You are here
Przeczytane 2015 

Stylista, czyli rynek wydawniczy w Rosji to bagno

stylistaSeria autorstwa Aleksandry Marininy o Anastazji Kamieńskiej, rosyjskiej milicjantce, należy do tych cykli których sposób wydawania doprowadza mnie do szału. Autentycznego. W.A.B. wydaje to nie po kolei, czasem raz w roku, czasem ze dwa razy, a potem robi sobie przerwę na dłużej. Jeszcze jakby to słabe było, ale to chyba najpopularniejsza seria kryminalna w Rosji, w dodatku zasłużenie.

Tym razem Nastia będzie miała za zadanie wyjaśnić dwie sprawy. Pierwsza z nich dotyczy śmierci kilku młodych chłopców, których cechą wspólną był określony typ urody. Szczupli, ciemnowłosi i zdecydowanie urodziwi w semickim stylu. Druga to zahaczająca o prywatne życie pani milicjantki sprawa utalentowanego tłumacza.

Marinia opowiada dwie interesujące historie kryminalne, ale równocześnie świetnie kreśli ich tło społeczne. Pisze o homoseksualistach w Rosji, o tym jak w latach 90 byli tam mocno piętnowani, wręcz traktowani jak przestępcy ze względu na swoją odmienność seksualną. Nie wiem jak jest w tej chwili, ale w tych czasach o których pisze autorka mieli naprawdę ciężko. Drugi temat, w który mocno się wgryzła to rynek wydawniczy u naszych wschodnich sąsiadów. Okazuje się, że to co mieliśmy w Polsce w momencie, kiedy ruszyły u nas pierwsze wydawnictwa w wersji kapitalistycznej, to naprawdę nic w porównaniu z tym co działo się za naszą wschodnią granicą. Choć oczywiście wydawcy posuwający się do takich działań jak w Styliście to z pewnością tylko owoc wyobraźni autorki, pamiętać jednak trzeba, że pracowała ona wiele lat w milicji, więc co nieco prawdy w tych jej pomysłach z pewnością jest.

Książka, mniej więcej w połowie tekstu, może przez chwilę sprawiać wrażenie odrobinę oderwanej od rzeczywistości, w pewnym momencie śledztwo wydać się może nieprawdopodobne, ale nie przejmujcie się. Zdecydowanie sugerowałbym nie poddawać się zwątpieniu i przebrnąć ten fragment, bo autorka bez stosowania rozwiązań ocierających się o deus ex machina wyjaśni wszelkie wątpliwości czytelnika.

Wczoraj było o Akuninie, dzisiaj o kolejnej świetnej autorce z Rosji, aż prosi się zatem o maleńkie porównanie. Cóż napisać? Oboje piszą świetnie, ale Marininę czyta się Polakowi ciut gorzej. Czemu? Bo używa często rosyjskich zdrobnień i imion odojcowskich, nie każdy przecież musi wiedzieć, że Anastazja to Nastia, a Aleksiej to Losza. Ja lubię, ale żonka już nie,  twierdzę jednak, że warto samemu spróbować.
Na koniec jeszcze mała podpowiedź, w tym przypadku stylista to nie koleś od dbania o wizerunek.

Informacja tramwajowa
Świetnie się nada jeśli tylko dacie jej szansę, to naprawdę znakomity kryminał obyczajowy, a obie zagadki są ciekawe, choć nie w typie tych w których używa się wyłącznie małych szarych komórek. Książkę przeczytałem w ebooku, bo W.A.B miesza przy okładkach, trudno się dziwić , skoro wydaje to tak powoli. Dostępna jest oczywiście zarówno wersja epub jak i mobi.

Podsumowanie:
Tytuł: Stylista
Autor: Aleksandra Marinia
Wydawca: Wydawnictw W.A.B.
Do tramwaju:
jak najbardziej
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 3/6

virtualo

Related posts

12 thoughts on “Stylista, czyli rynek wydawniczy w Rosji to bagno

  1. Miałam kiedyś fazę na Marininę, przeczytałam wszystko, co było w bibliotece. Na „Stylistę” ustawię się w kolejce, zobaczymy, jak odbiorę ją po latach.

