybaczyć, przecież trawa także potrzebuje czasu, aby dojrzeć. Doszedłem jednak do wniosku, że fabuła nie jest tu najważniejsza – znacznie istotniejszy kształt przybierają dylematy, wokół których porusza się autorka. Powieść oplatają aspekty religijne: dużo mówi się o grzechu, pokucie i wierze w aspekcie tak moralnym, jak społecznym. Tym ciekawsze jest to spojrzenie, ponieważ równolegle Tepper wprowadza elementy erotyzmu (na gruncie znaczeniowym powieści, nie opisowym) i dość częste wątki romansowe, a to wszystko zestawia z negatywną wizją świata. Przemyślenia nad rodziną, naturą ludzką i etyką wyłaniają obraz, który zasmuca, i nie pomaga przełamać refleksyjnej ścieżki narracji nawet bujność przestrzeni Trawy – ładne opisy nadal są, rośliny skrzą się kolorami tęczy, ale czytelnik jest już myślami gdzie indziej. To dobrze świadczy o oddziaływaniu autorki na odbiorcę, jednak wyłania się zasadnicze pytanie: co zostaje po lekturze?

Trawie brakuje przede wszystkim sugestywności. Przyznam, że lektura miała przebłyski geniuszu, ale przeważnie akcja nie powodowała, bym z utęsknieniem czekał na kolejne rozdziały. Być może to kwestia motywów, które zdają się górować nad opowieścią i zamiast być podporządkowane biegowi wydarzeń – same stanowią podstawę lektury. Przyznam też, że choć autorka stara się w oryginalny sposób nakreślić sytuację polityczną prezentowanego świata (rygor narodzin z tylko dwojgiem legalnych dzieci, kary narzucane przez Świętość, formy mechanicznej nieśmiertelności itp.), to powraca do swoich pomysłów za rzadko i giną one w natłoku ważniejszych wątków. Bliska tym rozważaniom była czytana przeze mnie ostatnio książka Wszyscy na Zanzibarze, pochodząca z tego samego cyklu wydawniczego, i to ona na dłużej zapisze się w mojej pamięci.

Trawa ma jednak elementy, które wyróżniają się na tle innych. Zaraza i związana z nią tajemnica bestii zamieszkujących planetę oraz temat wymarłego ludu Arbaiów to naprawdę ciekawe kwestie, a postaci wykreowane przez Sheri S. Tepper nie zlewają się w bezimienny tłum – nieważne, czy jakiś bohater pojawia się raz, na 312. stronie, czy jego historia przewija się przez całą książkę. To jednak nie wystarcza, aby uznać Trawę za fantastykę wyjątkową, godną polecenia każdemu. Recenzowana pozycja jest pierwszą częścią trylogii Arbaiów, jednak MAG nie umieścił kontynuacji powieści w najbliższych planach wydawniczych. Po książkę można jednak spokojnie sięgać – fabuła stanowi spójną całość, wszystkie wątki zostają zamknięte, a tylko w oddali majaczy zarys bramy do dalszych rozważań nad uniwersum. Mnie Trawa nie ujęła, choć lekturę zapamiętam jako całkiem niezłą. W gąszczu solidnych fragmentów zabrakło wieńczącego całe dzieło pierwiastka wyjątkowości, jakiego w podobnej literaturze zawzięcie poszukuję.

Podsumowanie:
Tytuł:
Trawa
Autor: Sheri S. Tepper
Wydawca: MAG 2015 (premiera: 1989)
Moja ocena: 6/10

lubimyTekst jest oficjalną recenzją dla portalu lubimyczytać.pl

Related posts

19 thoughts on “[Z zakurzonej półki] Tajemnica trawiastej planety…

  1. Kontynuacja w przyszłym roku, tako rzecze wydawnictwo Mag.

    1. Secrus

      A więc jednak ;) Dziękuję za informację i idę szerzyć tę dobrą nowinę!

      1. W planach jest cała trylogia, trzeci tom w 2017. Pozdrawiam i zachęcam do lektury Artefaktów :)

        1. Secrus

          Również pozdrawiam, a do czytania Artefaktów nawet nie trzeba specjalnie zachęcać, marka szybko się wyrobiła ;)

  2. Się skup, bo będę pisać :D Jest gorąco, więc napisanie o czym myślę zawsze jest trudne, a przy takiej pogodzie – arcytrudne! Mam na półce Trylogię Ciągu z Artefaktów, zaczęłam czytać, później (nie z mojej winy) miałam ponad dwutygodniową przerwę i teraz muszę zaczynać książkę od nowa. Wiele skrótów, które są używane w książce, wyleciało mi z głowy przez co do końca nie wiedziałam o czym czytam. No i miałam się za książkę zabrać jak będę na urlopie. Teraz ogromna prośba XD Jeżeli masz Trylogię Ciągu, to weź ją przeczytaj i machnij recenzję do 24-08 XD Bo widzisz, „Wszyscy na Zanzibarze” było dla Ciebie świetną przygodą, ale czytając Cię, wiedziałam, że książka mi nie podejdzie. Przy „Trawie” wynudziłam się jak cholera. Nie, że recenzja jest nudna, tylko sama przygoda mnie wynudziła. I teraz zaczynam się obawiać, że i Gibson ie jest dla mnie. Co prawda doszłam do 80 strony i świetnie się bawiłam… ale kurna, jak okaże się, że nie dla mnie, to poczytam sobie na urlopie coś innego, a po Gibsona sięgnę sobie później :)
    PS
    Dodaj sobie tag(a?) „Artefakty”
    http://www.tramwajnr4.pl/2015/06/z-zakurzonej-polki-wszyscy-na-zanzibarze-artefakt-profety.html

