You are here
Książka Przeczytane 2016 

Dziecko Odyna, czyli fantasy z północy

dziecko_odyna

Popularność literatury fantasy to prawdziwe przekleństwo tego nurtu. Cały tłum grafomanów jest przekonany, że nawet największe bzdury ubrane w magiczne szatki z pewnością będą się świetnie sprzedawały. Najgorsze zaś jest to, że często mają racje z tą sprzedażą, marketing robi swoje. Piszą piąte czy siódme tomy, zalewają rynek swoimi wypocinami, a potem człowiek boi się po coś sięgnąć, bo pośród kart czeka już klon Legolasa walczący z kolejną kopią Conana. Kolejne tomy okazują się z reguły coraz gorsze i dlatego kocham trylogie, aktualnie już to wystarczy, żeby człowiek miał jakieś oczekiwania, w końcu może liczyć na choć odrobinę zwięzłą fabułę. Krucze pierścienie Siri Pettersen to właśnie trylogia, która kolejny punkt zdobyła u mnie za to, że to już skończona trylogia, przynajmniej na to wskazuje zdjęcie, które wrzuciła pewna znajoma mieszkająca w Norwegii. To już dwa powody, które stoją za tym, że zdecydowałem się sięgnąć po tę książkę. Trzeci jest trochę trywialny, bo uwagę moja przyciągnęła okładka, o której Zacofany w lekturze napisał, że na pierwszy rzut nieco przypomina mu salami. Jeśli chcecie wiedzieć co na niej jest sprawdźcie sami, łatwo ją znaleźć.

Świat w pierwszej chwili przypomina mocno już eksploatowane ziemskie średniowiecze, pierwsza różnica to ogony które posiadają wszyscy mieszkańcy. To właśnie jego brak wyróżnia główną bohaterkę o imieniu Hirka. Dość szybko okazuje się, że w tym średniowieczu mamy jakąś formę mocy nazywaną Envą, żywego boga zwanego Widzącym i Ślepych, którymi straszy się dzieci i którzy jako żywo przypominają mi Innych znanych z Gry o Tron. Do tego jeszcze autorka dołożyła tytułowe krucze pierścienie, które pozwalają na podróże pomiędzy światami i jeszcze dwóch bardzo rożnych  głównych bohaterów, którzy świetnie uzupełniają opowieść o Hirce.

Choć znajdziemy trochę kalek w tym co serwuje nam Siri  Pettersen to Dziecko Odyna nie jest z pewnością książką wtórną. Widać, że autorka dokładnie przemyślała to, co chce napisać, zbudowała podstawy swojego świata, a dopiero potem wzięła się do roboty. Choć początek sprawiał wrażenie nieco przydługiego, to szybko okazało się, że praktycznie wszystko w tej książce jest po coś. Autorka stara się przedstawić czytelnikowi to co stworzyła bardzo dokładnie, wciągnąć go do tego świata, sprawić, aby poczuł, że wie o co w tym chodzi. A kiedy już wiemy co może czekać na nas na kolejnej stronie przełącza wajchę i sprawia, że fabuła zaczyna pędzić na złamanie karku. Ostatnie dwieście stron to bardzo dynamiczna historia, której bohaterów znakomicie nam wcześniej przedstawiono w świecie, który zaprosił nas do siebie.

Rozpędza się to wszystko powoli, ale końcówka powoduje, że naprawdę ma się ochotę sięgnąć po kolejną część. Z drugiej strony także w zakończeniu widać dojrzałość autorki, moim zdaniem gdyby historia nie „chwyciła”, to książkę można by potraktować jako jednotomową historię z otwartym zakończeniem. Nieco może irytującym, ale jednak. Ciekawa sztuczka moim zdaniem, z jednej strony bardzo chcemy dowiedzieć się co było dalej, a z drugiej tego dalszego ciągu w ekstremalnej sytuacji mogłoby nie być. Na szczęście jest i chyba będzie dostępny już w sierpniu. Mnie wciągnął ten świat Kruczych pierścieni.

Informacja tramwajowa
Moim zdaniem jest za gruba do transportu, ale jeśli macie czytnik i ebooka, to będzie idealna. Wciąga, nie nuży, nie przytłacza liczbą bohaterów i wydumanych scenerii, a długość rozdziałów będzie idealnie pasować do czasu przejazdu pomiędzy przystankami . Najwyżej jakiś przegapcie :)

Podsumowanie:
Tytuł: Dziecko Odyna
Autor: Siri Pettersen
Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
Do tramwaju: tylko w ebooku
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 4/6

Related posts

6 thoughts on “Dziecko Odyna, czyli fantasy z północy

  1. Ha! Ale się zgraliśmy z opiniami o „Dziecku Odyna” :) Mnie się bardzo podobała, mówiłam Ci też, że zakończenie jest obiecujące :)

    1. Janek

      Jest, najlepiej jak trafi na stację kosmiczną ;)

    2. Łeee, nieee! Wolę średniowiecze :) Albo erę prehistoryczną ;)

  2. Kiedyś literatura fantastyczna w bibliotece, do której miałam przyjemność chodzić mieściła się na jednej półce. Była to mieszanka od s-f do fantasy, a tę ostatnią trzeba było wyławiać niczym rodzynki z racuchów. Teraz gdzie się nie obejrzysz – tam fantasy. Trzeba rozsądnie wybierać, żeby się nie sparzyć. Ta pozycja chyba mnie skusi :)

    1. Janek

      Trzeba BARDZO rozsądnie wybierać :)
      Mam wrażenie, że ilość wydawnictw publikujących coś z tego nurtu rośnie lawinowo :)

  3. Potwierdzam. Na stronie http://www.ravneringene.no/ jest mowa o trylogii, a i na trzeciej książce z serii, którą to posiadam, biało na czarnym jest napisane, że jest to książka kończąca trylogię :D

Dodaj komentarz