Pierwsze słowoPrzeczytane 2018 

Pierwsze słowo, czyli autorzy kłamią

Jestem przekonany, że kiedy sięgniecie po Pierwsze słowo, to bez oporu zgodzicie się z tezą, którą umieściłem w tytule wpisu. A już na pewno będziecie wiedzieli, że Marta Kisiel, zwana często Ałtorką, łże jak pies, kiedy z uporem twierdzi, że pisać opowiadań to ona nie umie. Bo bardzo umie, nawet bardzo bardzo umie.

Różnorodność

W książce znajdziemy jedenaście tekstów, z których sześć to opowiadania, które ukazały się gdzieś wcześniej. Poza Dożywociem i Szaławiłą, które szerokiej publiczności są już chyba dobrze znane, są tutaj także tekst,y które szło upolować wyłącznie w jakiś wydanych wieki temu zbiorach Fabryki Słów, albo magazynach SF, których zdobycie graniczy z cudem. Zatem dla mnie tak właściwie premierowe było aż osiem. Podchodziłem z pewnymi obawami, bo ten trzeci tekst, który znałem poza wspomnianymi wcześniej, podobał mi średnio. Okazało się jednak, że to naprawdę najsłabsza historia. Znajdziemy w Pierwszym słowie, teksty zabawne, rzec można by lapidarne. Znajdziemy zabawę formą i interesujące podejście do mocno już ogranych tematów. Znajdziemy też ciarki na plecach i trzepnięcie w mózg, takie solidne. Wręcz na miarę Maleńkich ofiar, których autorem jest Paolo Bacigalupi, a które jest opowiadaniem, które chyba najbardziej brutalnie się po mnie w życiu przejechało.

Zaskoczenie

Zaskoczenie to przede wszystkim tytułowe Pierwsze słowo, prawdziwa perełka i to je miałem na myśli akapit wcześniej. Daje ciary, ryje banię i pokazuje jak dobrą pisarką jest Marta, jak potrafi cudnie, choć kiepsko to brzmi w kontekście tego akurat tekstu, potrafi się ona odnaleźć w innym zupełnie stylu niż ten, który dotąd znaliśmy .
Ale zaskakuje także bardzo Katabasis, którego klimatem można by było zasilić całkiem gruby tom fantasy. Podobnie Miasto motyli i mgły, ustępujące mu niewiele w tym względzie. Jadeit, czyli pop-kulturalna wariacja na temat wiktoriańskiego detektywa aż prosi się o kontynuację, a Cały świat Dawida to rasowy horror. Właściwie wszystkie te teksty, które były dla mnie nowe czymś mnie zaskoczyły i dostarczyły mnóstwa frajdy przy lekturze. Że o Szaławile nie wspomnę.

Nie chcę być jak Staszek

Musze tutaj wspomnieć jeszcze o jednej historii, chodzi mi o Przeżycie Stanisława Kozika. Powiem wam tak, nie chcę być jak Staszek, mam nadzieję, że nie będę. Ale poza tym, co opisała autorka w Pierwszym słowie, to tego boję się chyba w życiu najbardziej. I naprawdę nie chciałbym aby aby spotkało mnie coś takiego. Ale z drugiej strony lepiej jednak uważać, czego sobie życzymy … ;)

Jedno nie

Na koniec jeszcze to, które mi się nie spodobało. Chodzi mi o W zamku tej nocy. Podejrzewam, że to całkiem dobry tekst, a ja jestem po prostu zbyt mało humanistyczny i oczytany, aby go docenić. Ale nie wykluczam absolutnie opcji, że to opowiadanie jest po prostu słabe. Ja  i romantyzm nie najlepiej współpracujemy ze sobą.

Informacja już nie tramwajowa

Podobało się i Marta Kisiel opowiada bzdury mówiąc, że nie umie pisać opowiadań. Podejrzewam, że prawda jest taka, że po prostu jej się nie chce. Jeśli pojawi się kiedyś jeszcze jakiś zbiór jej autorstwa to kupię bez zastanowienia, ten gorąco polecam.

Podsumowanie:

Tytuł: Pierwsze słowo
Autor: Marta Kisiel
Wydawca: Wydawnictwo Uroboros
Do tramwaju:
też

Powiązane posty

3 Thoughts to “Pierwsze słowo, czyli autorzy kłamią”

  1. Jeśli do tramwaju się nadaje, to na łóżko też :) Pozdrawiam :)

    1. A cóż ma łóżko do tramwaju? ;)

      1. Janek

        Do tramwaju może nie ma nic, ale za to do czytania całe mnóstwo :)

Dodaj komentarz