    1. Secrus

      40 stopni w cieniu, serio mam się skupiać? :D
      Ale ok, spróbuję… Machnąłbym reckę i do niedzieli, gdyby to była sprawa życia i śmierci, ale niestety Gibsona nie mam i raczej nie planuję czytać :( Z tej pierwszej serii Artefaktów wziąłem to, co najbardziej mnie zaintrygowało, i Brunner pobił Tepper na głowę (tak po prawdzie to może nie jak cholera, ale chwilami też się troszkę nudziłem…). Z „Trylogią Ciągu” miałbym chyba dokładnie tak, jak Ty przedstawiłaś swoją sytuację z „Wszystkimi na Zanzibarze”.
      Bierz Gibsona i nie marudź, 80 stron to wystarczająco, żeby się domyślać, jaki będzie odbiór całości. W przypadku moich preferencji czytelniczych rasowy cyberpunk gryzłby się z ideą urlopu, ale przecież już kilkakrotnie dowiedliśmy, że nasze gusty nie miałyby ze sobą udanej randki :P

      PS Dzięki, zrobione!

      1. W „Bielszym odcieniu…” było stanowczo za dużo dla mnie opisów zimy, drzew w śniegu, samochodów w śniegu, dróg w śniegu, ludzi w śniegu, śniegu w śniegu… :)

  3. Zgadzam się z tym, co napisałeś, chociaż ja oceniłem nieco wyżej tę książkę. Trawa do przede wszystkim świat i istoty na niej + opisy i to bardzo mięsiste, malownicze. Do połowy byłem bardzo zaintrygowany i płynąłem, potem szło wolniej, nawet ślamazarnie, i nieco ta polityczna kwestia mnie denerwowała. Ale ogólnie poznałbym, co dalej, bo to podobno trylogia jest. Jednak nie przyjdzie nam szybko jej poznać, bo Mag zapowiedział na przyszły rok Beauty, ale chętnie to sprawdzę.

    1. Secrus

      Mnie nie porwało, ale miało przebłyski i rozdziały, od których nie mogłem się oderwać. Całość jednak już tak dobrego wrażenia nie robi – podobnie jak u Ciebie, późniejsze wątki męczyły. Ja jeszcze nie wiem, czy kupię kontynuację, bo może akurat na rynku będą powieści, które przyćmią trylogię Arbaiów. Ale do tego jeszcze dłuuga droga, wiele wspaniałych lektur w międzyczasie :)

      1. Tepper ma sporo pozycji na koncie, więc można w czym wybierać do Artefaktów. A trylogię Arbaiów niekoniecznie chcą wydać w całości. Ja te Beauty sprawdzę.

        1. Secrus

          Zerknij wyżej, na komentarze fantasty. Jednak chcą wydać :) „Beauty” wygląda ciekawie, na pewno będę rozważał.

          1. To musieli nagle zmienić zdanie i poinformować o tym osobę pytającą mailowo, bo na forum nic na temat wydania całej trylogii nie pisali. :) Ale to spoko, chętnie sprawdzę kontynuację.

  4. Kupiłem tą książkę w dniu premiery. Potem okazało się, że jest częścią większej całości (czytaj: trylogii) i trochę mnie to zniechęciło do lektury. Czy rzeczywiście fabularne wątki pozostają na końcu Trawy nierozwiązane ?

    1. Secrus

      Poszczególne wątki zostają zgrabnie zamknięte, wspomniałem o tym w ostatnim akapicie recenzji. Losy bohaterów mogą być kontynuowane, ale nie ma poczucia, że zostajemy opuszczeni w środku opowieści i aby poznać resztę, musimy kupić kolejny tom. Można traktować „Trawę” jako całość, trylogia zapewne skupia się przede wszystkim na jedności uniwersum.

  5. Rzeczywiście wspomniałeś :) To przez ten upał – nie wiem, co czytam, masakra..

    1. Secrus

      Doskonale rozumiem i wybaczam, z jednej strony sarkając na te upały, a z drugiej puszczając do nich oko :)

  6. […] U Secrusa na Zakurzonej Półce rośnie “Trawa” Sheri S. Tepper: TUTAJ […]

  7. No i super. Takich tekstów mi potrzeba. Bo wiesz, tak się zachwycają (tak ogólnie, w sieci) Artefaktami jako Artefaktami, nie biorąc pod uwagę, że książka książce nierówna, że można się zachwycać, ale wcale nie trzeba. Wnikliwie podszedłeś, dzięki.

    1. Secrus

      Cóż, przede wszystkim szczerze ;) O ile „Wszyscy na Zanzibarze” naprawdę mnie ujęli i choćby za odkrycie przede mną Brunnera biję pokłony Artefaktom, o tyle „Trawa” jakoś przemknęła bez ochów i achów, a liczyłem na równie ciekawą lekturę. Niemniej czytając ultrapozytywne opinie wśród internautów, wierzę w ich prawdziwość (a na pewno potrafię odróżnić je od recenzji atrap, których na pewno nie brakuje). Bo „Trawa” może zachwycać, tak jak wspomniałaś, ale wcale nie musi. I mnie, mimo fali pozytywów dla serii jako serii, nie zachwyciła.

Dodaj komentarz