Vice versa, urban fantasy z wysokiej półki

Dzisiaj miało być zupełnie coś innego, ale wydawca zniósł embargo na Vice versa, a ja nie mogłem się powstrzymać. Tak się składa, że ostatnio sporo u mnie Hardej Hordy, ale co się dziwić, ekipa świetnie pisze, a nowa książka Mileny Wójtowicz to tego znakomity przykład. Post Scriptum było hitem ubiegłorocznych wakacji, nowa odsłona przygód Binki i jej współpracowników z całą pewnością będzie jedną z najlepszych książek tegorocznego okresu wypoczynku.

Vice versa

Sabinę Piechotę i Piotra Strzeleckiego poznaliśmy w pierwszym tomie tej historii. Tym razem do ich ekipy na stałe dołącza jeszcze Żaneta Wawrzyniak, która choć w pierwszej części owszem odegrała znaczącą rolę, to jednak pojawiła się tylko na chwilę. Tym razem to ona będzie sprawcą całego zamieszania, co nie znaczy, że pozostała dwójka która pokochałem nie będzie miała wiele do roboty. Oczywiście BHP jest ważne, ale czy ekologia nie staje się aby coraz istotniejsza? Nie czarujmy się, my śmiecimy na potęgę, ale nienormatywni też nie są bez grzechu. Skoro ludzie wywalają do lasu śmieci, co moim zdaniem jest karygodne, to co ze swoimi odpadkami mogą robić magiczne złole? Ha!? Myśleliście o tym? Przecież oni nie maja na to żadnych wysypisk! A to tylko jeden element tej wciągającej, zaskakującej, dynamicznej i zabawnej opowieści, którą serwuje nam Milena Wójtowicz.

Urban fantasy

Ja kocham urban fantasy. W najróżniejszych odmianach. I tych kryminalno-detektywistycznych i tych bardziej dynamicznych. Aneta Jadowska, Patricia Briggs, Jim Butcher czy Kevin Hearne to jedni z moich ulubionych autorów. Każde z nich opowiada zupełnie inną historię, inaczej buduje świat. Jednak w ich książkach wampiry, wilkołaki, czy inne magiczne stworzenia żyją trochę jakby obok ludzi. Wspólne, ale jednak osobno. U Mileny Wójtowicz jest inaczej, tutaj nienormatywni całkowicie wtopili się w ludzkie społeczeństwo. Owszem wilkołaki czasem polatają se po lesie, ale jakoś tak niezbyt często. I do tego mówimy tu o dość ortodoksyjnych watahach lubiących na dodatek trzymać się tradycji. Mnie to pasuje. Mnie ten świat który stworzyła autorka pasuje jak cholera. Lubie Piotra z jego rozterkami, Binkę jedzącą słodycze szybciej niż króliczek Duracella i te wszystkie nowe postacie, które autorka wprowadziła w drugim tomie. To jest takie urban fantasy, które lubię najbardziej.

Podsumowanie

Vice versa to zaskakująca, zabawna opowieść o nienormatywnych z okolic Brzegu. Wcześniej poznaliśmy inkuba, strzygę (wersja poczwarka) i wilkołaka. No ale skoro są potwory, to i musi być łowca. Poznacie go w tej części. Jest znakomity.  Profesjonalny, zdeterminowany i absolutnie zaskakujący. Są nowi nienormatywni, bardzo swojscy i budzący sympatię, choć sprawiający dość sporo problemów z nazewnictwem. Jest znakomity, lekki humor. Są zabawy słowem, które powodowały, ze rżałem podczas lektury niczym stary wałach. I nie miało znaczenia, że robiłem to jadąc tramwajem. To naprawdę wciągająca powieść, która ma mnóstwo atutów i tylko jedną wadę. Tak, jak zwykle kończy się za szybko. Jeśli planujecie zabrać ją na wakacje, to weźcie coś jeszcze. Vice versa zdecydowanie trudno odłożyć. :)

Info:

Tytuł: Vice Versa
Autorka: Milena Wójtowicz
Wydawca: Wydawnictwo Jaguar
Do tramwaju:
jak najbardziej, choć możecie wzbudzać konsternację

4 komentarze Dodaj swoje
  1. Chciałoby się napisać, że „Vice versa” to klasyczne urban fantasy, co byłoby komplementem, ale ten tytuł to coś o wiele, wiele więcej! Czyta się świetnie – zarówno ze względu na mnogość i pomysłowość wątków, jak i ze względu na świetny humor. Milena Wójtowicz stworzyła kapitalną książkę, którą po prostu trzeba przeczytać tego lata! :)

    1. To zdecydowanie jedna z książek, która sprawdzi się jako wakacyjna lektura znakomicie. Inna sprawa, ze jako propozycja na zimowe długie wieczory będzie równie dobra. :D

Dodaj komentarz