Marsjanin – ale o co chodzi z tymi ziemniakami?

marsjaninMarsjanin Andego Weira już za mną, przyznam szczerze, że myślałem, że takich książek się już nie pisze. To było naprawdę miłe zaskoczenie.

Głównym bohaterem książki jest Mark Watney, uczestnik jednej z wypraw na Marsa, który w wyniku pewnego pechowego splotu okoliczności został sam na planecie. Członkowie jego ekipy wzięli go za martwego i odlecieli uciekając przed koszmarną burzą piaskową. Teraz Mark jest pierwszym człowiekiem, który musi przetrwać naprawdę długo na tej planecie, albo będzie bardzo kreatywny, albo nie doczeka się na kolejną misję, która będzie mogła mu pomóc. Na szczęście jest inteligentnym inżynierem, botanikiem, no i ma ziemniaki.

Co za miła niespodzianka.
Książka Andego Weira to największe zaskoczenie jeśli chodzi o SF w tym roku. Byłem święcie przekonany, że klasycznych historii kosmos kontra człowiek już nikt nie pisze, a już na pewno nie pisze tego tak, że książka stanie się bestsellerem. Wszystko wskazuje na to, że Marsjanin się stał skoro błyskawicznie sięgnęło po niego Hollywood. W książce znajdziemy dwie linie fabularne, jedna z nich to dziennik Marka, druga to historia ludzi którzy próbują go uratować. Oba wątki są napisane świetne, choć mnie bardziej spodobała się część naszego Marsjanina. To coś na kształt pamiętnika, czy może bloga pisanego przez człowieka, który został sam na planecie. Tę część Weir napisał naprawdę z dużym poczuciem humoru, a główny bohater okazuje się być nie tylko piekielnie pomysłowy, ale także bardzo zdeterminowany i pełen dystansu do siebie.
Ja co prawda jestem na papierze inżynierem, ale tak naprawdę nie potrafię jednoznacznie stwierdzić w których momentach autor bzdurzy, a w których tylko odrobinę mija się z prawdą. Robi to z ogromną swadą i świetnie udaje, że zna się na tym wszystkim, ale na pewno coś zmyślił. Wprowadzenie tak wiele science w zjadliwiej formie bardzo miło mnie zaskoczyło i to jest właśnie ten element o którym myślałem, że zupełnie nie występuje już we współczesnej fantastyce, a już na pewno nie aż na taką skalę. Choć tak jak wspominałem wcześniej nie wiem ile prawdziwego science jest w książce. Drugą sprawą, która zwraca w książce uwagę jest ogromna wiara autora w możliwości człowieka, w jego kreatywność, oraz przekonanie, że przy wsparciu technik jesteśmy sobie w stanie poradzić z wieloma przeciwnościami.

Ziemniaki? O co do cholery z nimi chodzi!?
Czyta się to z ogromną przyjemnością, błyskawicznie połknąłem książkę i tylko jedna sprawa wywoływała u mnie najpierw zdziwienie, a potem odrobinę irytacji. Ziemniaki, za cholerę ne łapię o co chodzi z tymi ziemniakami. Czy on nie mógł najpierw ich zjeść? Czy nie mógł przeplatać ich z liofilizowanymi porcjami? Czy autor nigdy nie jadł surowego ziemniaka? To tyle, reszta jest ok, choć nie upieram się, tych bardziej obeznanych z fizyką inżynierów pewnie momentami rozbawi bardziej niż mnie.

Informacja tramwajowa
Czytajcie w tramwaju, nie ma problemu. Nie sądzę, żeby okładka z kolesiem w skafandrze była problemem, może odrobinę tylko być niewygodnie, bo gabaryt spory. Polecam zdecydowanie
Podsumowanie:
Tytuł: Marsjanin
Autor:  Andy Weir
Wydawca: Wydawnictwo Akurat
Do tramwaju: jeśli nie przeszkadza wam spora wielkość
Ocena czytadłowa: 5/6
Ocena bezludnowyspowa: 4/6 (ocena tak wysoka, bo na bezludnej chciałbym mieć tyle pomysłów, optymizmu i determinacji)
muza_buton
11 komentarzy Dodaj swoje
  1. Ale przecież on jadł surowe ziemniaki :D I przeplatał też z innymi porcjami :D
    No ale wychodzi na to, że ziemniaki + taśma klejąca + disco + Mars to doskonały przepis na powieść :D

    1. Ale chyba łatwiej by mu było wieźć te marsjańskie porcje niż ziemniaki. A surowe owszem jadł, jednak na wyjazd sobie ugotował w partiach, więc chyba łatwiej byłoby je zjeść w Habie :)

Dodaj komentarz