Zagubieni – Inwazja, czyli coś dobrego na początek

Dawno dawno temu w odległej… rzeczywistości, nie galaktyce, w czasach kiedy okładki nie były specjalnie kolorowe ani lakierowane zaczęła się moja przygoda z fantastyką. Takie hity ówczesnych czasów, jak Sobowtór profesora Rawy, czy Wielka, większa i największa niespecjalnie meni wzięły, ale Ci z Dziesiątego Tysiąca już tak, to była świetna lektura.

Kontynuuj czytanie

Czarne światła: Łzy Mai – mam ochotę kogoś trzepnąć

Pierwsze spotkanie z Martyną Raduchowską to była Szamanka od umarlaków, niezłe urban fantasy pozycjonowane powyżej średniej dla wydawanego w Polsce. Potem był Demon luster, niby kontynuacja, ale coś jakby inne trochę to było, mroczniejsze. A teraz mamy Czarne światła i powiem szczerze, że jeśli autorka nie napisze dalszego ciągu, to pojadę siędę sobie pod jej…

Kontynuuj czytanie

Tuf Wędrowiec – kupiec który został bogiem

George R. R. Martin pisze już od naprawdę bardzo dawna, do naprawdę szerokiej publiczności przebił się jednak dopiero kiedy pojawił się serial HBO na podstawie Gry o tron. Przy czym pisząc o szerszej publiczności mam na myśli ludzi, którzy nie czytają fantastyki. bo przecież fani tego gatunku znają go znakomicie.

Kontynuuj czytanie