    1. Janek

      Daje radę zdecydowanie. Jest klimat, są bohaterowie na swoich miejscach i jest też osławione lenistwo Nastii :)

  2. Ignorantką jestem, ale nie spotkałam się wcześniej z tą pisarką. Lubię wschodnich pisarzy, potrafią ciekawie wykreować świat i poprowadzić wątki fabularne. Muszę rozejrzeć się za tą serią :)

    1. Janek

      Warto!
      Prawdopodobnie ominęłaś ja przez koszmarny, rwany cykl wydawniczy :( W.A.B. Robi to naprawdę źle :/

  3. Czytałem kilka jej książek. Wiesz, to nie moja bajka, ale sam fakt, że przeczytałem więcej niż jedną coś znaczy ;-)
    Zastanawiam się, tu trzeba by do oryginału sięgnąć, na ile zachowanie otczestwa i rosyjskich zdrobnień to u Marininy a u Akonina nie, to sprawa autora a na ile tłumacza. Ja podobnie jak Ty, jestem za oryginalnym zapisem (brzmieniem), przecież w tłumaczeniach z angielskiego na przykład nie spolszczamy imion, nie zmieniamy zdrobnień. Jakby nie patrzeć patronimik to w rosyjskim jednak imię i to używane na co dzień? Wystarczy sięgnąć po Bułyczowa, czy Strugackich :-) Być może rosyjski ewoluuje w stronę nie używania otczestwa, ale u Marininy jest, prawda?

    1. Janek

      Akunina w oryginale Ci mogę znaleźć, ale czytać się nie podejmę :)
      http://akunin.ru/knigi/fandorin/erast/pikovyi_valet/
      Myślałem, że to może kwestia tego, ze jedna powstała wcześniej (Marinina) a druga później i język ewoluował, ale to tylko dwa lata różnicy, więc raczej nie to. Skłaniałbym się chyba najbardziej ku teorii, że Akunin od razu założył, że będzie czytany poza granicami Rosji, a Marinina kierowała swoje powieści bardziej na rynek rodzimy. A sukces udało się odnieść obojgu ;)

  4. marlen

    Spotkanie z Marininą dopiero przede mną, na półce zalega od jakiegoś czasu „Kolacja z zabójcą” :)

  5. Zajrzałem do tego „Pikowego Waleta”. Akunin używa otczestwa standardowo, tzn. zdarza się w tekście tam, gdzie powinno być. Musi tłumacz w ramach ułatwienia czytania polskiemu czytelnikowi pominął ;-)

  6. O matko, akurat tego tomu (i jeszcze jednego) nie czytałam, ale poza tym mam przeczytane wszystko, co się ukazało. I jakoś rwanie mi nie przeszkadzało. :) Bardzo ją lubię!

  7. Kuzynka Sasza

    Mnie się bardzo podobają te rosyjskie zdrobnienia, wydaje mi się, że to dobrze oddaje takie ciepło i „domowość” w narracji, charakterystyczne dla tej autorki

  8. Właśnie zaczynam czytać :) Dla mnie to pewna nowość (mimo że za mną już koło 5-6 Marinin), bo do tej pory słuchałam jej powieści w wersji audio. Teraz po raz pierwszy mam ją na papierze :)

  9. aHa

    Przeczytałam jedną powieść Marininy, całkiem mi się podobała, ale to chyba jednak nie do końca moja bajka, bo nie miałam na tyle zapału, żeby sięgnąć po więcej. Ale jak przeczytałam że ta jest o rynku wydawniczym, to myślę, ze sięgnę :) Po „Jedwabniku” kryminały o rynku wydawniczym znalazły się zdecydowanie w kręgu moich zainteresowań :D

Dodaj komentarz