You are here
Książka Przeczytane 2016 

Luna: Nów, czyli ja już to kiedyś czytałem

luna_nowLuna: Nów to moje pierwsze spotkanie z McDonaldem, owszem mam na półce jeszcze inne jego książki, ale jakoś tak się złożyło, że po tę sięgnąłem jako pierwszą.

Właścicielem Księżyca jest pewna korporacja ukrywająca się pod akronimem LDC, oni wydają koncesje, decydują o wielu sprawach i dzierżą tytularną władzę. Prawdziwymi szefami są tam jednak rody Pięciu Smoków, pięć ogromnych firm rodzinnych, które tak naprawę decydują o obliczu naszego satelity, niech tam sobie LDC mówi co chce, ale taka jest rzeczywistość.

Księżyc w opowieści McDonalda to miejsce piekielnie niebezpieczne, wrogie człowiekowi środowisko, które jednak musi istnieć i dostarczać Ziemi najróżniejsze surowce oraz hel3, czyli paliwo, które stało się podstawą ziemskiej energetyki. Jednym z najważniejszych elementów, który pozwala zniszczonej przemianami społecznymi Ziemi wciąż trwać w miarę stabilnie. Kiedy zatem na naszym satelicie dochodzi do walki pomiędzy rodami to jej zakończenie będzie miało wpływ na całą ludzkość. I to o tym jest ta historia, o przedziwnym i prawdziwym tańcu Pięciu Smoków. Każdy z wielkich rodów dba o swoje interesy najlepiej jak może, ale najbardziej przerąbane ma najmłodszy z nich, czyli Corta Helio, brazylijska rodzina zajmująca się wydobyciem i rafinacją hel. W drodze na szczyt nadepnęli na kilka odcisków i właśnie nadchodzi czas, aby za to zapłacili.

Luna:Nów to książka którą już czytałem, owszem w wersji bardziej rozbudowanej, chyba nawet jeszcze bardziej wielowątkowej niż wersja McDonalda, ale jednak. Co prawda do końcowej oceny tego co stworzył trzeba się wstrzymać, aż pojawią się kolejne zapowiedziane części, co najmniej jedna, ale najpewniej dwie, dopiero wtedy to porównanie, o które mi chodzi będzie mogło być naprawdę rzetelne. Jednak moim zdaniem już teraz widać, co stało się główną inspiracją autora, czyje losy odcisnęły swoje piętno na fabule Luny. Ta książka to tak naprawdę kosmiczna wersja Ojca Chrzestnego, opowieść o walce pomiędzy rodzinami mafijnymi, o caporegimach stojących na czele swoich oddziałów, o ukrytych machinacjach, za którymi stoją bardzo zaskakujący consigliere, no i o takich ludziach jak Albert Neri czy Sonny Corleone. Dla mnie mimo dekoracji science fiction ta inspiracja jest oczywista.

Przyznać jednak trzeba, że McDonald  nie stworzył książki wtórnej, co to to nie! Owszem zaczerpnął sporo z mafijnego pierwowzoru, ale opowiedział bardzo interesującą historię dziejącą się w zaskakujących sceneriach, pełna dynamicznej akcji i zwrotów fabularnych. Opowieść spójną, wciągając, choć trzeba to jasno powiedzieć, wymagającą sporo uwagi, przynajmniej na początku.
Pojawiły się już informację, ze jedna z amerykańskich sieci telewizyjnych planuje ekranizację Luny, jeśli nie przyoszczędzą na dekoracjach, to szykuje się interesujące widowisko. Mam nadziej tylko, ze autor nie będzie się bawił z czytelnikami w kotka i myszkę, odsuwając, podobnie jak Martin, drukowaną wersję swojej opowieści w bliżej nieokreśloną przyszłość.

Informacja tramwajowa
Nie, a już na pewno nie na początku. To książka w którą nieco trzeb się wczytać, aby zrozumieć kto jest kim, czemu tak, a nie inaczej postępuje i co oznacza terminologia księżycowa. Potem można, ale i tak więcej frajdy jest, jeśli czyta się ją w zaciszu domowym

Podsumowanie:
Tytuł: Luna: Nów
Autor: Ian McDonald
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Wydawca: Wydawnictwo Mag
Do tramwaju:
niekoniecznie
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 4/6 (pod warunkiem, że mam ze sobą ciąg dalszy)

Related posts

2 thoughts on “Luna: Nów, czyli ja już to kiedyś czytałem

  1. Mafia na księżycu z szansą na ekranizację? Może być dobre, może być słabe, ale patrząc po Twojej ocenie, warto się zainteresować:)

    1. Janek

      Ale to nie taka zwykła mafia, taka w stylu rodziny Corleone. Jako serial może być genialne albo koszmarne :)

Dodaj komentarz